Koledzy ja osobiście w wieku 13tu lat przeżyłem wypadek z udziałem WOMu. Kolega przekopywał dla mnie na polu ziemniaki kopaczką elewatorową, a ja popychałem macinę żeby się nie zapychało. Robiłem to ja, bo rodzice pojechali na pgrzeb mojego brata ciotecznego, który zginął w wypadku przy wykopkach. Mało brakowało i by by ły dwa pogrzeby pod rzad. Popychając tą macinę, nie chciało mi się chodzić na około kopaczki, tylko przerzuciłem nogi na drugą stronę zaraz na zaczepie, a po tamtej stronie był wałek. O ile w naszej kopaczce wałek był z kołpakiem i dodatkowo była osłona, o tyle w kopaczce u kolegi był wałek zatrzaskowy i ten bolec który się wciska żeby zapiąć wałek złapał mnie za nogawkę. Uwierzcie mi, po dwóch sekundach (kolega widział co się dzieje i wcisnął sprzęgło w T25) miałem na sobie pół koszulki i połówki skarpet na nogach. Byłem ubrany w spodnie dźinsowe i zapięte w wojskowy pas skórzany, którego kiedyś z kolegami próbowaliśmy rozerwać ręcznie we czterech i ni chu chu, a w tym wypadku pas poszedł na cztery części, ale skóry na biodrach nie miałem, tak samo na łydce gdzie złapał mnie wałek i jeszcze w wielu innych miejscach. Dzięki Bogu że mi jaj nie urwało (mam dwoje dzieci) ból nie do opisania, jakby ktoś mnie drągiem złomotał. Odszedłem od kopaczki na chwiejnych nogach i padłem na cztery zanim się zorientowałem, że nie mam nic na sobie. Dwa tygodnie leżenia w łóżku i opatrywanie ran. Niech mój wypadek będzie dla innych przestrogą i nauką na przyszłość, że osłon głupi nie wymyślił i nie sa one dla ozdoby.
Pozdrawiam Marcin