Pomysł w zasadzie dobry, ale:
- określenie "tradycyjny" otwiera furtkę do rozmaitych ograniczeń - ile lat trzeba coś wytwarzać, by było "tradycyjne"?
- kasa fiskalna? Brak obowiązku takiej kasy? A co w przypadku dochodu pow. 20 000 zł?
- jednym z wymogów "nie stosowanie barwników i konserwantów", ok. posadzę ziemniaki, zrobię z nich bimber i jako produkt "tradycyjny" będę mógł sprzedawać na targu?
- jaka grupa produktów, na ile przetworzonych, jakie minimalne warunki higieniczne, kto kontroluje itd., itp.
To, co u nas widzę na targu, to ludzie, którzy oferują owoce i warzywa z własnego ogródka/sadu, a obok nich tacy, którzy kupują na giełdach. To rodzi pytanie, jakie oznaczenia miałyby mieć produkty, kto je będzie certyfikował/kontrolował.
To tylko nieliczne pytania, link do projektu ustawy może je wyjaśnić, może nasunąć nowe..., Bo jak na razie możliwości manipulacji i interpretacji jest masa.
A może to tylko pomysł kogoś, kto tak na prawdę nie ma pojęcia o rynku... Oby nie.