A u mnie uciekli.
Z tego co mowil, to maja dwa auta. Jedno jest bez wagi i tym autem sami na ogolna chca jechac. Pewnie te auto jest uzborojone na wage ogolna, czyli zbiornik z woda i inne czary. Akurat sie zlozylo, ze przyjechal dzien pozniej i byl innym autem juz z waga na samochodzie. Jaki stary trup.
Cena dogadana, jak na tamten czas 20 groszy wyzej niz inni. Dogadana gotowka albo szybki przelew. No to co, bedziemy ladowac.
Ja na to, ze waga na aucie nic nie zmienia i tak chce jechac na ogolna, to sie zaczerwienil ale sie zgodzil. Byl z pomocnikiem, to mowie, ze pomocnik zostanie, a on z ojcem podjedzie 500 metrow dalej na wage. Wtedy zaczal czarowac, ze pomocnik mu zmarznie (a bylo 10 stopni na plusie) i mamy jechac osobowka, a on juz wyjezdza na te wage.
Mowie mu, ze w lewo jak wyjedzie z ulicy, to nawet nie sluchal juz. Pojechal w prawo, a ojciej go osobowka ponoc gonil, bo myslal, ze zabladzil
A on nie zabladzil tylko spierdol... i dzwoni, ze oni akurat dzisiaj gotowki jednak nie wzieli, a przelewu tez akurat nie moga zrobic i oni jutro z samego rano podjada
Zeby tego bylo malo to na wejsciu pomocnik sciagnal gacie i zesral mi sie obok paszowozu... Normalnie firma krzak...