Skocz do zawartości
News

O blogu

Jako jedyny polski portal internetowy zostaliśmy zaproszeni przez markę Kubota do odwiedzenia ich fabryk w ojczyźnie pomarańczowych ciągników- Japonii. Na tym blogu będziecie mieli okazję odbyć tą podróż razem z nami.

Wpisy w tym blogu

 

Z wizytą w japońskich fabrykach Kuboty

Ponieważ głównym celem podróży do Japonii było zapoznanie z procesem i technologią produkcji ciągników rolniczych, nie mogło w programie zabraknąć wizyt w miejscowych fabrykach. I chociaż zazwyczaj były to miejsca, w których nie uzyskaliśmy pozwolenia na dokumentowanie w postaci zdjęć lub filmów, udało nam się zgromadzić cenne informacje, którymi chętnie się w niniejszym artykule podzielę.
Podczas pobytu w Japonii odwiedziliśmy trzy, największe (jak się potem okazało) fabryki Kuboty w Japonii – Rinkai Plant i Sakai Rinkai Plant, które znajdują się w Osace oraz Tsukuba Plant, znajdującą się na obrzeżach Tokio. Niestety tylko podczas wizyty w fabryce Tsukuba pozwolono nam na fotografowanie, a i to tylko w wyznaczonych strefach.



Podczas wizyty w fabryce Sakai Plant zaprezentowano nam przede wszystkim proces produkcyjny silników Diesla, które następnie są montowane w ciągnikach Kuboty. W tej fabryce wyjaśniono nam również zawiłości procesu dostarczania gotowych produktów (ciągników) do Europy, a także zaprezentowano podstawowe procedury kontroli jakości. Japońscy inżynierowie kładą duży nacisk na zapewnienie odpowiedniego poziomu jakości, dlatego szczegółowej kontroli podlegają nie tylko produkty końcowe wytwarzane w fabrykach Kuboty, ale również podzespoły, które są dostarczane przez zewnętrznych dostawców do fabryk.

Wizyta w fabryce Sakai Rinkai Plant miała na celu uświadomienie nam, jak ważną część w procesie produkcyjnym zajmują obszary dotyczące badań i rozwoju. W fabryce tej bowiem zaprezentowano nam szczegółową aparaturę do pomiarów wydajności pracy silnika oraz emisji spalin. Dostarczanie produktów przyjaznych środowisku to jeden z elementów misji firmy Kubota, dlatego kontrola ilości spalin stanowi niezwykle ważny element. Poza tym firma, chcąc eksplorować rynek europejski, musi się również dostosować do wyśrubowanych norm emisji spalin, które obowiązują na Starym Kontynencie.
Ostatnią z pokazanych nam dużych fabryk Kuboty była Tsukuba Plant. W niej pozwolono nam na robienie zdjęć w wybranych segmentach fabryki. Główne elementy procesu produkcyjnego, jakie nam tu przedstawiono, dotyczyły spedycji i logistyki części zamiennych dla zagranicznych partnerów Kuboty, procesu szkolenia nowo przyjmowanych pracowników do fabryki, komponowania gotowych ciągników z gotowych podzespołów (kabina, podwozie, jednostka napędowa, itp.) oraz testy gotowych maszyn. Największą atrakcją podczas wizyty w tej fabryce była możliwość podglądania pracy robotów, których zastosowanie pozwoliło zautomatyzować wiele podprocesów produkcyjnych. Ogromne ramiona tychże robotów, wykonujące cyklicznie swoją pracę, naprawdę robiły wrażenie.



We wszystkich fabrykach uderzył nas harmider tam panujący. Stukot maszyn stosowanych w produkcji, młotków, kompresorów, kluczy i rozmaitej maści sprzętu, odgłosy kierowników działów pokrzykujących na pracowników, warkot wydobywający się z testowanych maszyn, a na dokładkę jeszcze niezwykle oryginalne dźwięki, wydobywające się z głośników, które podobno sprawiają, że pracownicy fabryki się nieco relaksują. Nas one jednak bardziej irytowały i męczyły, niż sprawiały, że czulibyśmy się swobodniej. Wszystko jest pewnie jednak wyłącznie kwestią przyzwyczajenia. Może gdyby przyszło pracować w takich warunkach przez kilka miesięcy lub lat, człowiek zdołałby się przyzwyczaić. A, zdaniem jednego z kierowników w fabryce Tsukuba, zazwyczaj nowo przyjmowany pracownik do fabryki wiąże się z nią aż do emerytury. Skoro więc wytrzymują ponad czterdzieści lat w takich warunkach, to chyba nie są one takie złe.

Warto pamiętać, że Kubota ma swoje fabryki nie tylko w Japonii, ale niemal na całym świecie – od Azji po Amerykę Północną. Firma wytwarza swoje produkty w takich krajach jak Kanada, Stany Zjednoczone, Niemcy, Tajlandia oraz Indonezja. Bardziej intensywna eksploracja rynku europejskiego z pewnością będzie wymagała stworzenia dodatkowych zakładów w Europie. Takie plany zostały już przygotowane. Teraz tylko pozostało czekać na ich wdrożenie.

agrofoto

agrofoto

 

Rolnictwo w Japonii

Geologiczna specyfika Japonii, kraju położonego na wyspach o pochodzeniu wulkanicznym sprawia, że rolnictwo jest gałęzią przemysłu, która wymaga znacznych nakładów. Nie tylko finansowych, ale również czasowych.

Jak wiemy, znaczną część terytorium Japonii stanowią góry, które ze swej natury nie sprzyjają uprawom rolnym (wyłączając łąki i pastwiska). Dlatego też rolnictwo jest skoncentrowane głównie na północy kraju – głównie na wyspie Hokkaido. Na największej wyspie Japonii – Honsiu, uprawia się niemal wyłącznie ryż, który nie ma takich wymagań glebowych, jak choćby pszenica, buraki, rzepak, czy ziemniaki. Te uprawy znajdziemy praktycznie tylko na Hokkaido.



Specyfika uprawy ryżu wymaga niemal ciągłej obecności wody na polach. Dlatego pola ryżowe są zazwyczaj znacznie mniejsze od pól, na których uprawia się inne rośliny. Pola ryżowe są zazwyczaj wyposażone w specjalną infrastrukturę do nawadaniania, która pozwala zachowań wymaganą ilość wody podczas okresów suszy. Jak wiemy, pozostałe uprawy w większości nie wymagają aż takiego wspomagania wodą. Z drugiej jednak strony rośliny takie jak pszenica, rzepak, czy buraki wymagają lepszych warunków glebowych, które można znaleźć właśnie na wyspie położonej na północ od Honsiu.
Wyspa ta nie sprzyja uprawom innych roślin również ze względu na mniejsze średnioroczne sumy opadów (w porównaniu do chociażby Hokkaido), wynikające z obecności zimnych prądów morskich opływających wyspę. Na Hokkaido z kolei klimat jest znacznie bardziej przyjazdy, mimo bliższego położenia względem koła podbiegunowego w porównaniu do Honsiu. Mimo usytuowania bardziej na północ, Hokkaido jest opływana przez ciepłe prądy morskie, które przynoszą stabilną wiosnę i jesień oraz wilgotne lato. Dość powiedzieć, że podczas naszego tygodniowego pobytu w Japonii, jedyny deszczowy okres „dopadł” nas właśnie na Hokkaido.

Japońska hodowla jest skoncentrowana głównie na produkcji wieprzowiny, wołowiny oraz baraniny. Znaczną część japońskiej gospodarki stanowi oczywiście również rybołóstwo (nie tylko połowy ryb, ale również owoców morza). Gospodarstwa hodowlane w Japonii jednak nie realizują w pełni zapotrzebowania lokalnego rynku. Dlatego też Japonia jest największym importertem wołowiny ze Stanów Zjednoczonych. Drób jest praktycznie nieznany w Japonii. Powszechność kurczaków na polskich (europejskich) stołach w Japonii zastępuje powszechność owoców morza, głównie krewetek. Zdecydowana większość gospodarstw zorientowanych na hodowlę znajduje się na Hokkaido, gdzie występują duże połacie łąk oraz pastwisk.

Poziom mechanizacji produkcji roślinnej jest bardzo wysoki. Rolnicy dysponują zazwyczaj bardzo wieloma maszynami o wąskiej specjalizacji. Podczas gdy w europejskich gospodarstwach rolnikom często wystarcza jeden pług, agregat uprawowo-siewny, rozsiewacz do nawozów, i opryskiwacz, japońscy rolnicy dysponują różnymi maszynami do zbioru i uprawy różnych upraw. Wynika to również z faktu zorientowania na produkcję warzyw, ziemniaków oraz chińskiego pochrzynu (pisząc potocznie, jest to „skrzyżowanie ziemniaka z rzodkiewką”).



Japońscy producenci rolni rzadko inwestują we własne kombajny do zbioru zboża i rzepaku. Zazwyczaj zbiór ten realizowany jest przez zewnętrzne firmy usługowe. Rolnicy zaś zazwyczaj łączą się w lokalne podmioty i wynajmują większe kombajny jako jeden usługobiorca. Dzięki temu usługodawca realizuje usługę na większym obszarze, co redukuje jego koszty dodatkowe (związane np z przejazdami między polami), a rolnicy, występując w większym gronie, mają większe możliwości negocjacji ceny. Podobne rozwiązania spotyka się już w europejskich gospodarstwach, ale na razie na znacznie mniejszą skalę. Co również ciekawe w kontekście zbiorów, rolnicy japońscy zazwyczaj nie wykorzystują swoich traktorów do celów transportowych. Plony są zazwyczaj wywożone z pola na samochodach ciężarowych. Niemal każdy liczący się gospodarz (czyli taki posiadający powyżej 30ha) ma przynajmniej jeden taki samochód ciężarowy.

Technologia produkcji roślin znanych nam w Europie, takich jak rzepak, pszenica, buraki cukrowe, czy ziemniaki, jest w Japonii zbliżona do technologii europejskiej. Japońscy rolnicy stosują podobne dawki nawozów oraz środków ochrony roślin, a także (jeśli dysponują) obornika. To, co odróżnia gospodarzy japońskich od europejskich, to pełne wsparcie jakie otrzymują od doradców z państwowych instytucji wspierających rolnictwo, w zakresie wyboru oraz dawek stosowanych środków oraz nawozów. Jak wiemy, wsparcie i transfer wiedzy z tego zakresu w rolnictwie europejskim jest znacznie bardziej ograniczone, a wszelka pomoc dla rolnika musi być zazwyczaj wynikiem jego inicjatywy.

agrofoto

agrofoto

 

AgroFoto.pl z wizytą u Japońskich rolników

Ostatni zasadniczy dzień naszej wizyty w Japonii przypadał na odwiedziny u lokalnych rolników. W planach było spotkanie z dwoma rolnikami, którzy posiadają swoje gospodarstwa właśnie w rejonie Obihiro na wyspie Hokkaido. Klimat na Hokkaido różni się nieco od tego na Honsiu (gdzie znajdują się największe japońskie miasta: Tokio, Jokohama, Osaka, czy Kioto). Zimy są nieco bardziej surowe, a lata nie tak gorące. Produkcja rolna jest jednak w zasadniczej części skupiona właśnie na Obihiro. To tam znajdują się największe gospodarstwa, które wytwarzają najbardziej znaczącą część całości produkowanej w Japonii żywności.
Średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego w Japonii wynosi około 30 hektarów. Główne uprawy to pszenica, rzepak, jęczmień oraz kukurydza, a także ziemniaki i w mniejszym stopniu warzywa, takie jak cebula, kapusta, czy tzw. pochrzyn chiński (chiński ziemniak, jam).


Uprawa buraków cukrowych na wyspie Hokkaido

Pochrzyn to roślina spotykana wyłącznie w Azji Południowo-Wschodniej (Japonia, Chiny, Korea). Jego łodygi pną się na stawianych podporach z siatki, osiągając wysokość nawet do 8 metrów. Do spożycia nadają się bulwy, rosnące pod ziemią. Bulwy te zazwyczaj gotuje się przed spożyciem, na podobnej zasadzie do klasycznych, europejskich ziemniaków. Pnącze są wycinane przed wykopaniem bulw, a następnie kompostowane.


Z wizytą u pierwszego z rolników

Chociaż w drodze z Kioto do Tokio widzieliśmy przez okna Shinkansenu ciągnące się pola ryżowe, nie jest to główna uprawa w Japonii (biorąc pod uwagę strukturę zasiewów ziemi rolnej w Japonii). Ryż rośnie na specyficznych stanowiskach uprawowych, przez znaczną część wegetacji w wodzie. Dlatego jego uprawa jest utrudniona. Dlatego korzysta się ze specjalnych maszyn oraz ciągników przystosowanych do produkcji ryżu, których wzmocnione i uodpornione na wodę i wilgoć podwozie pozwala na uprawę i jazdę w pokrytych wodą polach. Jest to typowe dla ciągników Kubota, przeznaczonych do uprawy warzyw i ryżu, które oprócz specjalnej wodoodpornej konstrukcji podwozia, charakteryzują się mniejszą od konkurencyjnych maszyn masą całkowitą, przy podobnych mocach silników. Dlatego lżejsze ciągniki Kuboty sa chętniej wykorzystywane na glebach delikatnych, na których uprawia się warzywa. Co więcej, w ciągnikach Kubota stosowane jest innowacyjne rozwiązanie pozwalające na zmianę rozstawu osi w ciągnikach podczas jazdy. W tym celu steruje się odpowiednim pokrętłem. Pozwala to wykorzystywać jeden ciągnik rolniczy do wielu prac polowych przy różnych uprawach, które cechują się różnymi wymaganiami dotyczącymi szerokości rozstawu rzędów. To główne argumenty przemawiające za tym, że w parkach maszynowych japońskich gospodarstw dominują ciągniki Kubota. Nie jest to wyłącznie ślepe wspieranie krajowego przemysłu, ale uzasadniony wybór maszyn, które pozwalają na bardziej efektywną i przyjazną dla środowiska produkcję. Dotyczy to również mniejszej niż w wielu konkurencyjnych ciągnikach emisji spalin.


Podpory z siatki do uprawy pochrzynu

Co również warte odnotowania, w gospodarstwach japońskich, w przeciwieństwie do standardów europejskich, wykorzystuje się znacznie więcej ciągników. Każda maszyna jest wykorzystywana do wykonania konkretnych prac polowych. Dzięki temu rzadko kiedy ciągnik w ciągu roku przepracowuje więcej niż 250-300 motogodzin. I tak rolnik, który dysponował ok. 30 hektarami pól uprawnych, posiadał 7 ciągników. Z kolei rolnik gospodarujący na 70 hektarach, posiadał aż 11 ciągników! Ponadto park maszynowy w gospodarstwach jest zazwyczaj bardzo rozbudowany. Wynika to zazwyczaj ze zróżnicowania i specyfiki poszczególnych upraw. Różnych maszyn używa się do siewu i zbioru różnych warzyw.


Rozwiązanie technologiczne do sterowania rozstawem osi

Co warte zauważenia, rolnicy japońscy (a przynajmniej ci, z którymi mogliśmy porozmawiać), wymieniają swoje ciągniki średnio co siedem lat. Po tym okresie użytkowania sprzedają je (trudno było ustalić komu – zapewne rolnikom o mniejszych areałach), a sami decydują się na zakup nowych maszyn. Takie podejście z pewnością ogranicza czas oraz koszty związane z ewentualnymi naprawami. Wiadomo bowiem, że im maszyna starsza, tym staje się bardziej „awariogenna”.


Japoński gospodarz na zdjęciu z największym ciągnikiem, jaki posiada w gospodarstwie (135 KM)

Ponadto rolnicy dysponują bardzo zróżnicowanym sprzętem do kultywacji gleby: są to glebogryzarki, kultywatory, agregaty i inne maszyny. Każda wykorzystywana w kontekście specyfiki uprawy, która na danym polu ma być zastosowana. Co warte odnotowania, rolnicy japońscy nie wykorzystują ciągników rolniczych do transportu. W gospodarstwach nie ma przyczep, a do transportu wykorzystuje się głównie samochody ciężarowe. Różne uprawiane warzywa wymagają również zupełnie różnych maszyn do ich zbierania. Dlatego rolnicy dysponują kombajnami do zbioru ryżu, kombajnami do ziemniaków oraz innych kombajnów bądź prostszych maszyn, przypominających nasze kopaczki.


Rozdrabniacz do chwastów w jednym z odwiedzanych gospodarstw

Temat transportu jest ściśle powiązany z pracą podczas żniw. Otóż rolnicy japońscy rzadko kiedy decydują się na kupno własnego kombajnu zbożowego. Zazwyczaj łączą się w zespoły 3-4 rolników i jako lokalna grupa wypożyczają kombajn w dostępnych wypożyczalniach. Co również ciekawe, kombajny japońskie (np. marki Kubota) to maszyny o małej mocy silnika. Wynika to ze specyfiki tutejszego rynku, gdzie wykorzystuje się maszyny lekkie o mniejszej mocy. Silniki w japońskich kombajnach zbożowych rzadko kiedy przekraczają moc 100 KM. Była to zresztą jedna z kwestii poruszonych podczas spotkania z zarządem firmy na początku wizyty w Japonii. Przedstawicielstwo kierownictwa przyznało, iż chcąc rozpocząć ekspansję nie tylko na europejskim rynku traktorów, ale również kombajnów zbożowych, konieczne jest przygotowanie nowych modeli o większej mocy, przystosowanych do europejskie warunki i standardy upraw.
Obok wskazanych różnic w rolnictwie japońskim i europejskim, można wyróżnić też cechy wspólne. Na pewno do takich należą standardy stosowania środków ochrony roślin oraz nawozów sztucznych (NPK). Dawki stosowane w Japonii są zbliżone do zastosowań europejskich. Rolnicy natomiast w zgoła odmienny sposób poszerzają swoją wiedzę z zakresu agrotechniki. W kwestiach nawożenia i ochrony roślin opierają się głównie na wiedzy ekspertów z centralnych agencji zajmujących się produkcją roślinną. Zazwyczaj wykonują oni zabiegi zgodnie z zaleceniami tychże ekspertów. Agencje te, oprócz narzucania pewnych strategii ochrony i nawożenia roślin, decydują również o polityce cenowej płodów rolnych. Można zatem wywnioskować, że rolnictwo japońskie jest w pewnym stopniu sterowane centralnie.


Japońska pszenica

Hodowla w Japonii opiera się głównie na produkcji wołowiny, wieprzowiny oraz jagnięciny. Japonia niemal nie produkuje drobiu (własne potrzeby w tym zakresie spełnia poprzez import). Japońscy hodowcy nie są jednak w stanie zaspokoić potrzeb kraju w zakresie spożywania produkowanych rodzajów mięs, dlatego Japonia musi wspomagać się importem. Dotyczy to głównie wołowiny i wieprzowiny, która jest sprowadzana z Australii lub Stanów Zjednoczonych (United States Department of Agriculture Foreign Agricultural Service, Livestock and poultry, World markets and trade, April 2013). Ogromne ilości spożywanych ryb sprawiają również, że Japonia jest jednym z potentatów w światowym imporcie tego surowca (April 2010, FACT SHEET: The international fish trade and world fisheries, United Nations Food and Agriculture Organization (FAO)).


Gospodarstwo rolne ukierunkowane na produkcję wołowiny

Podsumowując, obok wielu znaczących różnic między rolnictwem europejskim, a japońskim, można znaleźć również pewne cechy je łączące. Na pewno specyfika upraw na Dalekim Wschodzie jest zupełnie inna ze względu na warunki środowiskowe, geograficzne, ale również kulturowe, czy zaszłości historyczne i tradycje.


Maszyna Kuboty podczas pracy

Na zakończenie, już z powrotem w Tokio, przygotowano dla nas kolację pożegnalną w hotelowej restauracji. I była to kolacja najwyższych lotów. Motywem przewodnim był teppanyaki – to styl kuchni japońskiej, który charakteryzuje się przyrządzaniem potraw na grillowanej blasze. Każdy stolik w restauracji był doposażony w grilla oraz miał przydzielonego kucharza, który przygotował coraz to bardziej wymyślne potrawy. A to wołowina z grilla na krwisto, a to smażone owoce morza, a na deser jeszcze smażona cukinia. Wszystko przygotowane w niesamowity sposób. Tak naprawdę, jakość i smak posiłków nie miały znaczenia – liczyła się możliwość obserwowania kucharzy przy pracy. Czułem się nie jak w restauracji, a jakbym był w teatrze, gdzie aktor wygłasza swoją życiową rolę. Panowie kucharze byli po prostu mistrzami w tym, co robili. Kolacja powiązana była również z częścią oficjalnych podziękowań oraz pożegnań. Niestety polska ekipa jako pierwsza (wraz z Niemcami) opuszczała rano hotel, dlatego warto było pożegnać się jeszcze tego wieczora.


Pożegnalny rzut oka na Tokio. W drodze na lotnisko Narita

Wizyta u japońskich rolników stanowiła ostatni ważny punkt wizyty w Japonii. Choć tak naprawdę czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka. Była to również niespodzianka dla zespołu japońskiego, który przygotowywał całą wizytę europejskich dziennikarzy. Okazało się bowiem, że do hotelu w Tokio, gdzie mieliśmy nocować po raz ostatni (przed odlotem do Europy) zatrzymał się również prezydent Francji, Francois Hollande, który przyjechał z oficjalną wizytą do Japonii. Oczywiście, zgodnie z protokołem dyplomatycznym, szczegóły takiej wizyty (takie jak choćby miejsce noclegu VIPa) są zazwyczaj objęte ścisła tajemnicą. Dlatego dowiedzieliśmy się o tym, będąc już w autobusie, który zabrał nas z tokijskiego lotniska po powrocie z Obihiro. Niestety nie udało się zorganizować prywatnej konferencji prasowej z panem prezydentem wyłącznie dla przedstawicieli europejskich mediów rolniczych. Cóż, może innym razem :-)

agrofoto

agrofoto

 

Zwiedzamy fabrykę Kuboty w Japonii

Podstawowym punktem zaplanowanym na czwarty dzień wizyty było spotkanie w podtokijskiej fabryce Kuboty – Tsukuba. Podróż do tego miejsca zajęła nam około dwóch godzin. W międzyczasie zaprezentowano nam na przykładzie pewnego przydrożnego sklepu dumę i chlubę japońskiej myśli technicznej, czyli automaty sprzedające rozmaite produkty. Niektóre sprzedają kawę i herbatę (oczywiście zieloiną), inne sprzedają batony i inne przysmaki, a jeszcze inne zimne napoje. Automaty takie stoją w wielu miejscach i jest ich w Japonii w sumie kilkadziesiąt tysięcy.
Wizyta w fabryce Tsukuba stanowiła dla nas najbardziej wartościowy materiał reporterski, ponieważ była to jedyna fabryka, w której pozwolono nam robić zdjęcia oraz kręcić materiały filmowe. Oczywiście nie we wszystkich miejscach, a jedynie wyznaczonych, ale i tak stanowiło to wyjątkową okazję dla nas, aby nie tylko poznać wybrane procesy technologiczne, ale również móc je przedstawić na zewnątrz.


Fot. 11, Spotkanie z kierownictwem fabryki Tsukuba

Wizyta w fabryce rozpoczęła się od krótkiego spotkania z przedstawicielem kadry zarządzającej, który przedstawił ogólny zarys marki Kubota, w przybliżeniu zaprezentował historię marki oraz naszkicował zakres działalności tej fabryki w odniesieniu do pozostałych fabryk zlokalizowanych w Japonii (głównie w kontekście do opisywanych już fabryk Sakai oraz Rinkai). Następnie grupa została podzielona na dwie podgrupy, które osobno zwiedzały poszczególne oddziały fabryki. Grupa, w której się znalazłem zobaczyła najpierw centrum obsługi spedycji części zamiennych. Zaprezentowano nam procesy technologiczne wspierające proces wynajdywania odpowiednich części we właściwych magazynach, proces pakowania pobranych części z magazynu i przygotowania ich dalej do wysyłki. Do procesów tych wykorzystywane są automaty i roboty wspierające pracę ludzi. W dalszej części pokazano oddział, w którym szkoli się nowoprzyjmowanych pracowników. Adepci uczą się pracy na swoich potencjalnych stanowiskach przez około dwa tygodnie, po czym zostają umieszczeni na samodzielnych stanowiskach pracy. Podlegają oni oczywiście częstszej kontroli w porównaniu do pracowników bardziej doświadczonych, ale ogólny schemat treningu zawsze pozostaje ten sam. Kolejnym etapem wizyty w fabryce Tsukuba był przegląd procesu produkcji silników Diesla, z wykorzystaniem maszyn i automatów, wykonujących wiele podstawowych czynności monterskich zamiast człowieka. Zaprezentowano również platformę do testowania osiągów produkowanych ciągników oraz specjalną mobilną platformę, która umożliwia przemieszczanie oraz pozwala na lepszy dostęp do dużych komponentów, takich jak np. zmontowane fragmenty podwozia i skrzyni biegów. Ostatnim etapem wycieczki po fabryce był przegląd procesów technologicznych na linii montażowej ciągników, gdzie do głównej konstrukcji, zawierającej podwozie, silnik oraz skrzynię biegów, są dołączane pozostałe elementy, takie jak kabina, maska, czy koła. Procesy dołączania i kompletowania maszyn są wykonywane głównie przez „ludzką” siłę roboczą. Każdy pracownik na linii montażowej ma ściśle wydzielony obszar funkcjonalny, który musi zrealizować, zanim produkowany traktor zostanie przekazany kolejnemu pracownikowi na taśmie montażowej.


Oddział szkoleniowy dla nowych pracowników


Linia montażowa ciągników w fabryce Tsukuba

Aby nie tracić czasu, obiad tego dnia zjedliśmy w autobusie podczas podróży powrotnej do Tokio (tzw. lunch-box). Taki sposób spożywania posiłków stanowił kontrast pomiędzy jedzeniem w restauracjach, ale był też rozsądnym kompromisem, który pozwalał zaoszczędzić sporo czasu, który można było wykorzystać na zwiedzanie oraz zakup pamiątek w Tokio. Taki bowiem był plan na drugą część dnia. Niestety, czas przeznaczony na zwiedzanie i „shopping” był ograniczony przez zaplanowany wylot na wyspę Hokkaido (konkretnie do miejscowości Obihiro), gdzie następnego dnia mieliśmy odwiedzić dwóch rolników.

W dość zatem krótkim czasie pokazano nam najważniejszy kompleks świątynny w Tokio – Świątynię Asakusa, z najważniejszą w nim buddyjską świątynią Sensoji. Jedna z bram, prowadzących do kompleksu, tzw. Brama Piorunów (Kaminarimon), powstała ponad tysiąc lat temu. Sama świątynia Sensoji została bardzo poważnie zniszczona w czasie II wojny światowej, ale po wojnie odbudowano ją do stanu pierwotnego. Jedną z dróg prowadzących do kompleksu Asakusa jest tzw. ulica zakupów Nakamise, przy której, po obu stronach drog znajdują się kramy z pamiątkami. Jest to chyba najbardziej zatłoczona uliczka, jaką kiedykolwiek miałem możliwość spacerować, przebijając nawet słynną La Ramblę w Barcelonie, czy Złotą Uliczkę w Pradze.


Kompleks świątynny Asakusa

Na zakończenie zwiedzania pokazano nam również charakterystyczną dzielnicę Tokio, zwaną Akibahara, co znaczy „elektryczne miasto”. W dzielnicy tej znajduje się ogrom sklepów, w których można zakupić elektronikę użytkową, sprzęty RTV, AGD, telefony komórkowe, akcesoria komputerowe i wszystko, czego człowiek sobie zażyczy. Największe wrażenie zrobił na mnie sklep z akcesoriami RTV-AGD (oraz zabawkami i pamiątkami), podobny do znanych w Europie marketów w stylu Media-Markt bądź Saturn, ale zbudowany z sześciu pięter!
Wyczerpani zwiedzaniem oraz szałem zakupów, udaliśmy się na lotnisko Haneda, skąd polecieliśmy do Obihiro na wyspie Hokkaido, na północny wschód od Tokio. Po przylocie i zameldowaniu się w hotelu udaliśmy się na kolację do miejscowej restauracji. Tego wieczora zaproponowano nam posiłek pod nazwą izakaya, które składało się z kilku pomniejszych dań, złożonych głównie z ryb (sushi), owoców morza, ziemniaków oraz wieprzowiny przyrządzanej na różne sposoby. Warto zauważyć, że za każdym razem, gdy serwowano nam piwo do obiadu bądź kolacji, był to inny gatunek tego trunku. Japończycy są jednak znacznie bardziej konserwatywni w produkcji piwa. Nie doświadczyliśmy zatem piw smakowych, ani nawet produkowanych w niestandardowy sposób. Wszystkie serwowane nam piwa oparte były na klasycznym lagerze lub pilsie.

agrofoto

agrofoto

 

Trzeci dzien pobytu w Japonii to czas na japońską kulturę

Trzeci dzień naszej wizyty miał charakter typowo rekreacyjny. Tego dnia mieliśmy bowiem zapoznać się z historią i kulturą dawnej stolicy i siedziby cesarza Japonii – Kioto. Następnie zaś mieliśmy się udać do Tokio specjalnym środkiem transportu. Ale o tym za moment.
Po śniadaniu zostaliśmy zaproszeni do autobusu, który miał nas dowieźć do Kioto. Miasta o długiej historii i bogatych tradycjach. Podróż z Osaki do Kioto zajęła około półtorej godziny. W tym czasie mogliśmy obserwować przedmieścia Osaki oraz drugie z lotnisk, jakie znajdują się w tym mieście. Zostaliśmy również zasypani przez panią przewodnik gradem ciekawostek dotyczących Osaki oraz Kioto.

Osaka to miasto, które cechuje się wysokim stopniem skoncentrowania budynków oraz całej miejskiej infrastruktury. Dość powiedzieć, że autostrady w Osace są wielopoziomowe. Wszystko ze względu na brak przestrzeni przy znacznej liczbie ludności tu żyjącej. Co również ciekawe i charakterystyczne dla Japonii – ze względu na sejsmiczny charakter terenu, wszelkie instalacje elektryczne oraz telekomunikacyjne umieszczane są nad ziemią. Wszystko po to, aby móc sprawniej usuwać awarie w przypadku trzęsień ziemi. Nie sprzyja to estetyce tutejszych miast, ale Japończycy, o czym zdążyliśmy się przekonać podczas wizyty, wyżej cenią sobie pragmatyczność niż estetykę.

To, co uderzyło mnie w samym Kioto (choć momentami było też widoczne w Osace), to ascetyczność tutejszych pojazdów. Zdecydowana większość aut ma bardzo proste geometryczne kształty, przypominając pudełka od zapałek na kołach. Miejsca dla kierowców i pasażerów są umiejscowione wysoko, dzięki czemu możliwe było skrócenie części, w której znajduje się silnik. Co więcej, Kioto to miasto bardziej konserwatywne w kontekście ubioru, czy miejscowej kultury. Nowoczesne trendy z Europy zachodniej docierają tu wolniej i mniej skutecznie. Dzięki temu miasto to ma swój niepowtarzalny klimat. Łączy bowiem japoński pęd do nowych technologii z głęboko zakorzenionymi tradycjami życia codziennego.

W Kioto pokazano nam dwa najważniejsze miejsca na turystycznej mapie tego miasta. Przed południem udaliśmy się do Świątyni Kinkakuji, zwanej również Złotym Pawilonem. To niewielki budynek wniesiony przez jednego z shogunów na wysepce w miejscowym parku. Shogun to postać historyczna - głównodowodzący wojsk cesarskich. W późniejszym okresie, shogun stał się instytucją pełniącą faktyczną władzę w państwie oficjalnie rządzonym przez cesarza. Nazwa Pawilonu pochodzi od sposobu pokrycia jego zewnętrznych ścian, na które w 1987 roku naniesiono płatki złota. Miejsce to zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a od siebie mogę tylko dodać, że naprawdę robi niesamowite wrażenie.


Fot. 1, Złoty Pawilon w Kioto

Drugim z punktów w planie wycieczki po Kioto była Kiyomizu-dera, położona na jednym ze wzgórz (Otowa) okalających miasto. Dzięki temu z tarasu widokowego jest fantastyczna panorama na całe Kioto, umieszczone w kotlinie i otoczone zewsząd górami oraz wzgórzami. Jest to buddyjski kompleks świątynny o bardzo bogatej historii – założony w VIII wieku n.e. Miejsce niezwykle, okupowane bardzo przez turystów, ale warte z pewnością odwiedzenia. Oprócz niesamowitych widoków na miasto, warto udać się na spacer którąś z okolicznych alejek, gdzie w ciszy i spokoju można cieszyć się tajemniczością tego miejsca. Alejki te bowiem nie są tak zatłoczone turystami, jak główna aleja prowadząca do świątyni, w której znajduje się posąg Tysiącrękiej Kannon – głównego przedmiotu kultu.


Fot. 2, Kompleks świątynny Kiyomizudera, Kioto

Tego dnia obiad jedliśmy w restauracji utrzymanej w zachodnim stylu. Zasadniczą tego konsekwencją był fakt, że nie trzeba było ściągać budów przed wejściem do głównego pomieszczenia. Ponadto do siedzenia przygotowane były typowe krzesła zamiast ław, pod które wsuwało się nogi. Ot, taki przerywnik od nieustannego kontaktu z japońską tradycją kulinarną. Przygotowane potrawy również nie stanowiły o tradycyjnej kuchni japońskiej, ale po dwóch dniach jedzenia niemal wyłącznie ryżu, sushi i sashimi, nikomu to specjalnie nie przeszkadzało.
Ostatnim, ale najbardziej wyczekiwanym, punktem wycieczki tego dnia, miała być podróż z Kioto do Tokio. Wszystko za sprawą skorzystania z wyjątkowego środka transportu, jakim niewątpliwie jest szybka japońska kolej, zwana Shinkansen. Pociągi te rozwijają prędkości do 400 km/h, chociaż egzemplarz, którym jechaliśmy, rozpędzał się „tylko” do 250km/h. Dzięki temu podróż z Kioto do Tokio trwała zaledwie około 2,5 godziny. Mimo, że oba miasta dzieli ponad 500 km. Ciekawe, czy kiedykolwiek doczekamy sie takich standardów w Polsce. Pociąg z Wrocławia do Warszawy jadący 2,5 godziny? Cóż... zawsze można pomarzyć...


Fot. 3, Shinkansen

Warto odnotować, że przed podróżą Shinkansenem pokazano nam również dworzec w Kioto, który, przynajmniej na mnie, zrobił niesamowite wrażenie. Przypomina nieco nowy dworzec kolejowy z Berlina – zbudowany w całości niemalże ze stali, szkła i aluminium. Ten przykład nowoczesnej architektury i wzornictwa dowodzi tylko tezy o konfrontacyjnym modelu zabudowy miasta, kontrastującym zupełnie z tradycyjnymi wzorami architektonicznymi w mieście.


Fot. 4, Dworzec kolejowy w Kioto

Na wieczór w Tokio zaplanowano nam wizytę w lokalnej restauracji, gdzie podano typowe japońskie danie shabu-shabu. Nazwa to onomatopeja od procesu wytwarzania głównej potrawy – plastrów wołowiny gotowanych w wywarze (bulionie) z warzyw, na zasadach podobnych do przygotowywania sukiyaki, które spożywaliśmy w Osace poprzedniego dnia.

Więcej zdjęć z Japonii: http://www.agrofoto.pl/forum/gallery/category/571-agrofotopl-z-kubota-w-japonii/
Zobacz także: http://www.agrofoto.pl/forum/blog/41/entry-695-poznajemy-marke-kubota-w-samym-sercu-japonii/

agrofoto

agrofoto

 

Poznajemy markę Kubota w samym sercu Japonii

03.06.2013

Noc w japońskim hotelu minęła spokojnie. Nawet udało się uniknąć objawów tzw. ‘jet laga’. Obyło się bez pobudki w środku nocy, gdy organizm głupieje, będąc ustawionym na europejskie strefy czasowe. Chociaż wiem, że niektórzy mieli z tym problem i dla nich noc kończyła się zanim tak naprawdę się rozpoczęła.

Pierwsze śniadanie w japońskim hotelu było doskonałe. Szwedzki stół, kawa i inne napoje pod dostatkiem. Tym razem obyło się bez pałeczek i dzięki temu udało się najeść. Chociaż wiedziałem już, że prędzej, czy później, będę musiał posiąść tajemną umiejętność posługiwania się pałeczkami.

Dzień drugi wyjazdui miął już charakter bardzo „branżowy”. Pierwszym punktem w harmonogramie była wizyta w centrali firmy Kubota, która znajduje się właśnie w Osace. Kierownictwo firmy było reprezentowane głównie przez panów Tetsuji Tomitę (dyrektora do spraw zarządzania strategicznego) oraz Sadoshi Iidę (dyrektora departamentu wytwarzającego maszyny dla rolnictwa). Po krótkich przemówieniach oraz prezentacjach, a także projekcji filmu promującego markę Kubota, zaproszono dziennikarzy do dyskusji w formie Q&A. Pytania dziennikarzy dotyczyły głównie planów Kuboty dotyczacych ekspansji firmy na rynkach europejskich (w tym przede wszystkim wprowadzaniu nowych ciągników rolniczych o większej mocy silników oraz strategii w kontekście przejęcia marki Kverneland). Przedstawiciele kierownictwa przyznali, że produkowane obecnie ciągniki o mocy do 135 KM nie spełniają już wszystkich wymagań klientów, dlatego strategia firmy przewiduje wprowadzanie w najbliższych latach ciągników o mocy do 200 KM (do 2015 roku), a nawet ciągników o mocy przekraczającej 200 KM (po 2015 roku).


Spotkanie z kierownictwem przedstawicielstwa Kuboty w centrali firmy

Warto w tym miejscu wspomnieć dwoma zdaniami o historii marki naszego gospodarza. Historia Kuboty sięga roku 1900, w którym Gonshiro Kubota, założyciel marki, rozpoczął produkcję żelaznych rur kanalizacyjnych i woodciągowych. Wszystko po to, aby zabezpieczyć ludność w Japonii przed infekcjami przenoszonymi przez bakterie w niedostatecznie zabezpieczonych magistralach wodociągowych. Dziś Kubota dostarcza przede wszystkim maszyny i urządzenia do produkcji żywności, zarządzania dostawami wody (rury, pompy) oraz dostarcza rozwiązania mające na celu ochronę środowiska (np. nowoczesne silniki Diesla charakteryzujące się mniejszym zużyciem paliwa i bezpieczniejszymi dla środowiska normami emisji spalin). Pierwszy silnik Kubota wytworzyła w roku 1922, natomiast na rynek maszyn rolniczych firma weszła w 1947 roku, oferując klientom pierwszy kultywator własnej produkcji. W roku 1962 zaś powstał pierwszy seryjnie produkowany ciągnik rolniczy marki Kubota.
Po spotkaniu z przedstawicielami firmy na szczeblu kierowniczym zostaliśmy zaproszeni do pierwszej z fabryk, które mieliśmy odwiedzić w ramach tej wizyty. Fabryka Sinkai, bo o niej mowa, produkuje głównie silniki Diesla, kompletuje ciągniki z gotowych podzespołów, wytwarza maszyny budowlane oraz kosiarki. Ponadto w fabryce tej prowadzi się testy jakościowe otrzymywanych z zewnątrz podzespołów. Co ciekawe, ciągnikom montowanym w tej fabryce zakłada się mniejsze koła po to, aby mieściły się do one do kontenerów o standardowych rozmiarach. Dopiero po transporcie na miejsce przeznaczenia (do Stanów Zjednoczonych lub Europy) ciągnikom montuje się właściwe ogumienie. Certyfikaty 14001 oraz 9001 tylko potwierdzają wysoką jakość procedur i standardów utrzymywanych przy produkcji maszyn w tutejszych fabrykach (dotyczy to bowiem również fabryk Rinkai oraz Tsukuba).

Spotkanie z kierownictwem fabryki Sakai

W przerwie między zwiedzaniem fabryk, zostaliśmy zaproszeni na obiad do lokalnej restauracji. Tego dnia zaserwowano nam tzw. sukiyaki – potrawę opartą na wołowinie oraz rozmaitych warzywach, gotowanych w bulionie sojowym.


Sukiyaki

Drugą z fabryk odwiedzonych tego dnia była fabryka Rinkai, której główny zakres działalności dotyczył testów emisji spalin dla produkowanych silników oraz prowadzenia prac badawczo rozwojowych z zakresu wprowadzania nowych rozwiązań dotyczących emisji spalin oraz ich wpływu na środowisko. W fabryce tej przedstawiono nam ogólne standardy i procedury dotyczące prowadzonych badań i testów, przybliżajac całościowy proces. Na podstawie rozmów z kierownikami w fabryce Rinkai można wywnioskować, iż normy emisji spalin oraz spalanie to tematy niezwykle istotne dla marki Kubota. Dlatego też stosowane przez Kubotę rozwiązania technologiczne dają jej przewagę w tych aspektach nad innymi producentami maszyn rolniczych.
Po wyczerpującym dniu pełnym obserwacji dotyczących warunków pracy w japońskich fabrykach oraz standardów i procedur w nich stosowanych, wróciliśmy do hotelu. Tego dnia wieczorem miała się odbyć kolacja przywitalna, w której uczestniczyli również przedstawiciele kierownictwa marki Kubota, panowie Tomita oraz Iida. Kolacja powitalna była przygotowana w podobnym stylu, jak śniadanie w hotelu – szwedzki stół potraw z ryżu, ryb, owoców morza, warzyw ziemniaków, wołowiny oraz jagnięciny. Warto odnotować, iż podczas kolacji odbyła się uroczysta wymiana upominków między przedstawicielami firmy Kubota oraz wybranym przedstawicielem grupy dziennikarzy.

Więcej zdjęć znajdziesz w galerii: http://www.agrofoto....bota-w-japonii/

Czytaj poprzedni wpis: http://www.agrofoto.pl/forum/blog/41/entry-687-pierwsze-starcie-z-japonska-kultura/

agrofoto

agrofoto

 

Pierwsze starcie z Japońską kulturą.

Japonia – Kraj Kwitnącej Wiśni. Każdy chyba marzy o tym, żeby go zobaczyć. W moim przypadku marzenia się spełniły, a wszystko za sprawą Kuboty. Propozycji wyjazdu do Japonii celem przygotowania reportażu dotyczącego rolnictwa w Japonii oraz samej marki Kubota nie musiałem wcale długo rozważać. Tak naprawdę nie musiałem jej rozważać wcale. Decyzja była jedyna i natychmiastowa.



02.06.2013
Jedenaście godzin w samolocie, żeby dostać się z Frankfurtu do Osaki. A wcześniej jeszcze dwie godziny na przylot z Warszawy i wcześniejsza siedmiogodzinna podróż pociągiem z Wrocławia do Warszawy. Każdy czułby się wykończony i chciałby zażyć nieco snu po przylocie. Ale przecież nie przylecieliśmy do Japonii po to, aby spać.
Około godziny 9 dotarliśmy na lotnisko. Jeszcze krótka odprawa paszportowa, bagaże, podbijanie wizy i możemy rozpocząć wizytę w tym jakże egzotycznym dla nas, Europejczyków kraju. Japończycy, jak to mają w zwyczaju, byli doskonale na nasz wyjazd przygotowani. Nie mogło być wszak inaczej. Wizyta europejskich dziennikarzy była dla nich szansą zaistnienia w szerszym kręgu opinii publicznej. Po prostu nie mogli sobie pozwolić na zmarnowanie tej szansy. I tak – po wyjściu ze strefy buforowej lotniska już czekał na nas jeden z tutejszych opiekunów naszej wycieczki. Do hotelu jechaliśmy autobusem razem z zespołem (pięciu) dziennikarzy z Niemiec, którzy przylecieli tym samym samolotem. W hotelu zameldowaliśmy się około godziny 10.30. Do 13 mieliśmy czas wolny, w którym należało się zainstalować w hotelu oraz, w miarę chęci i możliwości, nabrać sił na dalszą część dnia.



Obiad – pierwszy kontakt z japońską kuchnią. Był, no cóż, dość trudny. A wszystko za sprawą braku doświadczenia w jedzeniu pałeczkami. Prośba do kelnera o dostarczenie „klasycznych” sztućców zakończyła się otrzymaniem klasycznej wersji pałeczek do ryżu, czymkolwiek się one różniły od tych otrzymanych pierwotnie. Na szczęście kelner, po kolejnej prośbie, umożliwił zjedzenie obiadu, dostarczając widelec. Pierwszy posiłek w Japonii to ryż z wołowiną – potrawa chyba tutaj typowa, ale co dla nas najważniejsze – zapełniająca skutecznie żołądki wyposzczone po długotrwałej podróży.



Ponieważ zespoły dziennikarzy z różnych krajów docierały o różnych godzinach do Osaki, spotkaliśmy się w komplecie dopiero po obiedzie, w autobusie, którym mieliśmy się udać do zamku w Osace – jednego z najbardziej popularnych miejsc turystycznych w mieście. Upalne i wilgotne powietrze w połączeniu z tzw. jet lagiem oraz ogólnym niewyspaniem utrudniały ekscytowanie się tutejszymi zabytkami. Pokornie jednak pozwoliliśmy się oprowadzić po całym zamku. Każde spośród pięciu pięter zawierało w sobie muzeum przedstawiające wybrane epizody z życia miasta oraz całego kraju. Na ostatnim piętrze zamku znajdowały się zaś tarasy z widokiem na całe miasto, w którym żyje 2,5 miliona mieszkańców. Ot – taka niespełna dwa razy większa Warszawa.



Oprócz zamku pani przewodnik pokazała nam również park, czy też ogród poświęcony bogom słońca i płodności. Miejsce niezwykłe, ponieważ jego historia sięga II wieku naszej ery, a kamienne posągi zachowały się w znakomitym stanie. Zapewne jest to zasługa ich corocznej konserwacji, ale dzięki temu zwiedzający obcują z historią w wydaniu odświeżonym. Wizyta w tymże ogrodzie pozwoliła nam również na poznanie historii wierzeń Japończyków, podstawowych sposób uprawy ryżu, nawadniania pól oraz innych tematów powiązanych z dawną historią Japonii.



Na szczęście, Pani przewodnik okazała się kobietą o gołębim sercu i widząc w autobusie ogólne zmęczenie uczestników (nie tyle wycieczką do zamku i ogrodu, a raczej transkontynentalną podróżą), zaproponowała powrót do hotelu. Nie był to jednak koniec atrakcji tego dnia. Zostaliśmy bowiem na kolację zaproszeni do restauracji Ganko. Oczywiście na stołach nie mogło zabraknąć tradycyjnego japońskiego pożywienia – sushi oraz sashimi z równie tradycyjnymi dodatkami: wasabi oraz sosem sojowym. A to wszystko w połączeniu z degustacją japońskiego piwa oraz sake. Żyć nie umierać. I tylko jeden problem – tym razem nie dało się uniknąć jedzenia pałeczkami. No cóż, człowiek nie zawsze musi wychodzić z restauracji najedzony...

Ciąg dalszy z relacji już w przyszłym tygodniu. Więcej zdjęć znajdziesz w galerii http://www.agrofoto.pl/forum/gallery/category/571-agrofotopl-z-kubota-w-japonii/

agrofoto

agrofoto

×

Ważne informacje

Używamy plików cookies, aby poprawić funkcjonowanie strony Agrofoto.pl. Pliki cookies dopasowują treść strony, w tym wyświetlanych reklam, do indywidualnych potrzeb i zainteresowań użytkownika, pozwalają nam również zrozumieć, w jaki sposób korzystasz z naszej strony. Korzystanie z Agrofoto.pl bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce prywatności i plików cookies.