Mnie to dziadek by chyba przetrącił jak bym samopas zostawił. Miało być przycięte i pielęgnowane. Od pomidora po grusze. Babcia miała dość duży ogród kwietny, usytuowany przed wejściem na ganek. Był pełen irysów, malw, nagietków, dali po południowej ścianie drewnianego domu pioł się winogron, a po ganku róża pnąca. Od strony podwórza pioł się chyba groszek pachnący i rosły łubiny. Na parapetach okien stały donice z pelargoniami w różnym kolorze. Zaraz przy płocie rósł olbrzymi lilak który zawsze obsypany był fioletowym kwiatem. Takiego obrazu nie da się zapomnieć.