A co w Warszawie mieli mieć rozwojowego, jak Rząd od lat 60tych dokonywał ciągle nietafionych inwestycji dla Ursusa. Jak za PRLu jakiś dyrektor czy inżynier miał pomysł na nowoczesne ciągniki, to władza zaraz Go zdejmowała ze stanowiska a jak ktoś był szczególnie uparty, to nawet trafiał do aresztu.
Kupować wszystkie podzespoły od innych producentów nie ma ekonomicznego sensu, produkować samemu w niewielkich ilościach tym bardziej. Mały producent ciągników, nie jest ważnym klientem dla wielkich koncernów produkujących silniki, czy przekładnie napędowe. Przy małej skali zakupów podzespołów nie ma możliwości negocjacji cen. W dodatku, jak mały producent (Ursus), ma duży asortyment w zakresie mocy ciągników, to potrzebuje wielu różnych silników i przekładni, co sprawia że jego zakupy sprowadzają się do kilku sztuk danego typu w ciągu roku. Przy takich zakupach, cena ciągnika rośnie i aby była jak najniższa, to producent musi maksymalnie obniżyć koszty montażu a tu już za dużych możliwości nie ma. Tym bardziej, że na jednej lini montażowej składa się kilka typów traktorów. Zarząd spółki raczej swoich wynagrodzeń sobie nieobniży. Efekt jest taki, że otrzymuje się ciągnik z dolnej półki, z przeciętnymi podzespołami za duże pieniądze.