Miałem taką akcję z polem ciotki. Składałem o dopłaty ja co roku i jednego roku złożył też ktoś na tą samą działkę. I miałem telefon z agencji, że na tą działkę są dwa wnioski, jeżeli jestem właścicielem, mam zanieść akt notarialny lub jakąś umowę między mną a właścicielem i najlepiej żeby właściciel działki sam pofatygował się do agencji. No i tak było i to przeszło.
Jak ktoś kto dzierżawi na gębę może mieć większe prawa od samego właściciela. Panowie trochę ogłady. A nawet jak jest umowa, a pole idzie na sprzedaż, to umowę się wypowiada w tybie natychmiastowym bo tak mi się życie ułożyło, i nie czegoś takiego że dzierżawca ma prawo jakiegoś pierwokupu. Właściciel może sprzedać komu się podoba.
Co do zwrotów kosztów uprawy, jak była umowa, to tylko sprawa i kodeks cywilny. Na gębę może cmoknąć w pompkę. Nie mówimy tu o po prostu ludzkiej przyzwoitości, tylko jak to wygląda prawnie.