Miało wczoraj padac z rana, a później po południu. Rano wyskoczył mi wyjazd - myślę no nic przed drugimi opadami rozsieje saletrę. Podczas wyjazdu dość mocny deszcz przeszedł, w sumie kilkadziesiąt km od domu. Dzwonię na chatę - parę kropel spadło, nawet w trawie sucho. Przyjechałem potem do domu, zaczęło się chmurzyć, zaczepiłem rozsiewacz - d*pa, nawet kropelka nie spadła.
Teraz pokazują na poniedziałek burze, a potem długo długo nic. Myślałem czy nie pojechać dzisiaj, bo jutro nie mogę, ale chyba jednak się wstrzymam i ewentualnie po deszczu pojadę. Kiepsko ta wiosna wygląda.