ch*j mnie dzisiaj strzelił ze szlifierka. Odpalam jedna - odpala i od razu się wyłącza, odpala i wyłącza. Rozebrałem - no k**wa nie jestem elektromechanikiem/elektrykiem czy kim tam jeszcze, no generalnie ch*ja widzę, kable z wierzchu całe, nic nie opalone, rozlaczone, czy co tam jeszcze. Odłączyłem przewód, podłączyłem sam do prądu, no prąd jest cały czas, jak bym go nie wyginął. Założyłem go, złożyłem, odpalam, chodzi. Poszedłem do warsztatu, wracam, odpalam, nie chodzi. A ostatnio jak coś szlifowałem, to tak jakby miała problem z wejściem na obroty. No kij z nią, zawiozę do znajomego, niech patrzy.
Biorę druga szlifierkę, taka jeszcze ojcowa, co niedawno dawałem znajomemu żeby ją przejrzał, bo nie odpalala. Zrobił ja działa. No i odpalam ja - chodzi. Poszlifowalem kawałek tego, co miałem poszlifowac, poszedłem do warsztatu po miarkę, wracam, odpalam. Buczy i nie chce w ogóle sie wkręcić na obroty. Wyłączyłem, włączyłem - obudowa zaczęła świecić jak żarówka..no ja pier**le.
No i także po tym wstępie pytanie zasadnicze - jaka szlifierkę kątowa kupić do 5stow. Wymagania/pytania
- tarcza 125
-teraz miałem 1100w niby, może być troszkę słabsza, bo ta do wszystkiego mi starczała, a kupiłem niedawno duża, także do poważniejszych tematów będzie inna używana
- czy regulacja obrotów do czegokolwiek w praktyce się przydaje?
Patrzyłem głównie na Milwaukee i DeWalt'a bo..w sumie bo tak. Ktoa coś doradzi?