Do 2018 zawsze z żoną i synem gdzieś na tydzień się wyjechało. Czy to nad morze czy w góry. I to naprawdę był reset i ładowanie akumulatorów. Telefon z domu i do domu w sytuacjach bez wyjścia. Teraz to tylko wypad na obiad do restauracji, kina czy na koncert, kabareton i wszystko z zegarkiem na ręku. Małe stado, możliwości rozwoju ograniczone. Kupuje się nowe maszyny, robi drobne remonty by było lżej, szybciej ale póki się z tego nie zrezygnuje to od krowiego ogona się nie oderwę.
Mam nawet pracownika na etacie ale dojenia nie ogarnie. Nawet nie głupi, można by było przyuczać a i tak nie odważyłbym się powierzyć mu stada. Chyba że by wyjechał że w razie co za godzinę, dwie jestem w domu i też stres.
Prawda jest też taka że ciężko by byłoby się przyzwyczaić do kasy na etacie i dyscypliny pracy . Niby człowiek ma multum fakultetów czy zawodów ale geniuszem w żadnym nie jest. I dokładaj do remontów domu, budynków posesji czy też zmieniaj auta, motory, TV, AGD, kupuj termomixy czy expresy do kawy itd.
Tak samo nie wierzę w inwestycję w nową oborę czy hale udojowe tudzież roboty czy w komputeryzację i że to da mi trochę wolności. Trzeba jeszcze bardziej kumatego człowieka zatrudnić od siebie by móc mu to zostawić na parę dni a takiemu trzeba by było płacić więcej niż sobie zostaje z niedużego gospodarstwa.
Także pewnie jeszcze parę lat jak zdrowie pozwoli a później ekologia i maksymalizacja dopłat a może i sprzedaż a i etat niewykluczony. Mam nadzieję że do tego czasu rynek pracy będzie należał do pracownika.