Nawet nie pytaj. Kilkanaście lat pracowałem w popegeerowskim (kurła ch*j wie jak to się pisze) gospodarstwie. Tylko nas dwóch operatorów było z normalnego środowiska Plus kilku pgrusow do brudnej roboty. Byś książkę o nich napisał. Przytoczę tylko jedną z wielu historii.
Jest tam taki dureń co nie korzysta w domu z toalety tylko przychodzi robić dwójkę do roboty. A że toaleta jest obok biura, a on się boi, że szefu go o coś zapyta więc wypróżnia się na strychu chlewni na worki od paszy a następnie wyrzuca je przez okno. Mało tego, miała być kiedyś jakaś kontrol i szefu mówi weź sobie Sławek ze dwóch ludzi i ładowarkę z łyżką i objedź chlewnie dookoła a oni niech zbierają wszystko co by to w miarę za porządkiem wyglądało. No i nic ja sobie jadę a oni zbierają, dojeżdżam do tego miejsca wiecznego wypróżnienia a jeden z nich te kupy w łyżkę wrzuca. Dre ryja że ma z tym spierdzielac. Wytarł te osrane łapy w trawę i jedziemy dalej. Nawet do szczytu chlewni nie dojechałem i patrzę a ten se pazury obgryza.