I jak tu takiemu coś wytłumaczyć skoro nie ma najmniejszego pojęcia o gospodarce i ekonomii, a słucha tylko populizmów Kaczyńskiego rodem z PRL. Może wyjaśnie na przykładzie tych stoczni, o których piszesz, że je zrujnowano. Po pierwsze przemysł stoczniowy był zacofany, drogi, niewydajny, z ogromnym przerostem zatrudnienia, źle zarządzany, a po 89 funkcjonował jedynie na kroplówce państwa, na którą wszyscy się zrzucaliśmy czego chyba nie wiesz. Wszelkie próby reform były blokowane przez związki, więc nie miało to prawa funkcjonować, pozostawienie tego był by poprostu okradaniem reszty społeczeństwa. Ale na całe szczęście znalazł się, ktoś z jajami i zrobił tym porządek i co? A no to, że dzisiaj branża ta tyle, że w prywatnych rękach znów zatrudnia niemal tylu pracowników, co w latach prosperity, uzyskując natomiast o wiele wyższe przychody i z nielicznymi wyjątkami - wszystkie jej zakłady są rentowne i zajmuje drugie miejsce w Europie i 5 na świecie. Zaraz jakiś palant wyskoczy, że wszystko jest w rękach pazernych Niemców więc uprzedzę, że owszem część firm jest zagranicznych nie tylko niemieckich ale np. francuskich i co w tym strasznego? Ja widzę więcej plusów niż minusów, jednak najważniejsze jest, że ten przemysł nie jest już ciężarem dla państwa, a wręcz odwrotnie, płaci podatki, ludzie mają zatrudnienie oczywiście nie ma juz takiej laby jak dawniej, że połowa stała pod murem i krzyczała o przywilejach tylko trzeba pracować wydajnie i na warunkach rynkowych.
I to samo musi się stać z górnictwem gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza jak w stoczniach. Nie ma innego wyjścia jak to sprywatyzować i gwarantuje, że większość pracowników znajdzie zatrudnienie w prywatnych firmach bo węgla potrzebujemy tyle, że tam trzeba będzie zasuwać, a pensje ustali rynek i tu jest pies pogrzebany bo dlaczego tam jest taki opór pracowników i związków?