Skocz do zawartości

lukasz222

Members
  • Postów

    3637
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez lukasz222

  1. Cena jak na Zetora nie jest taka wysoka, niektórzy za trupa U-904 więcej wołają (przy czym nie twierdze, że jedno i drugie jest tyle warte)
  2. Właśnie słyszałem że Julius b. podatny na choroby podstawy. Zwłaszcza, że siany po zbożu. Do tej pory miałem Arkadię to skupienie szło prawie wyłącznie na mączniaka. Teraz szukam jakiejś dobrej mieszaniny na podstawę, ale też nie chciałbym przesadzić z ceną na tych paru ha.
  3. @slawek dzieki za rade, rzeczywiście można by się bardziej skupić na liściu przy Sailorze.
  4. Co byście polecili do ochrony podstawy w pszenicach Julius i Sailor? Mieszanina Bumpera Super (prochloraz i propikonazol) z tebu dałaby radę?
  5. https://www.olx.pl/oferty/uzytkownik/1gbVh/ Ktoś zna, słyszał, ma jakieś opinie o tym handlarzu?
  6. To tur strasznie lichy jak na ten traktor, to sie nie dogadamy, dla mnie minimum musi być 1300kg +
  7. Ile ten tur ma udźwigu?
  8. Może i tak być, tyle, że mało kto posunie się tak daleko. Rzut beretem ode mnie kupili Fendta bodajże poniżej 5tys mth, więc na pewno tani nie był, a jednak serwis znalazł prawdziwy, wyższy przebieg i sąd miał robotę.
  9. Koszt dojazdu serwisu korbanka + roboczogodzina i masz czarno na białym prawdziwy przebieg, tylko że potem trzeba się sądzić z handlarzyną, więc trzeba go brać pod włos zanim spisze się umowę.
  10. Na B to nawet za autem przyczepki powyżej 750DMC nie pociągniesz, poza tym w tym jednym przypadku przepisy są jasne i @mariusz już chyba je wskazał - przy kat. B za ciągnikiem tylko przyczepa lekka do 750kg DMC
  11. Wkradł Ci się jeden 'drobniutki' błąd, bo dyskusja zaczęła się od podliczenia zysku z opasa, dokładnie bodajże ile złotówek czy groszówek zostaje w kieszeni na dzień. Czy trudno mi się wycofać? Chyba za bardzo nie mam z czego, bo już co najmniej dwukrotnie przyznałem Ci rację, przy czym nadal zaznaczam, że nie neguję żadnego rachunku ekonomicznego, bo nie był on wcale przedmiotem mojego zainteresowania w tej dyskusji i kto jak wybiera alternatywę - wszystko mi jedno
  12. Nie przypominam sobie, żebym stwierdził, że liczą się tylko i wyłącznie fakty dokonane, umiejętność przewidywania i planowania (czyli niejako gdybania) to cechy dobrego przedsiębiorcy. A to, że niemal nie da się przewidzieć w rolnictwie co będzie bydle warte za dwa lata, to już nieco inna para kaloszy i tu już o gdybaniu można polemizować. Tak więc nie zaprzeczam sam sobie, bo gdybanie odrzucałem w przypadku prowadzenia bieżącego rachunku księgowego gospodarstwa. A ten jak sam wiesz albo jest prowadzony wg tego co sie faktycznie dzieje, albo możemy się nim podetrzeć. Nie trzeba za mocno główkować żeby przeprowadzić symulację jaką zrobiłem wyżej, ceny skupu są informacją powszechnie dostępną, wystarczy złapać za telefon, obdzwonić skupy żywca i płodów rolnych, wyciągnąć średnią i dochodzić, czy warto kupić warchlaki, czy ładować zboże na przyczepy. Lub w przypadku faktu dokonanego sprawdzić, czy faktycznie dobrze zrobiliśmy tucząc lub sprzedając zboże Tak na sam koniec powinieneś się chwilę pochylić nad tym, czy Ci których bronisz, w ogóle rozumieją to co wszystko co tu napisałeś B) cała 'burza' wzniecona była o prowadzenie swego rodzaju rachunkowości, Ty sam mocno wchodzisz w ekonomię, która jak sam napisałeś jest bardziej skomplikowana. Przyznać Ci mogę rację jeśli chodzi o Twoje tłumaczenia w ogólnym pojęciu ekonomicznym, ale przy prowadzeniu zwykłego rachunku, to dla mnie sens ma jedynie opieranie się na kosztach poniesionych, a nie teoretycznych. Co sam zresztą potwierdzasz:
  13. Pytanie po co to wszystko do kupy mieszać, sztucznie zawyżać nakład i główkować? Prowadząc prosty rachunek gospodarstwa mam informację o poniesionych nakładach. Tej wiedzy wymaga ode mnie chęć sprawdzenia rachunku ekonomicznego, bo coś muszę do zamierzonego lub osiągniętego efektu przyrównać. Zakładając, że w 1 ha włożyłem 2,5tyś zł, to przy plonie 6t/ha mam zboże za ok 420zł/t. Te trzy świnie kosztowały mnie 1520zł, przychód 1800, zysk 280zł. Gdybym sprzedał tę tonę zboża, sam zysk wynosiłby 160zł. Niby gorzej. Ale nie ponoszę pozostałych kosztów związanych z chowem tuczników, jedynie załadunek i transport zboża, ew. przeładunki czy zwalczanie szkodników. Proste i przejrzyste A co do samego rachunku ekonomicznego - załóżmy, że efektem jaki chcę osiągnąć jest te zarobione 280zł. Przy tucznikach taki zysk osiągam przy nakładzie 1520zł. Chcąc osiągnąć ten efekt na zbożu muszę go sprzedać więcej niż zjedzą te 3 świnie, bo równo 1,75t, ale poniesiony nakład będzie równy jedynie 735zł. Zarówno przy zasadzie największego efektu, jak i zasadzie największej oszczędności, mój rachunek ekonomiczny mówi mi, że lepiej sprzedać zboże, niż trzymać tuczniki
  14. Nie bądź śmieszny, bo póki co ani jeden mądry nie odpowiedział na banalne pytanie, w jaki sposób liczenie nakładów wg kosztów zawyżonych mówi cokolwiek. Nawet podawane przez Ciebie przykłady zaprzeczają temu, czego sam próbujesz bronić. Spróbuję łopatologicznie na liczbach, może jednak dasz radę zrozumieć sens pytania. Może... Trzy tuczniki 120kg, zjadają ok tony zboża. Wg cen zakupu (jęczmień i pszenżyto + premix ok 20kg + reszta kosztów w tym woda, prestarter, starter, prąd, słoma, weterynarz etc): 580zł + 100 + (strzelam) 1000zł. Wychodzi 1680zł. To teraz mistrzu ekonomii powiedz mi, w jaki sposób ta liczba pokazuje mi czy bardziej opłaciło się sprzedać paszę czy ją skarmić?
  15. Przepisy w tej sprawie są tak zawiłe(a może raczej spisane 'po łebkach'), że nawet ministerstwo transportu nie potrafiło odpowiedzieć nic więcej, niż cytowanie bardzo ogólnikowych regułek (redakcja farmera jakiś czas temu się sprawą interesowała). Sama drogówka też chyba za bardzo nie wie, jak z tymi maszynami, które jadą na kołach za ciągnikiem - w tym i pół zawieszanymi, postępować. Oczywiście mowa o kierowcy, który ma tylko kat. B. W przypadku kategorii B+E, C+E i T wszystko jest jasne, bo co podepniesz za ciągnikiem to możesz ciągnąć, chyba, że ograniczają Cię wpisy w DR i przepisy o gabarytach zestawów pojazdów. A do autora tematu - już lepiej zainwestować choćby w samą dolną ramę od jakiejś Autosanki typu D-35, żeby gabarytami Ci nie wadziła w lesie, z papierami i hamulcami i żyć spokojnie, zamiast budżet zasilać, albo nie daj Bóg obciążać swoje sumienie.
  16. No i czego te ceny rynkowe mają niby w tym rachunku dowodzić?
  17. O tym przecież cały czas piszę. I nie wiem czy zauważyłeś, ale Twoje pierwsze i ostatnie zdanie się wzajemnie wykluczają, sołtys pisał o liczeniu zysku przy kosztach wnoszonych jako rynkowa cena zakupu, a nie pozyskania paszy z własnego rozmnożenia
  18. To pogratulować, niech służy
  19. Czyżbyś zainwestował w nowego konia?
  20. @kabus55 - odpowiadając na Twoje 'przewrotne' pytanie - wyliczanie zysku ma mi dać obraz otrzymanego zysku lub straty, w tym poniesionego nakładu i uzyskanego przychodu. Realnego przepływu pieniądza od rozpoczęcia produkcji, do zakończenia pewnego jej etapu lub też całości. Koniec i kropka. Irytujące jest, kiedy próbujesz do prostego działania matematycznego dorabiać jakąś specjalną filozofię, żeby obronić liczenie zysku porównywalne do wróżenia z fusów. Cytując Twoją wypowiedź: "Przykładowo z byka zostanie ci 1 tys. zł,, ponieważ dostałeś za niego 5 tys., a twoje koszty to w uproszczeniu to Koszt uprawy 1 ha kukurydzy w wysokości 2,5 tys. zł plus reszta kosztów w wysokości 1,5 tys. zł, teraz pomyśl, że nie masz tego byka i nie ponosisz tych 1,5 tys. zł kosztów, natomiast kukurydzę młócisz na ziarno i sprzedajesz za 3,5 tys. zł i to jest właśnie koszt alternatywny który poniosłeś" - wszystko się tu zgadza, taka symulacja nie jest mi obca. ALE! Zauważ jedno - jak sam napisałeś, moje koszty w produkcji żywca to "Koszt uprawy 1 ha kukurydzy", a NIE koszt zakupu kukurydzy z 1ha, bo to dwie inne wartości, które jedynie w skrajnych przypadkach mogą być porównywalne wielkością. Czyli idąc dalej - gdybym robił tak jak szanowny @Piotrek1975, to w kosztach, zamiast tych 2,5tys za uprawę kukurydzy, ująłbym 3,5tyś za (teoretyczny, bo w praktyce mam tę kukurydzę ze swojego pola) zakup paszy. I teraz i przy byku i przy sprzedaży kuku widnieje mi okrągłe 0. Gdzie tu czegokolwiek dowiodłem? Jedyną informacją jaką ja tu staram się uzyskać jest to, w jaki sposób, podliczenie nakładów, z uwzględnieniem ceny rynkowej paszy (której nie kupuję), zamiast kosztów jej własnej uprawy (którą wykonuję), ma mi dać obraz czy bardziej opłaci się skarmić, czy sprzedać innym na skarmienie? To nie jest żaden rachunek ekonomiczny, bo ten z definicji wymaga znajomości nakładu i porównania go do zamierzonego lub osiągniętego efektu. A gdzie to porównanie nam się zgubiło (nie mówię o Twoich wyliczeniach)?
  21. Skoro Ty ułomny z matmy nie jesteś, to czemu wciąż nie podałeś jakim cudownym sposobem wyciągasz z twojego rachunku za utrzymanie byka, gdzie półprodukty z własnego pola liczysz po kosztach zakupu a nie ich uzyskania, czy opłaca się sprzedać byka, czy same półprodukty? Czekam i czekam, a ty ciągle tylko puste slogany rzucasz. Chyba jednak nie każdy jest tak bystry jak Ci się wydaje. Jakby u mnie księgowa wrzucała w rozliczeniu kosztów chowu opasów pozycje wg Twoich zaleceń, to zaraz byłby ogień na dachu kto bez zgody 'góry' kupuje dla nich zboża paszowe i co się stało z tymi z własnego zbioru :lol:
  22. Mieszasz coraz bardziej w jakim celu? Bo przestaje już rozumieć. Jakim cudem wyliczanie kosztu produkcji poprzez sumowanie kosztów zakupu półproduktów - którego to zakupu nie dokonałem - ma mi dać obraz czegokolwiek i wobec czego jest racją? Albo opieramy się na faktycznych pieniądzach jakie wydaliśmy i uzyskaliśmy, albo piszemy bajki dla poprawienia lub zepsucia własnego humoru.
  23. Nie wiem po co się rozpisujesz, bo dobrze wiem o czym mowa. Jedyne co mnie razi i o co cała dyskusja idzie, to to, że ktoś próbuje przedstawić jak mały zysk osiągnął ze swojej produkcji, wciskając w rachunek nie koszty poniesione na półprodukty, tylko wirtualne wartości tych półproduktów na rynku (które przeważnie są wyższe). Nie można liczyć ile mnie coś kosztowało, bazując na obciążeniach, których faktycznie nie poniosłem. Jak sam wspomniałeś rachunkowości i rachunku ekonomicznego nie można mieszać, więc tego nie róbmy
  24. Tu nie chodzi o koszta alternatywne, tylko o to, by przy podliczaniu brać pod uwagę koszta faktyczne, jakie się poniosło, a nie wymyślone lub wzięte z rynkowej statystyki. Bo nie podliczysz zysku ze zwierzęcia, które sprzedasz za dwa lata (może za 5, może za 8zł/kg), zestawiając go z zyskiem ze sprzedaży paszy w ciągu dwóch sezonów. Cały czas mowa o rachunku gospodarstwa, nie o planowaniu. Nie chcesz chyba powiedzieć, że gdybym na koniec sezonu, zamiast w rachunek wrzucić własne poniesione koszta, wpisał ceny rynkowe dla pasz, to byłoby to jakimkolwiek rachunkiem ekonomicznym, czy planowaniem, skoro nie dość, że jest po fakcie, to faktyczny obrót pieniądza był zupełnie inny
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
v