Strach? Buahhaa po czym miszczu to wywnioskowałeś? Skoro niektórzy lubią wesela to może niektórzy ich po prostu nie lubią bez doszukiwania się jakis spaczeń behawioralnych? Takie to dziwne? Mało tego, niektórzy w ogóle nie lubia się bawić, chlać, tańczyć i co o nich powiesz? Zwyrodnialcy aspołeczni?.
Jasne, że sporo osób chodzi na wesela dobrze się bawić, mi i wielu innym po prostu taka impreza i taka forma zabawy nie odpowiada i wzbudza zażenowanie, a nie strach, Jakieś durnowate pociagi, przaśne gierki, tandetna muzyka itd. Jak muszę to idę i udaje, że się dobrze bawię choć po cichu mam nadzieje, że na sale wpadnie rozwścieczony terrorysta ubrany w pas szachida i zakończy hucznie tą przydługą impreze :lol:.
Zresztą i tak nie byłeś w stanie pojąć sensu mojej retoryki czemu się w sumie nie dziwie... Dla twojej wiadomości tu nie chodziło o to czy lubię wesela czy nie i dlaczego...Równie dobrze mógłbym lubić, a i tak w tej sytuacji bym z pewnością odmówił. Czy ja, aż tak skomplikowanie piszę? Jakoś Ania była w stanie zrozumieć o co chodziło..
W tym cały haczyk, że ja nie mam ochoty zapoznawać się z jej rodzinką po jednym naszym spotkaniu, ja nie wiem czy chciałbym w ogóle kontynuować znajomość byc jej chłopakiem, a tam bym został tak przedstawiony, to by było dla mnie krępujące. Dlatego lepiej jednak samemu się poznać, a dopiero potem uczęszczać na rodzinne biesiady, kiedy juz wiadomo, że chce się kontynuować znajomość. Gdyby coś nas wiecej łączyło to ok, ba gdybym kompletnie nic nas nie łączyło, a jedynie długotrwała przyjaźń to też ok, poszedł bym bez problemu, tak bez zobowiązań, tu tego nie było.... Dla mnie to była też forma pewnego nacisku na co nie mogłem pozwolić . Nie mówiąc juz o tej całej krępującej atmosferze jaka by mnie tam otaczała o czym wspomniała Ania.