Temu moja naprawa sprowadza się do wyjęciu grata i odwiezieniu do elektryka. Czasem po 3 godzinach już jade na pole. Jak słysze znajomego, który niby się zna, wie jak to działa ale nawet multimetra nie ma i wielce naprawia alternator.... cały tydzień. Chwile pochodzi i znów na świeczkach jedzie.... gadki tyle że... no filozof tak jak kolega wcześniej co mu rozrusznik pykał. Można mieć satysfakcje, że się samemu naprawi ale trzeba mieć też jakieś profesjonalne narzędzia do tego, żeby na oślep nie wymieniać cześci po kolei, bo to nie ma żadnego sensu ekonomicznego a tylko o nerwice może przyprawić