Skocz do zawartości




Zdjęcie

Trzeci dzien pobytu w Japonii to czas na japońską kulturę

Napisany przez agrofoto, 15 lipiec 2013 · 14279 wyświetleń

Trzeci dzień naszej wizyty miał charakter typowo rekreacyjny. Tego dnia mieliśmy bowiem zapoznać się z historią i kulturą dawnej stolicy i siedziby cesarza Japonii – Kioto. Następnie zaś mieliśmy się udać do Tokio specjalnym środkiem transportu. Ale o tym za moment.
Po śniadaniu zostaliśmy zaproszeni do autobusu, który miał nas dowieźć do Kioto. Miasta o długiej historii i bogatych tradycjach. Podróż z Osaki do Kioto zajęła około półtorej godziny. W tym czasie mogliśmy obserwować przedmieścia Osaki oraz drugie z lotnisk, jakie znajdują się w tym mieście. Zostaliśmy również zasypani przez panią przewodnik gradem ciekawostek dotyczących Osaki oraz Kioto.

Osaka to miasto, które cechuje się wysokim stopniem skoncentrowania budynków oraz całej miejskiej infrastruktury. Dość powiedzieć, że autostrady w Osace są wielopoziomowe. Wszystko ze względu na brak przestrzeni przy znacznej liczbie ludności tu żyjącej. Co również ciekawe i charakterystyczne dla Japonii – ze względu na sejsmiczny charakter terenu, wszelkie instalacje elektryczne oraz telekomunikacyjne umieszczane są nad ziemią. Wszystko po to, aby móc sprawniej usuwać awarie w przypadku trzęsień ziemi. Nie sprzyja to estetyce tutejszych miast, ale Japończycy, o czym zdążyliśmy się przekonać podczas wizyty, wyżej cenią sobie pragmatyczność niż estetykę.

To, co uderzyło mnie w samym Kioto (choć momentami było też widoczne w Osace), to ascetyczność tutejszych pojazdów. Zdecydowana większość aut ma bardzo proste geometryczne kształty, przypominając pudełka od zapałek na kołach. Miejsca dla kierowców i pasażerów są umiejscowione wysoko, dzięki czemu możliwe było skrócenie części, w której znajduje się silnik. Co więcej, Kioto to miasto bardziej konserwatywne w kontekście ubioru, czy miejscowej kultury. Nowoczesne trendy z Europy zachodniej docierają tu wolniej i mniej skutecznie. Dzięki temu miasto to ma swój niepowtarzalny klimat. Łączy bowiem japoński pęd do nowych technologii z głęboko zakorzenionymi tradycjami życia codziennego.

W Kioto pokazano nam dwa najważniejsze miejsca na turystycznej mapie tego miasta. Przed południem udaliśmy się do Świątyni Kinkakuji, zwanej również Złotym Pawilonem. To niewielki budynek wniesiony przez jednego z shogunów na wysepce w miejscowym parku. Shogun to postać historyczna - głównodowodzący wojsk cesarskich. W późniejszym okresie, shogun stał się instytucją pełniącą faktyczną władzę w państwie oficjalnie rządzonym przez cesarza. Nazwa Pawilonu pochodzi od sposobu pokrycia jego zewnętrznych ścian, na które w 1987 roku naniesiono płatki złota. Miejsce to zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a od siebie mogę tylko dodać, że naprawdę robi niesamowite wrażenie.

Załączony obraz
Fot. 1, Złoty Pawilon w Kioto


Drugim z punktów w planie wycieczki po Kioto była Kiyomizu-dera, położona na jednym ze wzgórz (Otowa) okalających miasto. Dzięki temu z tarasu widokowego jest fantastyczna panorama na całe Kioto, umieszczone w kotlinie i otoczone zewsząd górami oraz wzgórzami. Jest to buddyjski kompleks świątynny o bardzo bogatej historii – założony w VIII wieku n.e. Miejsce niezwykle, okupowane bardzo przez turystów, ale warte z pewnością odwiedzenia. Oprócz niesamowitych widoków na miasto, warto udać się na spacer którąś z okolicznych alejek, gdzie w ciszy i spokoju można cieszyć się tajemniczością tego miejsca. Alejki te bowiem nie są tak zatłoczone turystami, jak główna aleja prowadząca do świątyni, w której znajduje się posąg Tysiącrękiej Kannon – głównego przedmiotu kultu.


Załączony obraz
Fot. 2, Kompleks świątynny Kiyomizudera, Kioto


Tego dnia obiad jedliśmy w restauracji utrzymanej w zachodnim stylu. Zasadniczą tego konsekwencją był fakt, że nie trzeba było ściągać budów przed wejściem do głównego pomieszczenia. Ponadto do siedzenia przygotowane były typowe krzesła zamiast ław, pod które wsuwało się nogi. Ot, taki przerywnik od nieustannego kontaktu z japońską tradycją kulinarną. Przygotowane potrawy również nie stanowiły o tradycyjnej kuchni japońskiej, ale po dwóch dniach jedzenia niemal wyłącznie ryżu, sushi i sashimi, nikomu to specjalnie nie przeszkadzało.
Ostatnim, ale najbardziej wyczekiwanym, punktem wycieczki tego dnia, miała być podróż z Kioto do Tokio. Wszystko za sprawą skorzystania z wyjątkowego środka transportu, jakim niewątpliwie jest szybka japońska kolej, zwana Shinkansen. Pociągi te rozwijają prędkości do 400 km/h, chociaż egzemplarz, którym jechaliśmy, rozpędzał się „tylko” do 250km/h. Dzięki temu podróż z Kioto do Tokio trwała zaledwie około 2,5 godziny. Mimo, że oba miasta dzieli ponad 500 km. Ciekawe, czy kiedykolwiek doczekamy sie takich standardów w Polsce. Pociąg z Wrocławia do Warszawy jadący 2,5 godziny? Cóż... zawsze można pomarzyć...


Załączony obraz
Fot. 3, Shinkansen


Warto odnotować, że przed podróżą Shinkansenem pokazano nam również dworzec w Kioto, który, przynajmniej na mnie, zrobił niesamowite wrażenie. Przypomina nieco nowy dworzec kolejowy z Berlina – zbudowany w całości niemalże ze stali, szkła i aluminium. Ten przykład nowoczesnej architektury i wzornictwa dowodzi tylko tezy o konfrontacyjnym modelu zabudowy miasta, kontrastującym zupełnie z tradycyjnymi wzorami architektonicznymi w mieście.


Załączony obraz
Fot. 4, Dworzec kolejowy w Kioto


Na wieczór w Tokio zaplanowano nam wizytę w lokalnej restauracji, gdzie podano typowe japońskie danie shabu-shabu. Nazwa to onomatopeja od procesu wytwarzania głównej potrawy – plastrów wołowiny gotowanych w wywarze (bulionie) z warzyw, na zasadach podobnych do przygotowywania sukiyaki, które spożywaliśmy w Osace poprzedniego dnia.

Więcej zdjęć z Japonii: http://www.agrofoto....bota-w-japonii/
Zobacz także: http://www.agrofoto....-sercu-japonii/