Niestety w społeczeństwie najczęściej ludzie idą w skrajności - albo tylko narzekają, albo tylko się przechwalaja, a uzyskać rzetelne informacje jest już dużo ciężej.
Jakby te gospodarstwo było za free, to można by sobie było spróbować swoich sil, ale przy takiej niewielkiej gospodarce pakować siebie i swoją rodzinę w tej wielkości kredyt, to nie sądzę żeby to było roztropne. Jeśli by była już ta gospodarka i był tylko dylemat czy ja przejąć, czy zostać na etacie, to wtedy jakiś wybór jest, nad którym trzeba się zastanowić.
Nawet w przyszłości takie rzeczy jak zwykła choroba, nie daj Boże poważna i co wtedy? Jak przyjdzie zatrudnić kogoś, komu będziesz musiał zapłacić jeszcze połowę takiej raty? Albo okaze się, że nie ma kto po Tobie przejąć tej gospodarki i w pewnym momencie uświadomisz sobie, że wypruwales sobie flaki przez 20lat żeby związać koniec z końcem, a na koniec zobaczysz jak to wszystko idzie pod młotek. Chyba że liczysz, że jak się noga powinie, to w najgorszym wypadku bank zabierze to, co dał. Ale nawet jak po licytacji starczy na spłacenie długów, to okaże się, ze np w wieku 40lat zostajesz bez źródła utrzymania i musisz iść szukać zwykłej pracy, bo za cos rodzinę wyżywić trzeba.
Mam parę znajomych z podobnej wielkości gospodarkami, z parokrotnie mniejszymi kredytami, którzy za różowo w przyszłość nie patrzą. Jest też u nas gospodarstwo, które ładnych kilka lat temu wykupiło grunty, które dzierzawilo. Kredyt w wysokości Twoich górnych wyliczeń. Nowe maszyny, dom wyremontowany, zabudowania po dawnym PGR i co miesiąc w gminie po zaświadczenie o nie zaleganiu, bo trzeba za coś kupić pasze dla bydła. A w gospodarstwie tym pracowała cała rodzina, kilka gałęzi produkcji, powierzchnia ok. 200ha.
Ja bym zdecydowanie wolał zostać przy swoich 15bez kredytów. Jesteś młody, to na spokojnie możesz sobie szukać swojego miejsca - pracy, która będzie Ci sprawiać i radość i pozwoli się utrzymać. Taką ziemię można sobie obrobić w wolnym czasie - w jakiś sposób się spełniasz skoro to lubisz, do tego masz dodatkowy grosz, a w razie nawet jak się noga powinie, to nie musisz sobie rwac włosów z głowy.
Oczywiscie można też podejść do sprawy hurraoptymistycznie - bo przecież z wyliczeń wychodzi, że na spokojnie da się radę, bo przeciez kiedyś każdy jakoś musiał zacząć, bo przecież będziesz robił to co lubisz, bo przecież to i tak z myślą o kolejnych pokoleniach i zrobią co będą chcieli itd.