Mój ojciec ma inną, zjebaną mentalność. Ważne, żeby na rachunki było bo co miesiąc kilka tys. zł wpada... Mówię, że z tych krów to więcej roboty niż zysku bo i tak ilość mleka marna. No to po co w ogóle to trzymać i się zarywać przy nich, tym bardziej, że dojarka konwiowa i również ręcznie daje się jedzienie. Nie chce inwestować w krowy, wymianę tych starych bo przecież jeszcze ciele z tego jest. Ma te 19szt. z czego 8szt.(7-13lat) w doju aktualnie 15szt. Co drugi dzień oddawane 250L. Po co dbać o krowy, robić im dobre sianokiszonki tym bardziej, że nie są z kwaśnych łąk torfowych jak lepiej zebrać już wykłoszone trawy, aż się ziarna traw wysypują przy wybieraniu beli bo byle żarcie było i kiche zapchać.
Mamy słabe ziemie, porządnie zostaliśmy po dupie w tym roku.
Tak samo po co przesiewać stare łąki, takie ponad 20 letnie gdy już prawie nic tam nie rośnie oprócz szczawiu i krwawnika, aż w końcu się dochodzi do ściany jaką jest susza 2023 i brak odpowiedniego zapasu z dobrego sezonu 2022 właśnie przez taką mentalność. Jak żyć z takim człowiekiem...