Ja na wsi mieszkalem do 25 roku życia i mialem w planach to przejąć i kontynuowac, ale z wiekiem sie priorytety zmieniaja. Ostatnio jak ojciec zachorowal i lezal w szpitalu to przez dwa tygodnie wstawalem o 4 i jechalem mieszac krowa pasze, siostra przyjezdzala pomoc w dojeniu. Na 8 do pracy i po 16 z powrotem bo akurat byl okres robienia kiszonki z lucerny, do domu wracalem 22-23. Przez ten czas nie widzialem malych dzieci z ktorymi mieszkam pod jednym dachem, wiec mi nikt nie wmówi ze krowy mleczne to zloty interes. Gdyby tak bylo to wszyscy by sie w to pchali. Mnie najbardziej odstrasza wizja choroby na gospodarstwie. Rodzice lat ok 60 wiec roznie to bywa, zone mam z miasta wiec sie raczej do krow nie nadaje, a jedna osoba to za malo. Glupie zlamanie nogi czy inny wypadek i sie wszystko sypie. Zwierzęta tez bywaja niewdzieczne, kupisz jalowje za 5 tys, liczysz na super wyniki, a tu problem z porodem, zanimlekarz przyjedzie to cielaka juz nie da sie uratowac, krowa po poradzie przez tydzien nie wstaje, pakujesz w nia jeszcze pieniadze przez weterynarza, az w koncu przyjezdza po nia lowca skor i jak ci 500 odpali to sie mozesz cieszyc. Albo przychodzi susza i z 5 hektarow lucerny zbierasz 10 belek sianokiszonki... Takich przykladow Ci moge wiele przytoczyc. Mi praca na etacie daje ogromna swobode, chce to pracuje, niechce to biore wolne, albo prace zmieniam. A w międzyczasie moge sobie pole obrobic, cos zasiac i zebrac. Ziemia odlogiem nie lezy, a zawsze jakis grosz z tego zostanie..