Dziadek(ten który z nami nie mieszkał) miał długo konia(czy raczej klacz, kobyłę jak to mawiał), i przyjeżdżał do nas nim. Raz nawet saniami jechaliśmy do nich na wigilię przez pola, bo drogi zawaliło. Atrakcja, że do dziś pamiętam, mimo, że mały byłem. Do zerówki na pewno jeszcze nie chodziłem. 😉