Telenoweli ze złomem ciąg dalszy. Dziś poszło takie szatro - jakaś drobnica i stare druty kolczaste - 340kg. Jeszcze koło garażu trochę zostało, ale mróz trzyma, poprzymarzalo wszystko, więc czekam na odwilż. Jutro już przechodzę na główną kupę. No i teraz z takich rzeczy, z którymi nie wiem co zrobić.
- stary metalowy lejek - zostawiać sobie kosz, czy cały w złom?
- stara ta przetrzasaczka konna, co pytałem ostatnio? Próbować sprzedać, czy zostawić niech stoi?
- kilka (2 albo 3) takie małe pługi konne - na to by się chyba jakiś amator znalazł wstawić sobie do ogródka?
- brony lekkie - zęby szrot, płaskowniki ok, nie wiem czy poodcinac zeby i parę płaskowników zostawić, czy za to co zużyje tarcz i czasu lepiej sobie zamówić nowy płaskownik bez dziur?
- rama od talerzowki famarolowskiej na drewnianych panewkach + ćwiartki. Rama do poprawy, ćwiartki zrobione. Ktoś by kupił, czy sprzedać całość w pizdyu, czy z ramy wybrać co lepsze kawałki - zawsze to jakiś kawał grubej rury może się przydać, plus sruba?
- orurowanie kabiny do 60tki. - pociąć i zostawić proste odcinki, czy próbować sprzedać w całości? Choc chyba nie ma zbyt wielu chętnych na coś takiego?
No to tyle co widać z wierzchu. Dziś zacząłem już przebierać na jutro złom, no i oczywiście "a to się przyda", "a tamto jeszcze w całkiem niezłym stanie", "oooo, ale fajny płaskownik" itd. Człowiek jednak całe życie jest głupi