Moja teraz zarabia niecałe 3k w urzędzie, robiła w świadczeniach socjalnych, potem w księgowości i teraz VAT i kontrola + wszystko co na nią zwala i musi robić za ludzi, którzy siedzą i nie mają pojęcia żadnego o swojej robocie.
U mnie 30ha wszystkiego (polowa orne, polowa tuzy, których nie mogę przeorać dzięki naszej ukochanej naturze2000) i też robię. Matka trzyma jeszcze parę sztuk bydła, że świń zeszliśmy. Stała wypłata to jednak wielki komfort. No i do tego jak się jest niezależnym finansowo od gospodarki, to dużo spokojniej się na niej robi. Nie trzeba sobie rwać włosów z głowy jak gorszy przebieg pogody i zboże dostaje w d*pę itd. W najgorszym wypadku jest to po prostu drogie hobby.
U mnie sporo. Większość młodych rolników pracuje w mieście, a rodzice rypia na gospodarce. Oczywiście nowe obory, nowy sprzet, gospodarze pełną gębą.
A co do gospodarek, to na dłuższą metę i tak te male szlag trafi. Najgorzej będą mieli właśnie Ci całkowicie zależni, utrzymujący sie z paru hektarów. No chyba, że ktoś pójdzie w jakaś wąska specjalizacje, ale to z kolei wiąże się z koniecznością poświęcenia się tylko temu, a to już znowu ryzyko - a co będzie jak nie wyjdzie?
Będziesz miał stała pracę, będziesz niezależny od wszystkich zawirowań związanych z rynkiem rolnym. Będziesz chciał i mógł - będziesz pracował na gospodarce i powiedzmy realizował jakaś swoją pasję i miał z tego kase. Rynek sie spierniczy? Masz etat i nie zostajesz z niczym.
W robocie mamy kilku chłopaków, którzy jeździli na tirach i właśnie jeden mówił, że fajna kasę itd, ale ile można spać po parkingach, sr** po krzakach i myc się po kiblach na cpnach.