Panowie, widzę że w temacie zrobiła się przysłowiowa g...oburza. O co??? Każdy ma jakieś tam przekonania i ciężko jest zmusić go żeby zaczął inaczej myśleć. Tu wchodzi kwestia wychowania, wiary albo jej brak i jeszcze kilka innych kwestii. Co do orki, czy ogólnie ciężkiej roboty w polu to przepraszam, ale takie rzeczy można robić w inny dzień tygodnia choćby nie wiem co. Co innego żniwa, sianokosy itp, a już napewno jak się trafi mokry rok i zbiory są "kradzione". O pracy w obejściu nie wspominam, mus to mus. Czy nie większym grzechem jest marnowanie żywności i pozwolić jej zgnić, czy zrosnąć na polu???
Teraz jeszcze historyjka, którą opowiadał mi mój dziadek jak byłem mały. Otóż jako, że mieszkam na podkarpaciu, przed wojną na niektórych wsiach było sporo ukraińców którzy żyli z Polakami w zgodzie, były mieszane małżeństwa itp, ale ja nie o tym. Jak wiadomo my jesteśmy katolikami, oni prawosławni. Było tak, że jak Polacy obchodzili święto, to sąsiad ukrainiec z szacunku do sąsiada nie pracował ciężko itd. To działało w dwie strony bo Polacy robili tak samo gdy cerkiew miałą swoje święta. Dało się? Dało. Bez uszczypliwości, nieprzyjemności i obrzucania się błotem takiego jak tu widzę.... Inna sprawa co się działo w wojne, bo to temat do całkiem innej dyskusji.