Dawno temu kupowałem od rolnika jd w centralnej wlkp. Przy handlu kawa i coś do kawy. Parę dni później przy odbiorze tak samo i oczekiwanie na umycie i wysprzątanie. Sprzęt pierwsza klasa.
Obatelski nowogrodzki "polski rocky" pewnie wolałby wyjść na 12 rund z np.Tysonem i mieć jakiekolwiek szanse na jego trafienie niż przyjmować kolejne stendapowe nockdowny od swojego wielkiego ( hihi ) namiestnika.
Dawno temu na 10hektarowej działce o kształcie prostokąta bez żadnych drzew i innych przeszkód obcięli 61a, na drugiej 3hektarowej 25a, na trzeciej 2hektarowej 3a. Ta ostatnia ok., może błąd pomiaru, ale tamte dwie? Decyzja w dłoń, konkretna zjebka w arimr i od tej pory spokój i żadnych potrąceń. To był chyba drugi rok pomiarów na ekranie komputera.
Rozumiem Twój tok rozumowania. U mnie smerfy, casy, steyery, mfy to incydenty. Jest kilka valtr, ale raczej chwalą, o zniszczonej skrzyni nie słyszałem. W smerfach narzekają, że te konie to raczej kucyki.
Ale dlaczego prawdziwy "aktywny" rolnik ma udowadniać, że jest aktywny? Kolejna papierologia. To agencja powinna udowodnić "nieaktywność". Niestety przez polską "zaradność" cierpią zwykli rolnicy, bo muszą cały czas coś udowadniać, składać wnioski, oświadczenia itp.
Zostałem wychowany w szacunku do ziemi i nigdy takich numerów nie robiłem na polu.
Ale czy taka sytuacja jest normalna? Jest coś takiego jak "dobra praktyka rolna". Zabrać dopłaty na 5lat.
Przez takich i podobnych debili mamy sztywne terminy i stosy niepotrzebnej papierologii.
Wszędzie klepie zgody, klika w głupoty, to potem nic innego mu nie wyskakuje. Net, po analizach, tylko głupoty mu wyświetla,a ten klika. No czego nie rozumiesz?🤣