Wujek był szefem PGR przez kilkanaście lat. Ludzie kradli i oszukiwali na potęgę. Traktrzysci aby oszczędzić na paliwie i sprzedac nadwyżki, zamiast orki siewnej czy zimowej robili podorywkę, licząć, że nikt nie sprawdzi. Nawozy szły na lewo. Opryskiwacze jechały na prywatne pola. Paliwo sprzedawano na lewo na prywatnym rynku. Ubrania robocze, buty, pasze dla zwierząt. Wynoszono na potęgę części zamienne - synonimem PGR-ów były porozbierane ciągniki czekające wiecznie na części zamienne, które nawet jak przyszły, zaraz były upłynniane. Kierowcy ciągle na postojowym. Kombajny najpierw kosiły "prywatnie" a potem w PGR, oczywiście ta prywata na paliwie PGR i jego częściach zamiennych. To się nie mogło utrzymac. Może za czasów Gomułki, gdy za takiewybryki groziła nawet czapa, a kierownictwo w PGR to byli ludzie starej daty, jakoś to działało, ale potem, gdy do władzy dorwali się ludzie z nowego pokolenia, często "towarzysze partyjni" z nadania - nie można było na nich złego słowa powiedzieć. To nie miało szansy przetrwać.