Do mnie parę lat temu mieli dowieźć trochę nawozu z agroloku. Byłem na tyle uprzejmy że wyjechałem samochodem żeby kierowca nie błądził. Zdążyłem wjechać do garażu a ten cymbał już siedzi na niżej położonej polanie i zakopany - "chciał sobie ładnie cofnąć na podwórko". Jeszcze mnie zrypał "gdzie ja go prowadzę". Nie wiedział gdzie z przodu linkę zahaczyć, męczyłem się z 1h żeby go wyciągnąć, w między czasie załatwiałem większy ciągnik i na końcu mnie opieprzył że przeze mnie stracił następne zlecenia