Jakoś po donosie było spotkanie wiejskie i ludzie wpisywali się na listę czytelnie imieniem i nazwiskiem i po tygodniu pojechałem do gminy niby przeczytać protokół i listę, no i charakterystyczne znaki mi się nie zgadzały, ale grafologiem nie jestem. Później paczka kolegów mnie odrzuciła i mi wygarnęła, że jak brałem prowy to powinienem się tylko z pola utrzymywać, i nie powinienem zarabiać jeszcze na tym czy na tym, i kontakt urwany z dnia na dzień po kilku latach. Także lista jest długa.