-
Postów
779 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez nie
-
Jak urzędnicy Komisji Europejskiej pomagali koncernom wyeliminować z rynku Smart Kid Belt Historię polskiej innowacji do przewożenia dzieci w samochodach i prób wyparcia jej z rynku zabiegami prawnymi w UNECE (komisji ONZ) i Komisji Europejskiej opisaliśmy dwa lata temu w artykule „Cała prawda o Smart Kid Belt”. Przypomnijmy – chodzi o innowację do przewożenia starszych dzieci, którą w 2016 r. opracowało trzech Polaków. Firma wprowadziła produkt na rynek i stał się przebojem, bo kosztuje 10-20 razy mniej niż fotelik samochodowy. Okazało się wówczas, że na poziomie ONZ – grupie roboczej GRSP w UNECE – czyli ciała, które ustala regulaminy, na podstawie których przyznawana jest homologacja m.in. dla urządzeń przytrzymujących dzieci w samochodach – trwały zakulisowe starania, by zablokować sprzedaż polskiego produktu. W ciele tym zasiadają m.in. przedstawiciele CLEPA (European Association of Automotive Suppliers), czyli zrzeszenia reprezentującego interesy ponad 3 tys. firm z branży automotive, w tym wszystkich największych producentów fotelików do przewożenia dzieci w samochodach: Allison/Newell Brands, Cybex, Britax, Dorel Juvenile. Najpierw zmieniono Regulamin EKG ONZ (określa m.in. normy homologowania urządzeń i zawarta jest w nim norma ECE R44-04 dotycząca urządzeń do przewożenia dzieci) poprawką, która zabroniła w przyszłości homologować samodzielnie każde inne urządzenie do przytrzymywania dzieci, które nie jest fotelikiem albo podkładką. Tym sposobem nie udało się jednak zablokować wejścia na rynek polskiej innowacji – bowiem każda zmiana regulaminu zakłada jeszcze tzw. okres przejściowy trwający rok, w którym można homologować produkty na poprzednich zasadach. I polska firma homologowała Smart Kid Belt w takim czasie. Prawo, które miało zablokować polski produkt sprawiło więc, że został on w zasadzie potentatem – nikt już nigdy takiego produktu nie zatwierdzi. Próbowano więc inaczej. Tym razem w 2019 r. sama Komisja Europejska złożyła poprawkę nr. 18 do Regulaminu EKG ONZ. Wstawiono tam obrazki z urządzeniami podobnymi do Smart Kid Belt i z polskim produktem. Poprawka zawierała zaskakującą konkluzję – że tego rodzaju urządzenia dla dzieci nie powinny być sprzedawane bez względu na to, czy pozytywnie przeszły badania testy zderzeniowe i bez względu na to, czy mają homologację. Było to tak kuriozalne – bo poddawało w wątpliwość właściwie cały system homologowania wszelkich produktów – że po kilku miesiącach Komisja Europejska… sama odrzuciła poprawkę, którą zaproponowała. To nie był jednak koniec prób wyeliminowania polskiej innowacji z rynku. KE ustaliła, że należy Smart Kid Belt poddać dodatkowym testom w Joint Research Centre. Badania przeciągały się od czerwca do października 2020 r. Wyniki opublikowano dopiero w listopadzie 2020 r. Testy wyszły jednak… znakomicie. Polski produkt wypadł dobrze. Poza jednym testem, w którym zachowanie pasa oceniane było nie za pomocą czujników, ale „na oko”. W dodatku producent Smart Kid Belt wskazał, że do tego testu użyto manekina P10, czyli przestarzałej konstrukcji, która przy zderzeniach już wcześniej zachowywała się nieprzewidywalnie i nie odzwierciedlała kinematyki ludzkiego ciała. Tymczasem Komisja Europejska wytoczyła jeszcze inne działa prawne. W listopadzie 2020 r. uruchomiła też działania w ramach rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/858 z dnia 30 maja 2018 r. To dyrektywa, którą przyjęto po aferze dieselgate i która pozwala składać wnioski w sprawie produktów o niezgodność z deklarowanym spełnianiem norm. Komisję Europejską może dzięki prowadzonym w jej ramach postępowania np. unieważnić homologację dla produktu. Problem w tym, że dyrektywę uruchomiono w sprawie polskiego produktu zanim w ogóle urzędnicy mieli taką prawną możliwość. Ostatecznie z procedury „non complaiance” wobec Smart Kid Belt Komisja Europejska też się wycofała. Jak producenci fotelików prosili urzędnika KE o „pomoc” Zachowanie ciała ONZ – GRSP oraz Komisji Europejskiej w sprawie polskiego produktu musiało dziwić. Wyglądało na szukanie wszelkich sposobów, by prawnymi kruczkami kłaść kłody pod nogi Smart Kid Belt. Dziś wiemy już, dlaczego tak się działo. Przedstawiciele polskiej firmy zdobyli korespondencję, która krążyła między przedstawicielami gigantów z branży fotelikarskiej, gronem ONZ ustalającym regulaminy homologacji oraz urzędnikami jednostki DG GROW w Komisji Europejskiej. Wiadomości zostały ujawnione przez polską firmę podczas dzisiejszej konferencji w Warszawie. Ich lektura jest porażająca. Sprawa rozpoczęła się od rozmowy wśród przedstawicieli potentatów z branży fotelikarskiej. Jej wynikiem było wysłanie e-maila do RDW, czyli organu zatwierdzającego homologacje w Niderlandach. W wiadomości twierdzono, że polski Smart Kid Belt został „nieprawidłowo” homologowany. Wiadomo, kto tak twierdził, ponieważ przedstawiciel RDW 18 kwietnia 2018 r. zapytał o homologację polskiego produktu DG GROW w Komisji Europejskiej i załączył wcześniejszą korespondencję w tej sprawie, która zawierała m.in. e-mail od… pracownika firmy Britax (duży producent fotelików spoza UE, z Wielkiej Brytanii). W Komisji Europejskiej sprawą zajął się urzędnik DG GROW – Peter B. Jak ustalił portal brd24.pl tak się akurat składa, że B. wcześniej pracował w holenderskim organie homologacyjnym RDW. Po 53 minutach od otrzymania wiadomości z RDW Peter B. napisał e-mail do Stałego Przedstawicielstwa RP żądając wyjaśnień. Wiadomość zatytułował „Niebezpieczny CRS [urządzenie przytrzymujące dziecko w aucie – red.] zatwierdzony przez Polskę”. W treści wiadomości napisał jeszcze mocniej – używając określanie polskiego produktu jako „ekstremalnie niebezpiecznego”. Wiadomo, że nikt – ani producenci fotelików, ani urzędnicy – nie dysponował wówczas żadnymi dowodami na „niebezpieczeństwo” Smart Kid Belt. Nie było żadnych testów ani badań na to wskazujących. Polski Transportowy Dozór Techniczny w dalszej korespondencji szczegółowo wyjaśnił podstawy homologacji udzielonej Smart Kid Belt. Polscy urzędnicy podkreślali, że została udzielona prawidłowo. Peter B. przyjął to do wiadomości, ale w odpowiedzi do TDT pozwolił sobie dopisać, że m.in. „przemysł nie jest tym zachwycony”. To zastanawiające zdanie. Oznaczało zuchwałość czy szczerość? A może jedno i drugie? Przedstawiciel firmy Britax samodzielnie próbował interweniować mailowo w polskim TDT. Też nic nie ugrał. 6 września 2019 r. przedstawiciel tej brytyjskiej firmy fotelikarskiej napisał w sprawie Smart Kid Belt już bezpośrednio do Komisji Europejskiej. Żalił się w wiadomości Peterowi B., że miał kilka rozmów z polskimi ekspertami na forum GRSP ONZ i ostrzegał ich przed Smart Kid Belt, ale zawsze „odpowiedź była zawsze taka sama: produkt przeszedł testy”. Pracownik Britax zakończył wiadomość tak: „Proszę daj mi znak, jakie są twoje przemyślenia na temat tej sprawy”. Peter B. odpisał człowiekowi z Britaxa 9 września 2019 r. Smart Kid Belt nazwał „ustrojstwem” i zasugerował: „powinniśmy przygotować poprawkę” w regulaminie homologacyjnym, która pozwoli „natychmiast zabronić sprzedaży”. To Peter B. zasugerował też w tej wiadomości, że w poprawionym regulaminie powinno się dodać „obrazki” do definicji, żeby wskazać, jak taka zabroniona rzecz wygląda. W tym czasie urzędnik Komisji Europejskiej nie dysponował żadnymi badaniami ani testami, które wskazywałby by na “niebezpieczeństwo” polskiej innowacji. Przedstawiciel Britax po pół godzinie w odpowiedzi e-mailowej podchwycił tę propozycję. „Prawdopodobnie lepszym pomysłem jest przygotować poprawkę [do regulaminu – red.], która wyeliminuje takie rzeczy niż próbować przekonać administrację”. Pracownik koncernu fotelikarskiego w tej wiadomości zaproponował nawet, jak zapis powinien wyglądać – to zdanie, które mówi wprost, że takie systemy jak Smart Kid Belt nie mogą samodzielnie uzyskiwać homologacji jako systemy przytrzymujące dzieci w samochodach. Tak się składa, że niedługo po tej wymianie e-maili – 26 września 2019 r. Komisja Europejska wniosła pod obrady GRSP projekt zmiany Regulaminu EKG. Poprawka mówiła o tym, że urządzenia takie jak Smart Kid Belt zostają zakazane bez względu na to, jak dobrze przeszły testy zderzeniowe i bez względu na homologację. Ta poprawka zawierała… obrazki, na których polski produkt zestawiono z paskiem do zapinania dzieci innej produkcji. Poprawkę przegłosowano podczas sesji grupy roboczej GRSP ONZ w dniach 10-13 grudnia 2019 r. W tych dniach trwała też wymiana e-maili w sprawie brzmienia tej poprawki. Wiadomości wymieniali między sobą – oprócz przedstawiciela Britax – także pracownicy innych gigantów branży fotelikarskiej, również spoza Europy: Cybex (chińska grupa kapitałowa), Newell Brands (amerykańska grupa kapitałowa), Dorel (kanadyjska grupa kapitałowa). Panika w Komisji Europejskiej i szukanie dowodów, których nie ma Po tym, jak GRSP przyjęło poprawkę nr 18 do Regulaminu EKG, przedstawiciele polskiej firmy poprosili oficjalnie o spotkanie z urzędnikiem DG GROW Komisji Europejskiej. Wówczas Peter B. – jak wynika z ujawnionych przez Smart Kid S.A. wiadomości – 21 lutego 2020 r. wysłał e-mail do przedstawicieli firm Britax, Dorel, Cybex, Newell oraz do prywatnej organizacji konsumenckiej Consumentbond z Holandii pisząc: „wyciągam do Was rękę po pomoc”. Przyznaje, że ma spotkanie z firmą Smart Kid S.A., której przedstawiciele „nie są zadowoleni i chcą tym się podzielić z moimi przełożonymi”. Następnie Peter B. prosi przedstawicieli koncernów fotelikarskich o „dowody” na to, że polski Smart Kid Belt nie spełnia norm i wymaganych podczas testów zderzeniowych. To oznacza, że urzędnik Komisji Europejskiej już po przeforsowaniu i przyjęciu przepisów w regulaminie bijących w polski produkt, wciąż nie miał wystarczających danych potwierdzających fakt, iż jest on „niebezpieczny”. 21 lutego 2020 r. do producentów fotelików oraz urzędników Komisji Europejskiej wiadomość wysłała przedstawicielka IDIADA – laboratorium i władz homologacyjnych w Hiszpanii. Przyznawała w niej, że testowali tam Smart Kid Belt i „rezultaty testów dynamicznych były dobre”. Dodaje jednak zaraz: „Ale to nie znaczy, że produkt jest dobry”. W odpowiedzi na tę wiadomość – która świadczy przecież o tym, że testami nie da się udowodnić „niebezpieczeństwa” polskiej innowacji – następuje już tylko wymiana poglądów na to, jak zmienić zapisy regulaminu, by wykluczyć Smart Kid Belt. Dużo później – 8 maja 2020 r. – przedstawiciel firmy Cybex w wiadomości do urzędników KE i m.in. innych producentów fotelików – wyznaje, że nie posiada testów Smart Kid Belt, które dowodziłyby, ze to „niebezpieczny” produkt. „Moglibyśmy spróbować coś zorganizować, ale robiąc to, ryzykujemy uwiarygodnienie produktu jako urządzenia przytrzymującego dla dzieci. Jesteśmy dzisiaj w takiej sytuacji, ponieważ laboratoria w Polsce i poza nią zgodziły się przetestować produkt i porównać go z fotelikami dla dzieci, podczas gdy być może powinny były odmówić i dać producentowi bardzo wyraźne ostrzeżenie, że to nie jest fotelik dla dzieci. Z tego powodu mam trochę (bardzo małego) współczucia dla sytuacji, w której się znajdują” – czytamy w tej wiadomości. Wynika więc z tej wiadomości jasno, że nie chodzi o to, czy produkt spełnia warunki bezpieczeństwa – przechodzi pozytywnie testy zderzeniowe – tylko, że w ogóle nie powinien mieć na to szansy. Taki sam pogląd wyraża w innej wiadomości KBA – niemiecki odpowiednik polskiego TDT – jego przedstawiciele piszą do KE 11 maja 2020 r., że nie przeprowadzali żadnych testów Smart Kid Belt, bo nie o wyniki takich testów chodzi, tylko o to, że nigdy nie powinny w ogóle zostać przeprowadzone – bo taka innowacja nie powinna być uznana za urządzenie przytrzymujące dla dzieci w pojazdach. Czy zatem naprawdę chodzi o bezpieczeństwo czy o zabezpieczenie rynku tylko dla producentów fotelików? Brak dowodów najbardziej ryzykowny jest dla Petera B. To dlatego jego e-mail z 8 maja 2020 r. brzmi już bardzo panicznie. „Strasznie mi przykro, że muszę Was o to prosić i naprawdę żałuję, że to robię: Czy macie jakieś niezbite dowody na to, że Smart Belt Kid jest całkowicie bezpieczny lub całkowicie niebezpieczny?” – pisze urzędnik Komisji Europejskiej. Wiadomość ta została wysłana do tego samego grona, ale i do CSI SPA – włoskiego laboratorium. Tak się składa, że później, gdy KE wszczęła procedurę nadzoru, to właśnie w tym laboratorium wykonywano testy, które miały dowieść „niebezpieczeństwa” Smart Kid Belt. Trzy dni później Peter B. przyznaje, że „sprawy nie idą gładko” i KE raczej będzie musiała wycofać się ze swojej poprawki. W tej wiadomości także prosi o jakiekolwiek dowody na to, że polski produkt jest wadliwy. „(…) czy są dostępne jakieś dane/dowody dotyczące przebiegu testu FMVSS 213 bez żadnego urządzenia i jakie były wyniki? Inna możliwa informacja, jeśli test dynamiczny zostanie przeprowadzony z przetwornikiem obciążenia na taśmie prowadzącej, jakie obciążenie zobaczymy? Czy ktoś to zrobił? Jeśli jest to obciążenie znikome, co można obiektywnie stwierdzić? A co w przypadku znacznego obciążenia…? Czy to w ogóle czegoś dowodzi?” – dopytywał Peter B. W innej wiadomości – z 13 maja 2020 r. – przedstawiciel Komisji Europejskiej piszący w sprawie Smart Kid Belt do Japonii (urzędnicy KE zrobili wiele, by o rzekomym „niebezpieczeństwie” i „niezgodności” informować kraje poza Europą, w czyim interesie to robili?) przyznaje wprost, iż nie ma żadnych dowodów na to, że polski nie spełnia jakiś wymagań. Urzędnik pisze więc mętnie, że zatwierdzenie typu urządzenia nie jest rzekomo ważne, „ale nie mogę jasno udowodnić, że to jest urządzenie niebezpieczne” – zaznacza. Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej Gdy sytuacja lobbujących za wykluczeniem polskiego produktu z rynków stawała się coraz trudniejsza, uformowano inny legislacyjny pomysł nowego Regulaminu EKG ONZ. Niebawem w życie wejdzie nowy regulamin – Regulamin 129. Zakłada on takie warunki homologowania, które w ogóle wykluczają możliwość badania urządzeń nie będących fotelikami lub podkładkami (czyż to nie to, co przejawiało się w ujawnionej korespondencji między wieloma podmiotami – że bez względu na to, czy coś działa i dobrze sprawdza się w testach, w ogóle nie powinno mieć szansy na przetestowanie?). A co ze Smart Kid Belt, który homologację już ma? Z pomocą przyszła tu inna poprawka zaproponowana przez urzędnika KE Petera B. Poprawka 17.24. Daje ona każdej ze stron Porozumienia z 1958 r. ONZ możliwość zakończenia uznawania poprzedniego Regulaminu 44 – a wraz z nim, zakończenia uznawania homologacji uzyskanych na jego podstawie. Mówiąc krócej: po 1 września 2023 r. każdy kraj będzie mógł uznać, że nie uznaje już Regulaminu 44 i nie uznaje homologacji, które według niego uzyskali producenci. Koncerny fotelikowe będą więc mogły przeprowadzić kolejne testy według Regulaminu 129, ale Polacy ze Smart Kid Belt już nie. Gdy w sprawie zaczęło pojawiać się tyle wątpliwości, Komisja Europejska postanowiła w Europie odsunąć wejście w życie poprawki 17.24 – zatem kraje UE będą mogły przestać uznawać homologacje takie, jaką ma Smart Kid Belt od września 2024 r. Drugie dno? W całej tej sprawie frapujące wydaje się zaangażowanie tylu osób i urzędników Komisji Europejskiej w krucjatę przeciw jednemu, małemu podmiotowi z Polski. Czy naprawdę chodziło tylko o to, by Polacy nie uszczknęli ani kawałka rynku fotelikarskiego, czy może o coś dużo bardziej poważnego – co tylko przypadkowo polski produkt pośrednio ujawniał? Tu warto przyjrzeć się jednej z ujawnionych przez Smart Kid S.A. wiadomości. To e-mail wysłany przez pracownika koncernu Cybex 25 lutego 2020 r. do urzędników KE i innych producentów fotelików. Chcąc podważyć wyniki testów Smart Kid Belt – wykonane na najlepszych, nowoczesnych manekinach do zderzeń z serii Q (w odróżnieniu od serii P, która nie odwzorowywała dobrze kinematyki ludzkiego ciała) – napisał wprost: „Jednakże wiemy z dokumentów prezentowanych na Nieformalnej Grupie i podczas bieżącej konferencji, że manekiny Q3, Q6 i Q10 osiągają standardy wymagane podczas zderzeń czołowych bez CRS”. Z tej wiadomości wynika zatem, iż branża fotelikarska wie, że w przypadku starszych dzieci manekiny zapięte wyłącznie w pasy przechodzą testy homologacyjne dla urządzeń przytrzymujących. Czy zatem dla starszych dzieci w ogóle potrzebne są foteliki i inne urządzenia? A jeśli nie są potrzebne – dlaczego na świecie utrzymuje się ich prawny wymóg? I trudniejsze jeszcze pytanie – jeśli nie są potrzebne, to czy dołożenie iluś kilogramów w postaci fotelika nie dokłada niepotrzebnie pewnych sił działających na dziecko przy zderzeniach? Na te pytanie powinna odpowiedzieć specjalna komisja śledcza na poziomie globalnym. Epilog Oprócz Petera B. w korespondencję dotyczącą wykluczenia ze sprzedaży polskiego produktu zaangażowanych było jeszcze dwoje innych urzędników DG GROW – jego przełożona, Polka – Joanna Sz. oraz Antony L. Po tym, jak sprawa Smart Kid Belt stała się głośna, wszyscy troje przestali pracować w DG GROW. Wszyscy jednak nadal pracują w Komisji Europejskiej, tyle, że w innych jej komórkach. Dwoje z nich dalej piastuje równie eksponowane wysokie stanowiska. Sprawą zakulisowych prób wyeliminowania produktu z europejskiego rynku zajmie się Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego. Znaczącym jest fakt, że skierowanie tej sprawy odbyło się w iście ekspresowym tempie – w zaledwie kilka tygodni od wpłynięcia. Europosłowie są poważnie zainteresowani dowodami na to, że Komisja Europejska, która powinna dbać o europejskie podmioty (a jednostka DG GROW ma w swoich kompetencjach wprost dbać zwłaszcza o niewielkie firmy), mogła działać na rzecz koncernów spoza Europy. Komisja Petycji w sprawie Smart Kid Belt zbierze się w kwietniu. Łukasz Zboralski
-
Niemcy ogłosili, że do 2030 r., wybudują we Frankfurcie największy i najnowocześniejszy w Europie lotniczy port przeładunkowy. Lufthansa Cargo zainwestuje co najmniej 600 mln €. znowu megalomańskie po-łgłówki zostały wydymane
-
ten, opętany nienawiścią człowiek jest skrajnie niebezpieczny, żadne przepisy prawa nie mają dla niego znaczenia, dla celów politycznych jest gotów zniszczyć życie każdego człowieka na zlecenie niemców i ruskich robi rozpierdol w polsce
-
Bodnar wrócił do swojego gabinetu i zastał Pabla Rubcowa klęczącego przed sejfem. – Co pan tu robi? – zapytał go Bodnar. – Czekam na tramwaj – odparł Pablo. – Aha – stwierdził Bodnar i wyszedł z gabinetu. – Jak tramwaj może przejeżdżać przez mój pokój? – zaczął zastanawiać się Bodnar i szybko ruszył z powrotem, ale Pabla już tam nie było. – Musiał już odjechać – pomyślał Bodnar. ---------------------- Koalicja Obywatelska Marcin Kierwinski w PoranekTOKFM: Polacy mieli dość rządu, który opowiadał im tylko propagandę sukcesu, a zapominał o tym, jak ciężko się żyje i Donald Tusk chce to zmienić. kolejny z fabryki idiotów ----------------------- Ekspert Jan Dziekoński, zaproszony do tvp info opowiadał o rynku nieruchomości. TVP #czystawoda wycięła krytyczny fragment rozmowy o kredycie 0%. Wzorem TVN niedobra jest mówić źle o pomysłach Tuska. wolne niezależne media 🤮 --------------------- Przemysław Słowik zastępca Urszuli Zielińskiej w Partii Zielonych, właśni dostał pracę w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska, który podlega jego partyjnej koleżance minister klimatu i środowiska - Urszuli Zielińskiej. "Komisja Rekrutacyjna pozytywnie oceniła umiejętności, kwalifikacje i cechy osobowości oraz sposób myślenia kandydata" - można przeczytać na stronie WFOS w Szczecinie. Słowik skończył studia humanistyczne ale teraz za 14 tys. zł. będzie kierownikiem ds. informatycznych. fachowiec z konkursu dymać frajerów --------------------- Z odpowiedzi sądu na wniosek Rzeczpospolitej o dostęp do akt Rubcowa: "zawierają okoliczności, które ze względu na ważny interes państwa powinny być zachowane w tajemnicy” sędzia Lucyna Oleszek, prezes Sądu Okręgowego w Przemyślu. Prokurator Krajowy dziś w TVN: "Nie ma żadnych ustaleń i okoliczności, które mogłyby godzić w interesy Rzeczypospolitej". jeszcze kłamią zamiast podać się do dymisji ------------------------------ Tomasz Wróblewski Dlaczego czasem wydaje nam się, że Komisja Europejska tylko pozoruje walkę z migrantami? Chociażby dlatego, że wydała 9 milionów euro na internetowy projekt pomagający migrantom uniknąć deportacji w Niemczech . „ Handbook Germany” , finansowany przez niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komisję Europejską, instruuje między innymi osoby, których wnioski o azyl odrzucono, jak zapobiegać deportacjom. W podręczniku zaznaczono, że rodziców nie można deportować, jeśli ich nieletnie dziecko jest „zaginione”. Jeśli istnieją „nowe” oznaki „traumy wojennej” lub „prześladowań”, które nie zostały wcześniej rozpoznane. niemcy to idioci -------
-
gdybyś pracował w brukseli dostałbyś za ten pomysł nagrodę idealny do zielonego ładu
-
lipiec - sierpień w ubiegłym roku - export pszenicy z polski poza ue - 930tys. ton rok bieżący - 245tys. ton ciekawe, co na to miałby do powiedzenia minister kołodziejczak
-
Mariusz Kozłowski Rubcow uzyskał dostęp do akt śledztwa w siedzibie ABW co oznacza, że miał bezpośredni wgląd nie tylko w treść dokumentów, ale także w struktury ochrony fizycznej (jako komponentu osłony kontrwywiadowczej) oraz procedur bezpieczeństwa stosowanych przez ABW. Jeśli informacje polegają na prawdzie, oznacza to, że przebywał w jednym z najbardziej chronionych miejsc polskiego kontrwywiadu cywilnego, gdzie przetwarzane są niejawne polskie i międzynarodowe materiały, zdobywając wiedzę nie tylko na temat konkretnej sprawy, ale również o tym, jak wygląda wewnętrzne funkcjonowanie kontrwywiadu . Może to obejmować: - procedury dostępu do informacji niejawnych – jak dokumenty są klasyfikowane, przechowywane i chronione. - systemy zabezpieczeń fizycznych i technologicznych – jakie środki bezpieczeństwa są stosowane w siedzibie ABW. - organizacyjne struktury ABW – zrozumienie, jak kontrwywiad operuje na poziomie instytucjonalnym, co daje #GRU cenne informacje na temat wewnętrznej organizacji polskich służb specjalnych. Nie przypomina to Państwu koszmarnej historii z płk. Władimir Juzwik z FSB kilkadziesiąt razy "odwiedzającego" centralę #SKW w okresie 11.1.2011-30.10.2014. Rubcow uzyskał wgląd w dokumenty dotyczące niejawnych/ej operacji, co daje mu niezwykle cenną wiedzę na temat procedur i strategii operacyjnych polskiego kontrwywiadu cywilnego. To obejmuje informacje o: - taktykach operacyjnych ABW – jak polski kontrwywiad prowadzi działania, jakie procedury, metody i środki stosuje podczas operacji, - mechanizmach ochrony tajnych informacji – w jaki sposób ABW zabezpiecza swoje operacje i osoby udzielejące pomocy, co pomoże 🇷🇺 zidentyfikować słabe punkty w tych systemach i efektywnie je wykorzystać. - struktury działania wywiadu (jeśli polski wywiad brał udział w operacji) i kontrwywiadu – wgląd w to, jak ABW i inne służby współpracują, jak zarządzają informacjami, a także jak reagują na potencjalne zagrożenia zewnętrzne. Rubcow, kadrowy oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, przyjaciel polityków mediów antypisowych. za takie coś powinna być natychmiastowa dymisja rządu
-
We wtorek rząd zajął się przygotowanym przez MSWiA projektem ustawy o działaniach antyterrorystycznych, ustawy o ABW. "Dotychczas treści w internecie, które stwarzają zagrożenie terrorystyczne, pomagają organizować zamach terrorystyczny, wzywają do niego, czy dotyczą różnego rodzaju ataku na inne osoby można było usuwać dopiero po wyroku sądu. Natomiast przyjęty dziś przez rząd projekt pozwala usuwać tego rodzaju treści bez wyroku sądu" – powiedział premier Donald Tusk podczas konferencji po posiedzeniu rządu. Wyjaśnił, że zgodnie z projektem, "szef ABW będzie oceniał, które treści mają charakter terrorystyczny i na mocy jego decyzji będą one usuwane". "Jeśli ich autorzy i właściciele uznają, że reakcja była przesadzona, bądź w ich ocenie nie miały one charakteru terrorystycznego, będą mogli zwrócić się w tej sprawie do sądu" – dodał. po-lszewiki w natarciu wolność słowa i demokracja tak jak my ją rozumiemy 🤮
-
koledzy z okolic lublina jest impreza dla was Od 6 do 8 września w lubelskim Centrum Kultury organizowany będzie festiwal środowiska "queer". W ramach imprezy zaplanowano panel dot. prostytucji. "Celebracja, różnorodność, platforma do wspólnego doświadczania siebie, inspiracji i stymulacji oraz wielogłos różnych środków wyrazu – tym zawsze było i będzie Queerz Get Loud. Camera Femina queeruje Lublin kolejny rok, a nasze miasto stało się ważnym punktem na queerowej mapie Polski" – tak brzmi opis festiwalu. W ramach 5. edycji wydarzenia odbędą się warsztaty, spotkania, dyskusje, premiera zina, projekcje filmowe, spektakl teatralny, koncerty, dragowe i burleskowe show. Jednym z punktów programu jest panel dyskusyjny dot. "pracy seksualnej", czyli prostytucji. Już z samej zapowiedzi panelu wynika, że prostytucja zostanie ukazana w sposób wyłącznie pozytywny. "W historii walki o prawa osób LGBT istotną rolę odgrywały osoby trans, niebiałe, które zajmowały się pracą seksualną. Ten aspekt często zostaje pominięty w narracjach głównego nurtu. Estetyka queerowa zawsze czerpała z kultury pracy seksualnej i seksualności. Ponadto, społeczność osób pracujących seksualnie często była bardziej inkluzywna dla osób queer i zapewniała bezpieczniejsze środowisko w porównaniu wrogiego świata zewnętrznego. W trakcie dyskusji, odbywającej się z udziałem osób mających doświadczenie pracy seksualnej, skupimy się również na temacie ekonomicznego wykluczenia osób queer, dla których praca seksualna często stanowi jedyną drogę do uniknięcia ubóstwa. Dla osób trans, jest to niejednokrotnie jedyna dostępna opcja, aby zdobyć środki niezbędne do rozpoczęcia procesu tranzycji. W obliczu ograniczonych perspektyw, praca seksualna może być sposobem na godne życie" – czytamy. Do udziału w rozmowie zaproszono cztery osoby, które zajmują się prostytucją. Wśród nich "osoba pracująca seksualnie online oferującx usługi takie jak seks telefon, sexting oraz sprzedaż filmów" oraz "sex worker, cam boy pracujący na serwisach internetowych z kamerkami". pieniądze na zboczeńców są ok, ale pieniądze na wozy strażackie lub koła gospodyń to złodziejstwo
-
Jakub Tepper Nigdy nie proszę o retweety, ale tutaj od tego zacznę. Wyjątkowo zależy mi na tym, aby akurat ta historia dotarła do jak najszerszego grona osób. Trochę ku przestrodze, trochę aby uświadomić wiarygodność samorządów na przykładzie trudnej historii z Poznania. Cała sprawa dotyczy tragicznego wydarzenia z końca sierpnia w Poznaniu, gdzie spłonęła kamienica pozbawiając życia dwóch strażaków, a dachu nad głową i miejsca wykonania pracy setek osób. Krótkie wprowadzenie: spłonęła kamienica przy ul. Kraszewskiego 12. Wydana została natychmiast decyzja Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, aby ten budynek rozebrać. Z racji tego, że jest to kamienica przylegająca do dwóch innych, a także niepewnego statusu fasady - wyłączono w ogóle z użytkowania kamienice sąsiadujące, a także kilka kamienic naprzeciwko - do czasu rozebrania numeru 12. Czas trwania rozbiórki nie jest znany. W tychże zamkniętych kamienicach, poza bycia domem dla wielu, znajdują się także punkty usługowe, a pośród nich dwie nasze restauracje: Min’s Table oraz Kimchiken. Poza nami wyłączono jeszcze obok nas: włoskie Brocci, serwis iHospital, lumpeks Modne Lejdis, warzywniak U Farmera, a po drugiej stronie ulicy http://m.in. Bajgle Króla Jana, sklep Mlekovity, restaurację Ona i On oraz jeszcze ze 4-5 punktów usługowych. Dlaczego o tym szczegółowo piszę - to niżej. Sytuacja jest oczywiście super nadzwyczajna. Zaraz po katastrofie rozpaliły się kanały facebookowe miasta Poznań, jak i prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Na potrzeby tego wpisu, skupię się na informacjach istotnych z naszych, przedsiębiorców, punktu widzenia. I tak, 25go sierpnia, dzień po tragicznym zdarzeniu mieliśmy już informacje, że: „Mieszkańcy poszkodowani w nocnym pożarze mogą liczyć na naszą pomoc. Wiemy, że blisko zdarzenia swoje biznesy prowadzą lokalni przedsiębiorcy - o nich również będziemy pamiętać, by jak najszybciej mogli wrócić do prowadzenia swoich działalności.” Dzień później możemy wyczytać: „Robimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc osobom poszkodowanym w niedzielnym pożarze przy ul. Kraszewskiego.” oraz link z informacjami na stronie miasta. Nie ma tam bezpośredniej informacji o przedsiębiorcach, ale można znaleźć takie zdanie: „Osoby poszkodowane mogą dzwonić pod numer Biura Poznań Kontakt: 61 646 33 44, które udzieli dalszych informacji bądź przekieruje do odpowiednich jednostek miejskich.” Ponadto 27go pojawiła się jeszcze informacja: „Pożar był ogromną tragedią dla mieszkańców kamienic i strażaków, ale także dla przedsiębiorców, którzy stracili swoje miejsca pracy i dorobek życia. Już od niedzieli zapewniamy poszkodowanym wsparcie materialne, prawne i psychologiczne, teraz przygotowaliśmy też ofertę dla właścicieli firm. Przedsiębiorcy, których lokale ucierpiały w wyniku pożaru lub są wyłączone z użytkowania, mogą liczyć na preferencyjne warunki pozyskania pomieszczenia użytkowego od ZKZL. Uruchomiliśmy specjalny telefon 664 467 740, pod który mogą zgłaszać się przedsiębiorcy pokrzywdzeni w pożarze przy ul. Kraszewskiego. Można kontaktować się również drogą mailową: kraszewskiego@zkzl.poznan.pl.” Poza powyższymi byłem kierowany w jeszcze kilka miejsc, więc po kolei zweryfikujmy: jak wygląda pomoc miasta poszkodowanym przedsiębiorcom: 1️⃣Telefon do Biura Poznań ❌Brak jakichkolwiek informacji o udzielanej lub dostępnej pomocy, zaoferowane zasięgnięcie informacji w MOPR (tak, Miejskim Ośrodku Pomocy RODZINIE!) 2️⃣Telefon do MOPR ❌Brak jakiejkolwiek pomocy (co oczywiste) skierowanej w stronę przedsiębiorców lub pracowników 3️⃣Telefon do ZKZL ❌Brak jakiejkolwiek pomocy, ZKZL nie jest w żaden sposób pomóc poszkodowanym restauratorom oraz ich pracownikom 4️⃣Telefon do Urzędu Skarbowego (zasugerowane przez miasto) ❌Brak jakiejkolwiek pomocy, możliwość wnioskowania o odroczenie płatności istniała zawsze, nie ma żadnej stworzonej na te potrzeby skróconej choćby procedury 5️⃣Telefon do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (zasugerowane przez miasto) ❌Brak jakiejkolwiek pomocy, możliwość wnioskowania o odroczenie płatności lub rozbicia jej na raty istniała zawsze, jak wyżej - brak jakiejkolwiek nowej procedury 6️⃣Telefon OD (!) Centrum Zarządzania Kryzysowego ❓CZK zadzwoniło do nas wypytując o liczbę pracowników celem ustalenia możliwego wsparcia, super 7️⃣Telefon OD wydziału zajmującego się koncesjami alkoholowymi ⁉️Otrzymaliśmy propozycję złożenia wniosku o rezygnację z koncesji, aby zaoszczędzić na czas zamknięcia lokali z możliwością szybszego wznowienia (propozycja tylko dla nas, inni mogą skorzystać ale poinformowani nie zostali) 8️⃣Telefon do Centrum Zarządzania Kryzysowego ❌Z powodu braku odzewu zadzwoniłem wczoraj, 3go września, do CZK - tutaj padła informacja, że oni zbierali informacje wyłącznie dla Wydziału Działalności Gospodarczej i Rolnictwa 9️⃣Telefon do Wydziału Działalności Gospodarczej i Rolnictwa ❌Uzyskałem informację, że informacje zbierane były celem oszacowania potrzeb wsparcia na poziomie wojewódzkim/ministerialnym, ale - cytuję - „temat umarł” (zwrot dość nie na miejscu, ale ok) i żadnego wsparcia nie będzie. Ale do godziny 12:00 4. września otrzymam telefon z potwierdzeniem na 100%. 🤡Publikuję tekst 4. września, godzina 12.31. Nie, telefon nie dzwonił. ———— A zatem wsparcie jest dokładnie ZEROWE, całkowicie nieistniejące. I wiecie co? No ok. Możemy tak grać w grę, nie ma problemu. Po prostu nic od siebie nawzajem nie chcemy. Nic sobie nawzajem nie obiecujemy. Każdy liczy tylko na siebie, przy czym zakładam, że działa to w obie strony. To akurat dla mnie trudny orzech do zgryzienia, bo wierzę w te wszystkie tematy podatkowe, że składamy się na wspólne dobro i tak dalej. Ale ok, jakoś to przełkniemy. Ale w tym przypadku mam pytania, panie prezydencie. Po co te kłamstwa? Po co komunikaty? Po co puszczanie do opinii publicznej strzępków informacji o udzielanej pomocy mające na celu stworzenie WIZERUNKU dbającego o swoje miasto włodarza? Po co te nieprawdziwe deklaracje, grzanie się w błysku reflektorów i kamer, podczas gdy te odjadą - zamiatanie wszystkiego pod dywan? Wreszcie po co szczujecie zainteresowanych, po co nakłaniacie do spędzania czasu na telefonach, po co wpuszczacie w maliny tych biednych, Bogu ducha winnych urzędników? Po co my im mamy zawracać gitarę, skoro oni i tak nic nie mogą? Po co ta zabawa w kotka i myszkę? Smutne, kłamliwe, też nieuczciwe i po prostu żenujące. Postawmy sprawę jasno, a nikt do nikogo nie będzie mieć pretensji. No może opinia publiczna będzie miała nieco inne zdanie o pomnikowym panie prezydencie, który przecież deklaruje, że działa, więc na pewno działa. I wiecie co, w sumie nawet gdyby na tym ta historia się zakończyła, to może nie chciałoby mi się siedzieć i pisać. Może by mi się nie ulało. Ale potem z żoną zobaczyliśmy wczorajszy wpis na profilu miasta Poznań: „Pożar na ulicy Kraszewskiego to dramat nie tylko tych, którzy bezpośrednio ucierpieli w tym tragicznym wydarzeniu. Jest wielu przedsiębiorców, którzy potrzebują wsparcia. Duża część z nich przylega do strefy 0 i normalnie funkcjonuje - Ci którzy znajdują się w zamkniętej strefie organizują dowozy oraz prowadzą inne działania by nadal świadczyć swoje usługi.Pamiętajcie o nich.✌️” W tym kuriozalnym wpisie (✌️??) nie tylko nie zostało nazwane czy też oznaczone żadne poszkodowane miejsce, minimum jakie można by zrobić aby zwrócić uwagę tych dziesiątek tysięcy osób obserwujących profil (a powyżej wspomniałem raptem ile tych miejsc jest). Co więcej, zostały dodane do wpisu 4 zdjęcia, z których ŻADNE, ani jedno, nie zawiera choćby jednego zamkniętego miejsca. Z bliska czy z daleka. Te miejsca nie istnieją. Ale PAMIĘTAJCIE O NICH. Noście w sercu. Przyznam, że - przepraszam - ale takiej mokry szmaty na ryj to mogli nie poczuć kibice za kadencji Rumaka przy Bułgarskiej. A te nasze 27 pracowników (i dziesiątki w innych firmach), które z dnia na dzień straciło miejsce pracy? A to nieważne, to sobie przecież „dzielni przedsiębiorcy” poradzą, jak zawsze. —— I to tyle. Tak wygląda prawdomówność i „expectation vs reality” poznańskich włodarzy. Nie wchodźmy proszę w temat wyciągania ręki po pomoc „biednego przedsiębiorcy” (nie oczekuję ani złotówki dla siebie i nigdy nie oczekiwałem, ew. zainteresowania się pracownikami) czy kwestii ubezpieczenia (które mamy, ale nie przysługuje z różnych względów formalnych związanych z katastrofą). I wiem, że narażam się na śmieszność i oskarżenia o pieniactwo i co tam jeszcze. Trudno. Przedstawiam tylko punkt widzenia i doświadczenie, które oficjalnymi kanałami przedstawiane nie są i już sobie idę. Będę za to wdzięczny, ponownie, za wszelkie podania dalej, za oznaczanie potencjalnie zainteresowanych mediów czy, niech będzie, polityków. Może warto poznać też tę stronę uśmiechniętego Poznania. na dzwiach do restauracji nakleili 8 gwiazdek i logo strajku morderczyń dzieci - i też zostali olani, ............ "Nie zamierzam się wypierać, że tak było. Ale człowiek dorasta, zmienia się i może jedynie przeprosić za gówniarskie i głupie zachowania". dobrze, że chociaż przyszła refleksja pozostał tylko wstyd
-
Patryk Słowik Sorry, ale to jest, k…, niesamowite. Zarzucasz PiS-owi upolitycznienie największej instytucji naukowej w Polsce. Dochodzisz do władzy - szefem instytucji robisz wiceprezesa jednej z koalicyjnych partii, a polityków innych koalicyjnych partii wsadzasz na stanowiska po kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie, jednocześnie zwalniając profesorów o międzynarodowej sławie.
-
kataryna No powiem Wam, że gruba ta akcja prokuratury. Zazdroszczę ludziom nie mającym cienia wątpliwości do siłowego wchodzenia do stowarzyszenia i wydawcy mediów w sprawie poszukiwania autora okrzyków sprzed 6 lat. I piszę to brzydząc się ludźmi pokroju Bąkiewicza.
-
to jest dobre, chciałeś wyśmiać romana a znowu zrobiłeś z siebie kretyna co "nie ogarnia" nie ma takiego banku jak PKO SA jest PEKAO SA
-
Prawie połowa (!) miejskich radnych Wrocławia otrzymywała wynagrodzenie od miejskich spółek, które powinni kontrolować. Na wstydliwej liście jest też była posłanka Platformy Obywatelskiej Ewa Wolak. Obecna radna jest zatrudniona w podległej gminie jednostce, a do tego pobierała wynagrodzenie od spółki MPWiK oraz ze Stadionu Wrocław. Mamy jej umowę i jest ona – delikatnie rzecz ujmując – kontrowersyjna. Wynika z niej bowiem, że pani polityk zajmowała się tam sprzątaniem i odpadami. https://www.salon24.pl/newsroom/1396360,byla-poslanka-po-z-fucha-na-stadionie-slaska-chodzi-o-sprzatanie oczywiście wszystko legalnie, fikcyjne stanowiska i wysokie wypłaty, i najważniejsze, że pis kradnie a oni nie nigdzie nie ma takich wielkich wałków jak w samorządach
-
ten spadek jest trochę powodowany kulturowa a w większości spowodowany polityką balcerowicza z początku lat 90, czyli 25% bezrobociem 500+ spowolnił trochę trend na krótki czas ale go nie zatrzyma i nie zmieni, to są procesy kilkudziesięcioletnie ----------------- ropa -5% - 👍 i oby więcej
-
Krzysztof Paszyk - Minister (niedo)rozwoju i technologii "W przeciwieństwie do programu PiS-u, w kredycie na start będą mogli brać udział single". To pierwsza różnica jaka przyszła do głowy obecnemu ministrowi, odpowiedzialnemu za wprowadzanie dopłat do kredytów Rozumiecie? Facet stoi na czele ministerstwa, które wmawia wam, że projekt został dokładnie przeanalizowany, nie wie, że single stanowili większość osób korzystających z poprzednich dopłat do kredytów. co jeden to głupszy, skąd oni tych idiotów biorą? przecież to się w głowie nie mieści
-
Kup pan certyfikat. Cała Polska ze "znakiem jakości" Osoby i firmy powiązane z Michałem Kaczmarczykiem, rektorem Akademii Humanitas w Sosnowcu, i samą uczelnią sprzedają certyfikaty, akredytacje i nagrody w konkursach. Kupują je publiczne uczelnie, samorządy, szpitale, państwowe urzędy (nawet ZUS). Tylko za same akredytacje naukowe wystawione przez jednoosobową działalność gospodarczą z Sosnowca 84 publiczne uczelnie zapłaciły w ciągu ostatnich lat 1,99 mln złotych. Zanim szefostwo państwowej instytucji będzie mogło pochwalić się wybranym przez siebie certyfikatem, musi za to zapłacić. Jest tylko jeden wyjątek. Bezpłatny jest tytuł "Złotej Temidy" - nagrody dla prawników. Konkurs zainicjowaliśmy cztery lata temu w mrocznych czasach rządów PiS, aby zaprotestować przeciwko łamaniu w Polsce standardów praworządności. Byliśmy pierwszą i jedyną uczelnią niepubliczną w kraju, która w tamtym okresie odważyła się jawnie i publicznie przeciwstawić zawłaszczaniu sądów przez polityków i naruszaniu zasad państwa prawnego - mówi rektor Michał Kaczmarczyk. Nie wiadomo, ile pieniędzy zapłaciły wszystkie podmioty publiczne nabywające certyfikaty od firm i osób związanych z Akademią Humanitas oraz jej rektorem. Wiadomo, że mowa o kwotach idących w miliony zł. Pieniądze na ten cel pochodziły w praktyce z kieszeni podatników. Nie wiadomo, czy pacjenci widzący, że dany szpital jest "Liderem Zaufania Pacjentów", uznają, że świadczy wysokiej jakości usługi medyczne, czy że ma czytelną stronę internetową. Nie wiadomo, ile składanych wniosków jest odrzucanych, a tym samym - czy nie jest tak, że kto się zgłosi i zapłaci, ten otrzymuje certyfikat. Grażyna Kaczmarczyk nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie w ciągu miesiąca. Nie wiadomo, co skłoniło Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, by korzystać ze wsparcia eksperckiego Michała Kaczmarczyka, a którą to współpracą Kaczmarczyk się publicznie chwali. KPRM nie odpisała nam przez niemal dwa miesiące. Nie wiadomo również, co na temat kupowania prywatnych akredytacji przez publiczne uczelnie sądzi Dariusz Wieczorek, minister nauki. Chcieliśmy z nim o tym porozmawiać, ale nie znalazł czasu. Wiemy natomiast, że minister nauki skierował sprawę do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, by rektorzy przeanalizowali zasadność przekazywania środków na tego typu certyfikaty. - Mam wrażenie, że ktoś postanowił przetestować polskie państwo. I ten test oblaliśmy. W normalnie funkcjonującym kraju powinno być tak, że to organy państwowe certyfikują i wyróżniają inicjatywy prywatne. W Polsce stoi to na głowie i publiczne instytucje płacą różnym "krzakom", żeby pochwalić się nic nieznaczącym tytułem - twierdzi związkowiec Piotr Szumlewicz. Paweł Figurski i Patryk Słowik kolejna patologia, czy to się kiedyś skończy?
-
nadal nie rozumiesz jakiego głupka z siebie robisz??? a wiesz już może, że ten podpis to nie był błąd tylko narracja dla sekciarzy takich jak ty?
-
Jakub Wiech W związku z kolejnymi informacjami z Niemiec będącymi w zasadzie zarzutem pod adresem Polski o utrudnianie śledztwa ws. wysadzenia gazociągów Nord Stream chciałbym poinformować, że: 1) wysadzenie gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2 było projektem biznesowym prywatnych podmiotów, a nie politycznym. 2) do wysadzenia Nord Streamów można było się przyłączyć i czerpać z niego korzyści; skargi w tym zakresie uważam za żal z powodu straconych szans biznesowych. 3) Polska dokładała i dokłada wszystkich starań, by decyzje o wysadzaniu gazociągów nie były podejmowane ponad głowami Niemców.
-
zobaczcie jakie to jest sekciarstwo pokazałem tylko co zrobił i powiedział tusk i zostałem za to zaatakowany, wszystko dla swojego guru @hubertuss długo mógłbym pisać o twoim poziomie wiedzy, ale .......... sam się przedstawiłeś buachaaachaaachaaaaaaaa -------------------- tvn24 Jerzy Wenderlich został wykładowcą na najważniejszej polskiej uczelni wojskowej. Nazwisko byłego polityka SLD pojawiło się w oficjalnym programie studiów zanim w ogóle ogłoszono konkurs na stanowisko adiunkta. "Przyszło polecenie". @hubertuss ty i twoi koledzy musicie zwiększyć zakup wazeliny
-
biedny tusk nie wie co podpisuje, dobrze, że to nie była jego dymisja bo by się zapłakał tusk dzisiaj: - Nie będę owijał w bawełnę. Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, nastąpił błąd tusk 21.08.2024 Błędy się zdarzają, ale trzeba za nie płacić. Dotyczy to w szczególności łudzi władzy. Wiceminister z całą pewnością wie, co powinien zrobić. to teraz fałszywcu wiesz co masz zrobić
-
pis kradnie Rok temu, kiedy marszałkiem Sejmu była Elżbieta Witek, podległa jej kancelaria w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2023 r., przyznała tylko 57 premii. W sumie urzędnicy otrzymali 167,4 tys. zł. Przeciętna wartość nagrody wyniosła wówczas 2936,69 zł brutto. Sprawdziliśmy, ile w tym roku wypłacono takich premii w Kancelarii Sejmu. Okazuje się, że kwota była o wiele większa. "W 2024 r. wypłacono 514 nagród na łączną kwotę brutto 3 mln 602 tys. zł" – tak na nasze pytania odpowiedziało Biuro Obsługi Medialnej. Średnia kwota brutto nagrody wyniosła 7 tys. zł. dymać frajerów ---------------------------------- "To musi się wreszcie skończyć" — zaapelował zastępca przewodniczącego frakcji CDU/ CSU w Bundestagu Jens Spahn, po piątkowym ataku nożownika w Solingen. Polityk wezwał do zamknięcia niemieckich granic — jak ocenił, tragiczne zdarzenie pokazało "konsekwencje utraty kontroli nad procesami migracyjnymi". głupi jak niemiec
-
Janusz Cieszyński Lex Wiatrak 2.0 czyli jak Hennig-Kloska znowu chce przetransferować pieniądze z naszych kieszeni do właścicieli farm wiatrowych. Jedyna pozytywna wiadomość jest taka, że tym razem faktycznie wzrost będzie wynosić 30 złotych, a nie 30% 😂 Chcecie dowiedzieć się więcej? Zapraszam na dłuższy wpis🙂⤵️ O co tu chodzi? W tym tygodniu mają zakończyć się prace nad rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska dotyczącym % energii, który trzeba pokryć tzw. zielonymi certyfikatami – czyli papierem, który dostaje część producentów energii z OZE (głównie ci którzy wybudowali wiatraki przed 2016 r. Ten system nie obejmuje nowych instalacji OZE!). Następnie te papiery sprzedawane są na giełdzie i stanowią dodatkowy przychód dla tych wybranych producentów OZE. Ustawa określa tę wartość na 19,35%, ale daje ministrowi instrument pozwalający obniżyć tę wartość na kolejny rok. Ze względu na gigantyczne wzrosty cen energii spowodowane sytuacją na rynkach światowych rząd podjął w 2023 roku decyzję o obniżeniu obowiązku pokrycia zielonymi certyfikatami z 12% w 2023 roku do 5% w roku 2024. Doprowadziło to do znaczącej obniżki cen certyfikatów: Ile za to zapłacimy? Jeżeli wrócimy do stanu sprzed zmiany, można śmiało założyć, że gospodarstwo domowe zużywające 2000 KWh rocznie (to średnia w dla polskiej rodziny) zapłaci prawie 6 razy więcej i dopłaci ok. 30 złotych rocznie. Ktoś powie - 30 złotych to nie tak dużo, skoro ten mechanizm ma wspierać długoterminową opłacalność OZE. Jak mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" chyba największa w Polsce entuzjastka wiatraków @hennigkloska : "zobowiązaliśmy się jako państwo, na długo przed 2024 r., do wspierania tych wytwórców przez 15 lat, co ma pozwolić na zwrot zainwestowanego kapitału w instalacje OZE, które powstawały przed 2016 r. Popyt na certyfikaty musi być zrównoważony, a ten wynika z wysokości obowiązku OZE". Warto też odnotować, że na system składają się wszyscy odbiorcy energii, my zapłacimy 30 zł, ale dla piekarni czy zakładu produkcyjnego koszty są znacznie wyższe i liczone w tysiącach lub nawet setkach tysięcy złotych. Na końcu za wszystko zapłacimy my wszyscy. Co wyniknęło z kontroli poselskiej? Aby spojrzeć na to obiektywnie w ramach kontroli poselskiej zwróciłem się do Prezesa URE z prośbą o informację o tym, jakie spółki otrzymały najwięcej certyfikatów, które potem mogły sprzedać na giełdzie. 50 największych beneficjentów podzieliłem na 3 grupy: spółki Skarbu Państwa oraz inwestorów krajowych i zagranicznych. Najwięcej certyfikatów otrzymali inwestorzy zagraniczni - 47%. Drugie są spółki państwowe - 44%, a na trzecim miejscu jedynie 9% mają polscy inwestorzy prywatni (np. Polenergia). Spojrzałem z ciekawości do sprawozdań finansowych paru największych spółek prywatnych w tym zestawieniu. Może faktycznie mają problemy z opłacalnością, a Polsce grozi arbitraż i kary za doprowadzenie ich na skraj bankructwa...? No cóż, zapraszam do spojrzenia w najnowsze sprawozdanie finansowe należącej do 🇮🇱 inwestora spółki Fieldon Investments Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Wiatromill Spółka Jawna. W 2022 roku osiągnęła rentowność netto na poziomie 72% przy przychodach równych 284 mln złotych 😀 Rok wcześniej przy niższych cenach energii było to jedynie... 40% przy 133 mln zł przychodu. Nieźle radzi sobie też spółka Relax Wind Park I - 2022 to 52% rentowności przy 198 mln złotych przychodu, a 2021 to 40% przy 123 mln. Relax Wind to z kolei 🇪🇸 gigant z branży energii odnawialnej. Co powinniśmy zrobić? Podsumowując tę sytuację - minister @hennigkloska forsuje rozwiązanie bardzo korzystne dla branży OZE. Za jej szczodrość zapłacimy wszyscy. W 2023 roku wyemitowano 17,8 mln zielonych certyfikatów. Jeśli zmiana oznaczałaby powrót do stanu rynku z 2023 roku oznaczałoby to, że producenci zielonej energii dostaną prawie 2 miliardy złotych więcej. Z powyższych szacunków wynika, że prawie połowa tych pieniędzy popłynie zagranicę jako zwrot dla zagranicznych inwestorów. Bardziej zielono od tego w Polsce się nie zrobi. Dlaczego zatem tak się dzieje? Obawiam się, że to kwestia doboru ekspertów, którzy nadają obecnie ton w MKiŚ. Ostatnio na stanowisko dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska, który ma stanowić zaplecze eksperckie ministerstwa powołano eksperta fundacji ClientEarth forsującej za wszelką cenę zieloną agendę. Szefową jej Rady Powierników jest z kolei prawniczka, która reprezentuje m.in. zagranicznych inwestorów z branży OZE i tak to kółko się zamyka. Rozumiem konieczność doboru profesjonalnych kadr, ale mam wrażenie, że w tym rozdaniu reprezentowana jest tylko jedna opcja, czego efektem są takie "prezenty" jak ten o którym piszę powyżej. Będę z uwagą śledził rozwój sytuacji - nie powinniśmy pozwolić na to, aby w czasie coraz większej drożyzny dorzucać Polakom kolejne pozycje do rachunków za prąd.
-
mentzen dobrze podsumował peowski seans nienawiści finansowany przez min. niemców "Problemu nie ma, bo ministrowie Tuska zachęcają tylko do j….. nielubianej partii. Gdyby zamiast PiS w tej piosence były niektóre mniejszości religijne, seksualne, czy narodowe, to mielibyśmy skandal na całą Europę" niczym się nie różnią od ruskiej chołoty, ten sam kod genetyczny
-
kolejna zmyślona afera w celu wywołania chaosu w polsce --------------------- Katarzyna Kotula Część osób mówi dziś, że w czasie wojny na Ukrainie są ważniejsze rzeczy do zrealizowania http://m.in modernizacja i dozbrojenie armii, ale pytam czym jak nie kwestią bezpieczeństwa jest kwestia legalizacji związków partnerskich? „W sytuacji zagrożenia i toczącej się za naszą wschodnią granicą wojny, wprowadzenie do polskiego prawa możliwości zawarcia takiego związku, w sposób szczególny wydaje się być jednym z priorytetowych zadań państwa.” fabryka idiotów pracuje pełną parą
