Wiesz, najciemniej zawsze pod latarnia. W miescie duzo sie dzieje, kazdy zabiegany, z sasiadami malo kto kontakt utrzymuje poza dzien dobry na klatce.
Z tego co pisałeś to powiedziałbym że to robota okolicznych zlodziejaszkow, dobrze was obczaili co kto gdzie i o ktorej wychodzi i wraca, szybka akcja (zreszta na 99% nie ich pierwsza). Czy na policji coś sie dowiesz to szczerze wątpie. Sprawę umorzą. No chyba ze zlodziejaszki dalej beda prowadzic swoja dzialalnosc i ktos ich zlapie na goracym. Co zrobisz jak nic nie zrobisz, ma przyjsc licho to przyjdzie.
Miałbym podobnie jak u Ciebie, ale sasiadka emerytka zaczela zamkiem w drzwiach grzebac, przeploszyla gnojków i zatarbaniła po policje. Działo sie to chyba o 12 w południe, akcja szybka, 5 minut pozniej sasiadka by sie zorientowala co sie kroi to byliby juz w srodku. Na policji nawet nie bylem, uszkodzili mi tylko zamek. A chlopaczki potem wpadli na robocie i podokładali im poprzednie włamania. Niektórzy siedza, inni juz powyłazili. Jeden z nich sie okazalo to "kolezka" z czasow szkolnych.