Jak w 1991 ruskie z Polski wychodzili, to byliśmy ze szkoły na poligonie w Wędrzynie. Tam na dole stała ruska jednostka inżynieryjna i budowali drogę przez las. W zasadzie nikt nie wie po kija ją budowali. Staliśmy z kumplm na pbstawie jednej z dróg w czasie strzelań i przylazła do nas ruski sołdat. Tzn uroda baaardzo dalekowschodnia, On nam powiedział że jest już tu dwa lata i był raz w domu na urlopie. Mówił że pojechał najpierw pociągiem do Miśka, tam do Moskwy potem poleciał samolotem, potem przesiadł się na pociąg a na stacji gdzie wysiadł czekał ojciec z końmi i pojechali jeszcze dwa dni na tych horsach gdzie matka uściskał go w ich przytulnej jurcie, W sumie podróż trwała ponad tydzień i jak tam przyjechał to kierownik wojenkommatu wysłał telegram że dojechał i dopiero od tej pory liczył mu się urlop.
Tak więc 2 godziny spóźnienia to czasami bywa nic.😂