W podstawówce dyrektor uczył matematyki. Szkoła malutka, wiejska, razem raptem ok. 80 uczniów 0-8klasa. Stary choleryk, ale wiedzę miał. Znał w zasadzie wszystkich rodziców, bo też ich uczył. Niestety, nie każdy potrafił tę wiedzę przyswoić, więc nie raz odbił się np. od tablicy. Mimo takiego, niezbyt eleganckiego traktowania uczniów na jego pogrzeb ściągnęły takie tłumy, jakich miejscowy kościół nigdy wcześniej ani później nie widział. Z szacunku. W komentarzach przeważał argument, że "Władkowi nikt by kosza na głowę nie wsadził".