Mam wrażenie, że dziś po prostu się o tym dużo mówi, więc ludzie podchodzą do tego bardziej emocjonalnie. Bardziej osobiście. W rodzinie dalszej był taki przypadek. Martwy płód, ale pochowali z pełną ceremonią i postawili pomnik. Regularnie odwiedzają też ten grób. Zaś z opowiadań rodzinnych wiem, że kobiety dawniej roniły regularnie. Co więcej wiem, też, że moja prababcia jak nie mogła urodzić(w prawidłowym terminie), i sprowadzili lekarza do domu, to tylko się pytał czy ma ratować kobietę czy dziecko. Jak pradziadek powiedział, żeby ratować żonę(co ciekawe jej o zdanie się nikt nie pytał) to po prostu z miejsca wyciął zaklinowane dziecko, i tyle. Raczej potem nie pochowali tego noworodka, a na pewno nie z całym obrządkiem.
Jak się ruszyła ogólnie ta sprawa z aborcją w debacie publicznej, i rozmawialiśmy w rodzinie o tym, to wiele właśnie kobiet z starszego już pokolenia zaczęło przyznawać, że lekarze dawniej się w ogóle tym nie przejmowali. Co by nie było złego, to woleli zlecić aborcje, a kobietom mówili, że jeszcze pani młoda, to znowu zajdzie w ciąże, a teraz nie ma sensu ryzykować.