Nie jest problemem osiągnąć rekord, odliczając uwrocia, końce pola czy ścieżki, bo tak liczą te rekordy. Dodatkowo rekord plonu ma się nijak do rekordu opłacalności, jakoś nikt nie podaje, ile w to pole w cagu 2-3 lat wcześniej zostało włożone na górkę, aby bić rekord. Czyli mamy rekord, który przynosi ujemny zysk w ciągu 2-3 lat. Tak się mogą bawić firmy dla reklamy, a potem są ludzie co w to wierzą i kupują magiczne nasiona imagiczne środki, a wtedy się okazuje, że na średnio zasobnym polu roślina nie chce roznąć, a bez jeźdżenia co tydzień z opryskami zjadają ją choroby i szkodniki. Nietsety, producent nie gwarantuje niczego, poza tym, ze roślina wykiełkuje, czyli takie złodziejstwo w białych rękawiczkach, dodatkowo sankcjonowane przez prawo, bo przecież nie wolno ci zasiać tego, co sam zebrałeś. Rolnik coraz szybciej staje się niewolnikiem na włąsnym polu. Popatrzcie na kraje zachodnie - tam rolnik nawet obornika nie może wywieźć na pole, dopóki nie zostanie on przerobiony przez wielkie koncerny na "nawóz zdatny do nawożenia" - oczywiście za słoną opłatą.