Po lewej drugi pokos sąsiada (czeka bo nie ma co kosić), po prawej moja po sąsiedzku, wówczas 2 tygodnie po drugim pokosie (nie skłamię jeśli powiem, że w tamtej chwili plon porównywalny). Pod koniec czerwca kiedy kosiłem drugi raz ludzie mieli dwa razy więcej trawy niż dziś. Czekali, "bo nie ma co kosić", a trawa z każdym dniem ginęła. Szkoda że nie zrobiłem fotki u innego sąsiada w dzień gdy zbierałem drugi pokos i za tydzień, bo tam w ciągu 7 dni zniknęło 30% plonu nie mówiąc o spadku jakości. Nie ma sensu przeciągać starzejącej się trawy, bo ani ona już nie urośnie, ani nie będzie chętnie zjedzona.
Z drugiej strony nie można przesadzać z nadgorliwością. Poniżej foto z trzeciego pokosu 1 lipca ("widać" zgrabione wałki), co we wsi wzbudziło sporo śmiechu, no ale każdy ma swój przelicznik jakości nad plonem i opłacalnością i nie ma sensu tego rozwijać bo to temat rzeka