Skądże. Wniosek napisany samemu niemal bezbłędnie, większość poprawek do ogarnięcia na kolanie, ale nadgorliwa rozpatrująca uczepiła się zapisu w księdze wieczystej dot. służebności poprzedniego właściciela do użytkowania części działki, którą z kolei wcześniej sprzedał sąsiadowi. Notariusz zrzuca winę na sąd, a sąd na notariusza i nie ma winnego.
Ostatecznie przez przywrócenie terminów sąd nie wyprostował tego na czas, bo ze względu na COVID19 zmienili tryb pracy i świadkowie na rozprawach przyjmowani są pojedynczo co godzinę, przez co ilość dziennych rozpatrywanych spraw mocno się zmniejszyła a kolejka wydłużyła