Jshooo, w granicach Unii ceł nałożyć nie można, problem polega na dozwolonych dotacjach dla eksportu wewnątrz Unii. Na przykład: para prosiaków kosztuje u nas 300 zł, w Danii tyle samo, ale jeśli duński rolnik wyeksportuje taką parkę dostanie zwrot (powiedzmy) 100 zł. Efekt Duńczykowi opłaca się wprowadzić na polski rynek taką parkę za 220-240 zł. (transport+kontrola weterynaryjna), podczas kiedy dla naszego producenta ta parka musi kosztować 300 zł., aby wyszedł na zero (koszty produkcji- zysk). Czyli Polak pracuje dla pracy, a Duńczyk pracuje dla zysku niszcząc nasze hodowle.
I na tym polega cały system: zniszczyć polską hodowlę prosiaków, wtedy Duńczyk sprzeda u nas parkę za 300 zł., a ci, którzy zainwestowali w chlewnie idą z torbami.
Przeciwko temu nikt nie robi nic.
Inna kwestia, to dopłaty do produkcji. Dla krajów, które dołączyły do Unii w 2004 roku wprowadzono dopłaty do powierzchni, ponieważ doświadczenia "starej Unii" wskazywały na nieefektywność dopłat do produkcji.
W 2001 roku Niemcy wydawały ok. 30 mld. DM na magazynowanie i NISZCZENIE żywności i ok. 32 mld. DM na dopłaty. Przy średniej ok. 2,5 tys. DM na zatrudnionego w rolnictwie, wychodziło, że gdyby rolnicy nie robiliby nic, mieliby ok. 4 800 DM, a państwo wyszłoby na zero (co nie do końca jest prawdą, bo niemieccy rolnicy płacą podatek dochodowy).
Przy dopłatach do powierzchni kluczowym był plon referencyjny pszenicy, który dla Niemiec wynosił 7 t/ha, dla Czech 5 t/ha, a dla Polski 3 t/ha.
Dlatego jestem zdania, że wprowadzenie u nas dopłat do produkcji (na dzień dzisiejszy - nierealne) pogorszyłoby ogólną sytuację polskich rolników.
Bo co z tego, że będziemy produkować więcej, skoro nie możemy sprzedać z zyskiem?