wiesz Jacuś, mieszkam nieco bliżej, i wioski okoliczne były w znaczniej części wysiedlone, w tym moi dziadkowie aż pod Wadowice do obcych ludzi do jednej izdebki... ci co zostali zasuwali u Bauerów, osadników, którzy dostawali pola wysiedlonych i nie tylko, po sąsiedzku mam jeszcze taki poniemiecki barak, rzut beretem, i nie w głowie im było odbijanie ludzi z obozu bo po prostu wielu się modliło żeby nie podpaść, ten barak postawili więźniowie, a żydówki z obozu przyszły go tym Rumunom wysprzątać, żeby się nie przemęczali, dziadek pracował w IG Farben, miał kontakt z więźniami, były to różne nacje, nawet Włosi, i za rozmowę z więźniem ten więzień już się drugi raz w pracy nie pojawiał a i samemu można było do domu nie wrócić... (jak szwagier dziadka, który zwrócił uwagę Niemcowi, że dostał zepsutą łopatę) można się domyślać jak skończyli ci więźniowie, raz opowiadał prosił go któryś prawdopodobnie o jedzenie, w obcym języku, to jak tylko kapo to skumał, to mu pałą wylał, i już się ten więzień do roboty nie przyszedł, łatwo się mówi, tylko te obozy i getta były w wielu miejscach, pewnie też bliżej Twoich stron...