Nie wytrzymałem do "po weekendzie" i pojechałem dziś na pole. No i wygląda to tak.
Co tu się odpier**lilo?
Ścieżki miejscami są normalne, a miejscami wyglądają jakby mi ziarno tam wylatywało, choć parę razy sprawdzałem i nie leciało po zamknięciu lejków. Na górkach nic praktycznie nie wzeszło jeszcze. Chodzę po polu i k**wa nie wierzę - najebane mijakow jak diabli, do tego te ścieżki i wygląda jakbym w co drugim przejeździe strzelił mijaka. Zaczynam się bardziej przyglądać, a większość tych niby "mijakow" to jakby mi rzadki zanikały. Nie wiem czy widać to na zdjęciach dobrze - leci sobie rządek, a tu nagle się przerzedza i zanika, potem gdzieś się pojawia i znowu zanika. Grzebałem w ziemi trochę, tam gdzie nie powschodzilo, to takie ziarnka wygrzebałem. To na zdjęciu to akurat siane 16wrzesnia.. susza? Słabo zagęszczona ziemia? (Ale w jednym miejscu jest, 10cm dalej już nie ma) Siew za płytko/głęboko? Czy gdzie szukać przyczyny? Czy po prostu czekać cierpliwie?
Jakby tego było mało, to miałem na tym polu grykę/gorczycę/rzodkiew. W lipcu to wszystko stalerzowalem, powschodzilo trochę to znowu to przeleciałem talerzowka, no i orka, uprawa, siew. Myślałem, że sprawa załatwiona, a widzę że od groma mi tego powschodzilo kolejny raz. Załatwię to czymś, czy będzie problem?
Teraz wracam, to jeszcze dla zboża sąsiada się przyjrzałem. Nie wiem czy siak pszenicę, czy pszenżyto. Działka zaraz obok mojej. Ziemia taka jak u mnie na lżejszych kawałkach