Jednego cielaka załatwiliśmy przez taką nadgorliwość. Wtedy jeszcze bez wyciągarki, to ojciec by pół wioski ściągnął do cielenia. Zaklinował się w połowie i nic. Nic nie idzie. Ciągnęli wszyscy aż kręgosłup cielakowi strzelił, a i tak nie wzszedł. Jak czekaliśmy na lekarza, to krowa sama truchło wypchnęła do końca.
Teraz jak wyciągarki czasem używam, to naciągam, popuszczam, aż się wszystko tam ładnie rozciągnie, a ojciec jak asystuje to tylko nawija, że cielak się udusi albo utopi. Kurde. Nigdy się jeszcze nie udusił