Nieczęsto trafiam na aż tak bzdurne posty. Już pierwsze cztery słowa załamują. Roztrząsanie "co by było, gdyby...", może i jest dla niektórych ciekawe, ale większego sensu nie ma. Dopłaty były, są i będą (i to nie tylko w Unii). Pora się do tego faktu przyzwyczaić. Nie zrozum tego jako poparcie dla idei dopłat jako takiej, bo nawet argument, że dzięki dopłatom wszyscy mają tańszą żywność jest pokrętny, jako że wszyscy na te dopłaty łożą.
Szkoda, że nie precyzujesz, gdzie tych dopłat być nie powinno - w Polsce? W Unii? Na całym świecie?
Co rozumiesz pod pojęciem "zmiany agralne"? Obrót ziemią rolną? I dlaczego miałoby to mieć dobry wpływ na sytuację rolników, oraz wzrost ich dochodów? Możemy się chyba zgodzić, że duże gospodarstwa produkują taniej, zarówno w zakresie produkcji roślinnej, jak i zwierzęcej. Co w tym dobrego dla małych i średnich? To, że szybciej padną, a ich ziemię kupią ci duzi?
Naprawdę uważasz, że likwidacja dopłat zmieni nastawienie tych młodych, którzy nie chcą się narobić? Niby dlaczego?
Istnienie dopłat (skoro już są) jest faktycznie wykorzystywane przez (jak to określasz) "pseudo rolników", ale też pozwalają egzystować małym i średnim, którzy "pseudo" bynajmniej nie są.
Zlikwidować ONW? Czyli pozwolić upaść tym gospodarstwom, które mają trudniejsze warunki?
"Ograniczyć działania rolno-środowiskowe". Które? W jakim stopniu?
Dopłaty do produkcji skutkują nadprodukcją, ta z kolei spadkiem cen zbytu. Prosta zależność. Przekonała się o tym "stara Unia" aż za dobrze. Z tego powodu eksperymentalnie wprowadzono dopłaty obszarowe w krajach, które do niej dołączyły w 2004 roku. I tak jest do dzisiaj.
Ponoć interesujesz się ekonomią? Szkoda, że jej nie rozumiesz. Może lepiej zainteresować się gramatyką, interpunkcją, stylistyką lub/i ortografią? Możesz się wiele nauczyć...