W zeszłym roku jak pryskałem swoją kukurydzę to też niefortunnie spaliłem sąsiada mieszankę. Poszedłem do niego z przeprosinami i portfelem w celu uregulowania należności. Za chiny ludowe nie dał sobie wcisnąć pieniędzy. Minęło trochę czasu i on zachorował, no to w ramach pomocy sasiedzkiej i w pewnym sensie zadośćuczynienia opryskałem mu kilka ha swoim sprzętem na swoim paliwie. Jeden i drugi zadowolony. Morał z tego taki, że nie zawsze opłaca się wyciągać ręki po kasę, bo równie dobrze za chwilę role mogą się zamienić.