U nas zazwyczaj sprzedają właśnie jak wnuki czy dzieci mają jakąś potrzebę. Dom, mieszkanie itd.
Tak, bo ktoś kończy działalność i by chciał na emeryturę to nie ma.
Po prostu mi się nie podobają takie wesela. Co zrobisz. W sumie ja byłem na dwóch weselach za dzieciaka z rodzicami. Młodych stamtąd nie widziałem od tego czasu ani razu.
Rodzice byli parę razy jeszcze u dalszej rodziny, ale proszeni byli sami. Więc ja tam nawet nie zastanawiałem się czy prosić np. córki brata mojej babci.
Jak rodzice łażą całe życie na wesela i potem finansują dzieciom, to ok ich sprawa. Jednak coraz częściej słyszę, że rodzice mają węża w kieszeni i młodzi sami organizują. To wtedy po co się w ogóle pchać w koszty?
W ogóle przerwać ten łańcuszek w końcu i będzie spokój.
a kiszonkę na obornik? Kiedyś jak takie kwasy dawali np. z liści buraków to sporo kredy sypali i jakoś się przyzwyczajały.
U siebie jak za mokra kiszonka wyjdzie to więcej słomy idzie do paszowozu i też to przejedzą.
Kiedyś bardziej na pokaz robili wszystko niż teraz. W sumie lepiej spędzić czas z prawdziwymi znajomymi i rodziną niż z tabunami ludzi, którzy potem i i tak obgadają za plecami, że żarcie zimne, muzyka za głośna itd.
U Radka ponoć woda stoi większość czasu. Zaś czy na słabszych się uda , to nie wiem. Ja tam tak nie eksperymentuje na piachach. Zazwyczaj sieję kukurydzę w klasycznym siewie.