Żeby Ci się kiedyś nie odbiło czkawką zatrudnianie kabanów. Znam dwa przykłady znajomych co ich zatrudniali na przełomie wieków. Jeden miał dużo buraków, obrabiali motykozolami, puki robił z nimi to spoko, jak poszedł robić coś innego to leserstwo siedziało pochowane po cieniach, mimo płacenia na akord. Druga sytuacja bardziej drastyczna, gościu miał takiego stałego pracownika z tamtąd, kilka lat do niego jeździł, miał go za swojego. Jego kabańska natura wyszła gdy ten gospodarz pochwalił się mu, że na drugi dzień jedzie kupić nowy ciągnik. To był ostatni dzień życia tego mężczyzny. Tak, zabił go i uciekł z pieniędzmi...