Musze poszukac umowe z 21 na ubezpieczenia, wtedy powoem dokldanie co i jak. Ale chyba byl w 21 roku problem aby ubezpieczyc na 10tys hektar. Ale nie dam sobie reki uciac, z kazdego klasa gdyby brakowalo 2 ziarniaki, mowa o pszenicy, to rzeczoznawca powoiedzial ze podciagnalby do 5%, dla mnie to wariacja z fymi ubezpjeczeniami, jednego roku tam gdzie mam zastwoosko wodne to 2 razy placi, raz za deszcz nawalny, a drugi jak konczyl kwitnac to za grad jescze, sam sie smialem jak za darmo placili, ale przez ostatnie dwa lata migaja sie. Wole zebrac plon niz czekac na odszkodowanie, ale ubezpoeczenie jezt po to aby nie ryzykowac utraty plonu. Pamietam jak mialem fasole w 20 roku w ulhowku to wszyscy do okola zglosili ze wymarzla, ja sis amialem wtedy ze moze dostana po 3% wyplacili nawet szkody calkowite, sasiad co droga nas dzielila dostal za 4 ha tej fasoli 10tys odszkodowania, w fasoli nie widac bylo braków w obsadzie, gdybym zglosil to tez bym liczyl grosza. Nauka kosztuje, teraz trzeba zglaszac nawet jak biedronka zrobi dziurke w lisciu. Poprostu szacowania nie sa miarodajne przez rzeczoznawcow, tam gdzie widzi antraknoze twierdzi ze to wina gradu, tam gdzie grad dziurki zeobil w lisciach to szkodnik, ten sam szkodnik zjadal u mnie lisc fasoli, buraka, a nawet ostrożnia. Cyrk z małpami, odwolania nie wiele pomagaja, tylko jeszcze bardziej rozczarowują. No ale ubezpieczam dalej i wspieram finansowo dyrektora PZU.