-
Postów
565 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez tracker
-
Rafał Ziemkiewicz Pięć lat kłamstw i histerii Wyrzuciliśmy to już z pamięci – a niesłusznie. Przed drugą turą wyborów przypomnijmy sobie. Sobie i niezdecydowanym znajomym. Co? To, że prawie wszystko, czym przez ostatnie pięć lat zarzucały Polaków lewicowo-liberalne media, na czym skupiały uwagę, wokół czego nakręcały emocje, było zwyczajnie z d. wzięte. Przekręcone, zmanipulowane albo w ogóle zmyślone, celowo traktowane półsłówkami i hasełkami, żeby trudno było odkryć, że histeryczne komentarze „redaktorów” i ich gości tak naprawdę nie odnoszą się do rzeczywistości, są tylko propagandową „bańką”, mającą zwolenników „totalnej opozycji” nieustannie utrzymywać w emocjonalnym paroksyzmie. I celowo szybko zmieniane, przykrywane kolejnymi, równie zmyślonymi historiami, by nie dać czasu na poznanie faktów, tylko szybko pognać „wzmożonych” ku kolejnym wzmożeniom. Pamięć machinalnie wyrzuca szczegóły. Na szczęście dziennikarzowi pozostają notatki. Zapewne nie odnotowałem w nich wszystkich gównoburz liberalno-lewicowej propagandy z ostatnich pięciu lat, ale i to co jest, przypomniane po latach, nawet na mnie samym zrobilo wrażenie. 1) „Kilometrówki Dudy” – pierwsza histeria, urządzona natychmiast po wyborach, wtedy jeszcze występujących jednym frontem TVN, TVP podrządami Brauna i Polsatu kierowanego prze Gugałę. „Afera”, zasuflowana przez Lisa, polegać miała na tym, że kiedy prezydent-elekt był jeszcze posłem, korzystał z darmowych przejazdów koleją i noclegów hotelowych (jak wszyscy inni posłowie od czasów przedwojennych). Manipulacja polegała na użyciu słowa „kilometrówki”, które oznacza zupełnie co innego, ale kojarzyło się z przekrętem. Fala wygenerowanych komentarzy zmierzała ku wnioskowi, że Andrzej Duda „stracił moralne prawo do objęcia urzędu”. 2) „PiS wyprowadza Polskę z Europy”. Pretekstem do wzniesienia tego wielokrotnie potem powtarzanego okrzyku było pojawienie się premier Szydło wyłącznie na tle flag biało-czerwonych, bez niebieskich, unijnych (czyli tak, jak dziś, dla celów wyborczych, pokazuje się Rafał Trzaskowski). Posłowie PO, Lewicy i Nowoczesnej przynieśli tedy do Sejmu małe unijne flagi i urządzili pierwszą z serii sejmowych obstrukcji, która płynnie przeszła w walkę z „łamaniem konstytucji” – bo akurat w trakcie manifestacji przeciwko „wyprowadzaniu z Europy” PiS wprowadził pod obrady sprawę ponownego wyboru piątki sędziów TK, w miejsce wybranej przez Sejm poprzedniej kadencji, który miał prawo wybrać tylko trójkę. 3) „PiS wielokrotnie łamał konstytucję”. Nieprawda, powtórny wybór pięciu sędziów i ich zaprzysiężenie nad ranem były użyciem prawniczego kruczku (co w demokracjach, zwłaszcza amerykańskiej, jest rzeczą częstą) ale konstytucji ani żadnego innego prawa tu nie złamano: dopóki bowiem TK nie wypowiedział się w tej sprawie, na mocy zasady „domniemania konstytucyjności” sędziowie byli wybrani prawidłowo, a znowu od momentu przyjęcia ślubowania stali się pełnoprawnymi sędziami, czego orzeczenie TK już nie może zmienić. Podobnym kruczkiem było opóźnienie publikacji wyroku TK aż stał się bezprzedmiotowy – prawo zobowiązuje rząd do publikacji wyroków, ale nie określa jej terminu. W ogóle, obecną Konstytucję trudno złamać, bo jest pełna sprzeczności i niejasności a w kluczowych kwestiach odsyła do ustaw. W istocie opozycja, powtarzając do upojenia frazę o „łamaniu konstytucji”, nie umie wskazać, gdzie i kiedy konkretnie jakoby złamano – bo nie złamano. Propaganda opozycji oparła się na oczywistych kłamstwach, np. utrzymując że zapis konstytucyjny o niezawisłości KRS oznacza, że jej członków mogą wybierać tylko sami sędziowie spośród siebie. Na tej oczywistej nieprawdzie goebbelsowską metodą „kłamstwa powtórzonego tysiąc razy” zbudowano w antypisowskiej „bańce” jako coś oczywistego przekonanie, że „neo-KRS” jest niekonstytucyjna, zatem wszyscy rekomendowani przez nią sędziwie nie są sędziami (kolejne kłamstwo, bo zgodnie z prawem sędziego czyni sędzią nominacja przez prezydenta, KRS pełni tylko rolę doradczą) w związku z czym cały system sprawiedliwości w Polsce stał się nielegalny i na zasadzie „wyższej konieczności” („pewnej takiej vis maior”, jak powiedział prof. Rzepliński otwarcie łamiąc zasadę „domniemania konstytucyjności”) należy poddać się „naprawczej” zwierzchności TSUE. W tym duchu orzekły trzy izby Sądu Najwyższego, arbitralnie wybrane do tego przez byłą prezes Gersdorf. I TO JEST WŁAŚNIE ŁAMANIE KONSTYTUCJI oraz co najmniej trzech orzeczeń TK (sprzed 2015, nota bene) jasno stwierdzających, że orzeczenia TSUE obowiązują nas tylko w kwestiach, w których scedowaliśmy kompetencje na organa UE traktatem akcesyjnym i jego modyfikacjami, a poza tym na terenie RP prawem najwyższym jest Konstytucja RP i orzeczenia TK. Być może dlatego logo „Konstytucja” przez kilka lat będące symbolem opozycji stało się (zauważyliście?) „passe”. Cała argumentacja prawniczego rokoszu to piramida kłamstw, których wyliczenie zajęło by kilka stron gęstego druku. 4) „PiS wycina drzewa”. To także była kompletna bzdura. Drobne udogodnienie w przepisach, ułatwiające pozbycie się drzewa z własnej działki bez dotychczasowej biurokratycznej mitręgi, wykorzystano jako pretekst do kolejnej histerii. Pokazywano wszędzie zdjęcia wyciętych drzew, z kompletną pogardą dla faktu, że były to albo zdjęcia sprzed lat, albo z wycinek nie mających nic wspólnego z owym przepisem, głównie deweloperskich. W popularnym kabarecie „Ucho Prezesa” zrobiono ze śp ministra Szyszko psychopatę z piłą łańcuchową, który obsesyjnie rzuca się na każde drzewo, które zauważy. W statystykach żadnej „masowej wycinki drzew”, o której trąbiły media i krzyczeli histerycy wyprowadzanie na ulice, nie widać – w czasie rządów PiS wycięto ich mniej więcej tyle, co zwykle, posadzono nowych nawet nieco więcej. 5) „PiS niszczy puszczę” – część poprzednio opisanej operacji na mózgach. Aby uderzyć w PiS, wykorzystano idiotów, uniemożliwiających w imię ekologicznej idelologii konieczne, higieniczne usunięcie z puszczy drzew zarażonych kornikiem. Dzięki poparciu dla nich z Unii Europejskiej działania, w istocie mogące puszczę uratować, zatrzymano, z najgorszym dla niej skutkiem – puszcza praktycznie umarła, wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Dumni z siebie ekowariaci zapewniają, że odrodzi się sama – za kilkadziesiąt lat. Chyba, żeby nie. 6) „PiS zabiera internet”. Tu pretekstem do histerii było wdrożenie przez Polskę zalecanych przez Interpol i funkcjonujących wszędzie na Zachodzie przepisów mających utrudnić przestępcze wykorzystanie netu. W jakiś czas po histerii ówczesny lider KOD Mateusz Kijowski przyznał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z rozbrajającą szczerością, że zmyślili „zagrożenie pisowską cenzurą w internecie”, żeby przyciągnąć do KOD młodych, bo spontaniczne protesty w sprawie ACTA pokazały, że to dla nich ważny temat. 7) „PiS szykuje bojówki do utrzymania władzy siłą” – ta histeria odnosiła się do utworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej. W propagandzie mediów liberalno-lewicowych miało to być tworzeniem „prywatnego wojska Macierewicza”, które w dodatku miało odebrać broń dotychczasowym siłom zbrojnym, aby te nie mogły obronić konstytucji w momencie gdy „miliony wyjdą na ulicę i pisowcy będą z okien skakać” (na co wtedy jeszcze zupełnie poważnie w PO, TVN, RASP i Agorze liczono). Zabawną ciekawostką jest to, że ta propagandowa narracja o „prywatnych wojskach” powstała zanim jeszcze pojawiła się idea WOT; pierwszy znany mi jej ślad to wywiad wicenaczelnego GW Piotra Stasińskiego dla hiszpańskiej gazety „El Pais”, w którym jako bojówki Kaczyńskiego wskazywał on grupy rekonstruktorów historycznych (tak!) 😎 „PiS zabrania badań prenatalnych”. Informacja o rządowym projekcie ustawy, która nie tylko zakaże aborcji, ale również badań prenatalnych i każde poronienie uczyni przedmiotem prokuratorskiego śledztwa, pozwoliła nabrać i wypędzić na ulice tysiące oburzonych kobiet, co nazwano „czarnymi protestami” (zabawne, że feministki obchodziły potem nawet rocznice tych manifestacji, bo sukcesu nie udało się już powtórzyć). Wbrew zapewnieniom kilku aktorek, które szczególnie zasłużyły się w upowszechnianiu judzącego kobiety kłamstwa, żadnego rządowego projektu ustawy antyaborcyjnej w ogóle nie było. Był projekt społeczny, który oczywiście nie zawierał żadnej z okropności, przeciwko którym zwołano kobiety do obalania rządu Beaty Szydło. 9) „PiS morduje dziki” Odstrzał dzików był narzuconą przez UE wszystkim państwo członkowskim prewencją przed rozprzestrzenianiem tzw. „świńskiej grypy”, czyli ASF. W Polsce zresztą przeprowadzonym na kilka razy mniejszą skalę niż np. w sąsiednich Niemczech. Histeria skończyła się jak uciął gdy oficjalne podziękowania za sprawny odstrzał dzików złożyła Polsce Komisja Europejska. 10) „PiS cenzuruje media”. Pretekstem do sławnego sejmowego „ciamajdanu”, nieudolnej próby zdestabilizowania kraju i doprowadzenia do przyśpieszonych wyborów w drodze ulicznych zamieszek, był wydany przez Marszałka Sejmu zakaz wstępu nieakredytowanych dziennikarzy do części pomieszczeń parlamentu. Okoliczności jego wydania były żenujące, ale zakaz taki obowiązuje od lat w większości krajów zachodnich i sam w sobie żadnym „atakiem na wolność mediów” nie jest. Na długo pozostaną w pamięci „wigilijny pasztet”, nocne śpiewy sejmowe Joanny Muchy, pajacowanie aktywisty Diduszki udającego na użytek zachodnich kamer rannego wzgl. zabitego oraz wzmożenie pewnego dziennikarza, który tłitował w emocjach: „użyli gazu! to ich moralny koniec!” (btw: gazu policja wtedy nie użyła) 11) „PiS wspiera faszystów”. Mimo, iż stosunek PiS, a zwłaszcza samego Jarosława Kaczyńskiego, do tradycji endeckiej i współczesnych narodowców oscylował zawsze między lekceważącą niechęcią a jawną wrogością, PO i jej „tefałeny” od zawsze próbowały powiązać PiS z narodowcami, z tych ostatnich robiąc „faszystów”. Pretekstem miało być to, że PiS NIE ZAKAZUJE Marszu Niepodległości i innych manifestacji i NIE DELEGALIZUJE organizacji narodowych – z uwagi na historyczne traumy michnikowszczyzny, pod szczególnym ogniem znajdowała się zwłaszcza ONR. Wielokrotne „przestrzeganie przed faszyzmem” i domaganie się delegalizacji ONR, w czym szczególnie aktywny był uważany wtedy za jej przyszłego przywódcę Rafał Trzaskowski, powracało za każdym razem, gdy akurat chwilowo nie było innych pretekstów do histerii. Szczególnie śmieszne w kontekście tego, co na użytek kampanii wyborczej Trzaskowski i jego stronnicy mówią teraz. 12) „PiS zakłamuje historię, by zniszczyć Wałęsę”. Dla każdego, kto choć pobieżnie zapoznał się ze sprawą jest oczywiste, że Wałęsa BYŁ konfidentem SB „Bolkiem”, a potem usiłował nielegalnymi metodami zatrzeć ślady swej hańbiącej przeszłości. Najliczniejsze nawet manifestacje „w obroni czci Wałęsy” nie są w stanie zmienić faktów. Co do niszczenia, każdy widzi, że Wałęsa skutecznie zniszczył swą reputację i poważanie sam, robi to nadal, i doprawdy ani PiS, ani nikt, wyręczać go w tym nie musi. 13) „Zwykły szary człowiek”. Polityczne żerowanie na śmierci chorego na depresję endemiczną Piotra Szczęsnego jest wśród propagandowych podłości ostatnich pięciu lat chyba najobrzydliwszą. Depresja, co nie wszyscy rozumieją, to potworna choroba. Odbiera chęć do życia, zamienia je w cierpienie, sprawia, że dotknięty nią marzy, żeby to cierpienie już się zakończyło. Zarazem, całe nasze wychowanie odrzuca od myśli o samobójstwie. Ale uświęca śmierć poniesioną w ofierze, za Sprawę. Dość częstą i oczywistą racjonalizacją choroby jest więc szukanie takowej. Piotr Szczęsny znalazł usprawiedliwienie swego desperackiego kroku w propagandzie o rzekomo rządzącym Polską „reżimie” i potrzebie przeciwstawienia się mu. Pozostawiony przez niego manifest (charakterystyczne, że dziś bardzo trudny do znalezienia w sieci, cytowane są jedynie fragmenty) to zlepek emocjonalnych fraz z histerycznej propagandy „Wyborczej” czy „Newsweeka”. Gdy podobny przypadek samospalenia zdarzył się za rządów Donalda Tuska, w redakcyjnym komentarzy „Wyborczej” nazwano samobójcę „terrorystą, który za zakładnika wziął samego siebie”, a cała maszyna medialna na wszelki wypadek zaniosła się oburzeniem na polityczne wykorzystywanie nieszczęścia, choć nikt go wtedy wykorzystywać nie próbował. W wypadku Szczęsnego (przy jednoczesnym kreowaniu go na „zwykłego, szarego człowieka” i podkreślaniu, że był wybitnym naukowcem i człowiekiem ponadprzeciętnie inteligentnym) skonsumowano tę śmierć, kreując go na bohatera i męczennika, wokół którego zbudowała opozycja rytuały nawiązujące do tych, jakie PiS stworzył wokół katastrofy w Smoleńsku. Kult „nie chwycił” i szybko go zarzucono, ale wmurowana pośpiesznie przez Hannę Gronkiewicz Waltz pamiątkowa tablica na placu Defilad wciąż tam jest i zarasta mchem. 14) „PiS narzuca samorządom nazwy ulic”. Prawda była taka, że prawo nakazywało samorządom tylko usunięcie z przestrzeni publicznej nazw i nazwisk szczególnie kojarzących się z podłościami sowieckiego totalitaryzm. Nie zawierało żadnych sugestii, czym je zastąpić. Rządzone przez PO miasta mogły się zapełnić ulicami, placami i skwerami Władysława Bartoszewskiego, Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka etc. Rozstrzygająca okazała się jednak chęć dogodzenia postkomunistycznemu elektoratowi „partyjno – mundurowemu”, dlatego opozycja murem rzuciła się bronić „jak niepodległości” Teodora Duracza, Leona Kruczkowskiego czy Armii Ludowej; a gdy wobec ich obstrukcji wykonanie prawa wzięli na siebie wojewodowie, uzyskała w obronie komunistycznego status quo poparcie sądów. 15) „PiS zorganizował grupę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości”. Rzekoma grupa składała się z jednej pani, działającej w mediach społecznościowych pod Nickiem „Mała Mi”. Tak się złożyła, że była ona osobiście i sypialnie związana z sędzią, który później opowiedział się po stronie prawniczego rokoszu, i obelżywymi wpisami mściła się na nim oraz na paru innych znajomych wykorzystując do tego „dane wrażliwe” pozyskane od jeszcze innego znajomego sędziego, który opowiedział się po stronie PiS i pracował w ministerstwie. Raczej magiel, niż afera – a już porównywanie jej z np. sponsorowaniem przez PO i współpracą wielu jej polityków z działającym z serwerów brytyjskich, profesjonalnym portalem wyspecjalizowanym w szerzeniu zniesławiań, kłamstw i nienawiści „Sok z Buraka” jest groteskowe. 16) „PiS zakazuje edukacji seksualnej”. Rzekomy rządowy projekt ustawy o takiej treści stał się obiektem nie tylko kolejnej histerii liberalnych mediów, ale także wyproszonej przez Roberta Biedronia potępiającej rezolucji europarlamentu. W istocie nigdy takiego projektu nie było. Był społeczny projekt ustawy o ochronie dzieci przed pedofilią, ale bez takiego zapisu. 17) „PiS tworzy strefy z których usuwa się homoseksualistów”. Również całkowite kłamstwo, oparte o fałszywą interpretacje sensu dołączonej do „Gazety Polskiej” nalepki „strefa wolna od ideologii LGBT” oraz akcji dezinformacyjnej aktywisty LGBT „Barta” Staszewskiego, który sam tabliczki o zakazie wstępu dla LGBT umieszczał przy nazwach miejscowości, w których przyjęto uchwały o ochronie rodziny, i upowszechniał te zdjęcia na Zachodzie jako „dowód” prześladowań. Ponownie kłamstwo zostało w polskojęzycznych mediach uwiarygodnione potępiającą zmyśloną dyskryminację rezolucją PE. Podczas jej głosowania wspomniany już Robert Biedroń judził lewicowych eurodeputowanych kłamstwem, że ze względu na swoją „orientację seksualną” nie jest w Polsce wpuszczany do restauracji i lokali publicznych. 18) „Prezes deweloper” Konia z rzędem temu, kto zrozumiał, co aferalnego miało być w tym, że związana z PiS fundacja rozważała zainwestowanie w budowę na należącej do niej działce biurowca. W istocie sprawa była resztówką po próbie złapania prezesa PiS w przemyślną pułapkę. Spowinowacony z nim austriacki architekt przygotował „z życzliwości” nie zamówione przez fundację projekty biurowca (wbrew elementarnym zasadom: nigdy nie zaczyna się żadnych prac przed uzyskaniem tzw. wuzetki, dokumentu określającego „warunki zabudowy”, którego fundacja nie ma i nie będzie miała, póki Warszawą zarządza PO) a potem udał się na spotkanie z prezesem prosić go o zapłatę – z ukrytym profesjonalnym sprzętem do nagrywania. Co chciał nagrać? Nie trzeba pytać mecenasa Giertycha, by domyślić się, że coś rodzaju „przepisy mi zabraniają zapłacić za nie zamówioną formalnie usługę, no, ale dla szwagra, jakoś to tam księgowa rozliczy”. Ujawnienie takiego nagrania poza medialną burzą „Kaczyński wbrew prawu wypłaca pieniądze fundacji rodzinie” dałoby formalną podstawę organowi założycielskiemu Fundacji, czyli prezydentowi m. st. Warszawy do zawieszenia jej zarządu i wprowadzenia komisarza. Krótko przed wyborami PiS zostałby odcięty od swego finansowego zaplecza, a Czuchnowskim dano by do przeszukania jej archiwum z zadaniem znalezienie „haków”. Niestety, Kaczyński okazał się beznadziejnie uczciwy i zamiast wypłacić na lewo zaproponował Austriakowi, żeby wytoczył mu proces, na którym Kaczyński sam zezna na jego korzyść, fundacja przegra, i wtedy będzie podstawa prawna do zapłacenia za wykonane acz niezamówione projekty. Nie doszło do złamania prawa, więc trzeba było dmuchać balon opowieściami o rzekomym bizantyjskim przepychu w jakim żyje „prezes deweloper” czy insynuacjami, że wszechwładny naczelnik musi przekupywać łapówkami jakiegoś nie znanego bliżej księdza z zarządu swojej fundacji. 19) „Marszałek w burdelu” i inne brudy – w propagandzie PO używane jest też odwoływanie się do nie cytowanych dokładnie, ale przywoływanych aluzjami lub napomknieniami oszczerstw tak grubych i tak bezpodstawnych, że poza korzystającym z immunitetu brytyjskich serwerów „Soku z Buraka” media nie mają odwagi jasno insynuacji sformułować. Archetypem jest tu plotka o rzekomo istniejącym nagraniu z jakiegoś burdelu (którego nikt nie widział, ale „szerujący” plotki antypisowscy celebryci osobiście znali kogoś kto znał takiego kogoś), gdzie wskazywany z nazwiska działacz PiS miał obcować płciowo z nieletnią prostytutką. Czynione są też aluzje do jakichś nie wskazywanych dokładnie powiązań gangsterskich etc. Zaawansowani mieszkańcy antypisowskiej „bańki” są tak po tych pięciu latach emocjonalnej tresury wzmożeni, że nie pytają już o konkrety, wystarcza im hasło „marszałek ten tego”, „afera podkarpacka”, „kochanka w Bydgoszczy” albo „instruktor narciarski” – jak tym komiwojażerom z żydowskiej anegdoty, którzy ponumerowali sobie żarty. 20) Skoro przy tym, „instruktor narciarski” to dobry przykład propagandowego mechanizmu. W szczycie strachu przed pandemią, gdy jak powiedział premier „kupilibyśmy sprzęt medyczny nawet od samego diabła” ministerstwo zawarło kontrakt z człowiekiem obiecującym dostarczyć maseczki. Kiedy nie wywiązał się z kontraktu, zażądało zwrotu pieniędzy. Sam ten fakt wystarczy do stwierdzenia, że fakt iż kiedyś człowiek ten spotkał się z ministrem na nartach nie powodował jakiegoś specjalnego traktowania go. 21) „Apaszka za 18 tysięcy” – to jeden z przykładów propagandowego „ubijania filcu” w głowach tresowanych propagandowo „wielkomiejskich elit”. Informacja, jakoby ze środków Kancelarii Państwa kupiono dla prezydentowej markową apaszkę za horrendalną cenę 18 tysięcy złotych została wielokrotnie zdementowana: kupiono nie jedną, a 200 apaszek, i nie dla Pierwszej Damy, tylko na akcję charytatywną. Wiedząc doskonale, że to kłamstwo, propaganda PO przywołuje rzekome nadużycie regularnie. Ostatnio – w darmowej agitacyjnej gazetce „Wyborczej”, gdzie wykorzystano także po raz kolejny kobietę, która – przypadek ewidentnie kwalifikujący się do psychiatry – twierdzi, że Andrzej Duda ją kocha, ale zabraniają mu spotykać się z nią żona i Jarosław Kaczyński. 22) „TVPiS zabiła Pawła Adamowicza” W rankingu obrzydliwości numer 2 po wywijaniu śmiercią Piotra Szczęsnego. Finansowe, delikatnie, mówiąc, niejasności byłego prezydenta Gdańska były przedmiotem zainteresowania wszystkich mediów; w ostatnim okresie jego życia, gdy wszedł w konflikt z PO, najostrzej atakował go za nie „Neewsweek” i inne tuby propagandowe anty-pis. Adamowicz padł ofiarą szaleńca, „tupolewizmu” Jerzego Owsiaka (jak wszystkie „iwenty” WOŚP impreza, w której uczestniczył, urągała wszelkim zasadom bezpieczeństwa) i być może również propagandy PO, która dla uderzenia w Jarosława Kaczyńskiego wmawia Polakom, że korzystanie przez polityka z osobistej ochrony to hańbiąca rozrzutność. Być może jest w sprawie jego śmierci jakieś drugie dno – zbyt wiele osób w przerośniętym mafią i korupcją Trójmieście odetchnęło po niej z ulgą, by to na pewno wykluczyć – ale raczej nie ma ono związku z PiS ani TVP. Medialna narracja, jakoby morderca powziął swój zamiar, ponieważ w więzieniu oglądał TVP Info jest równie wyssana z palca, jak powtarzana w PO opowieść o rzekomej wyborczej wygranej PiS w szpitalach psychiatrycznych (co ma równoważyć fakt, że PO zawsze wygrywa w więzieniach i aresztach). W więzieniu, w którym przebywał, nie miał dostępu do TVP, oglądał za to TVN 24. 23) Na zakończenie dodajmy niekończące się jojczenie „Ojej, jak on brzydko nas obraził”. Stwierdzenie, że „donoszenie na Polskę to cecha najgorszego sortu Polaków”, sprowokowane chamskimi porykami „zadzwoń do brata!” emocjonalne „zamknijcie te swoje mordy zdradzieckie!” czy stwierdzenie, że „nigdy jeszcze nie było w Sejmie takiej chamskiej hołoty” staje się każdorazowo przedmiotem wielkiego lamentu, celebryci wpisują sobie w awatary/na znaczki/koszulki „jestem gorszym sortem/mordą zdradziecką/chamską hołotą” etc. W ten groteskowy sposób grupa integruje się, wmawia sobie, że jest obiektem prześladowań, i, co najważniejsze, rozgrzesza się z własnej podłości, kłamstw i agresji. Te listę można by dłużyć w nieskończoność, ale chodzi o jedno: o wyjaśnienie, że intensywnie generowana od lat przez propagandę liberalno-lewicowej opozycji nienawiść nie ma nic wspólnego z realnymi zdarzeniami. Jest czystą manipulacją, gra emocjami, szczuciem i kłamstwem. Jej ofiary, bo musimy myśleć o nich ze współczuciem, właśnie jako o ofiarach, żyją czystą nienawiścią, strachem i furią, której nie potrafią racjonalnie umotywować. Wypełnia ich emocjonalny szlam, którym zatruwają się od lat dzień po dniu, przepuszczając przez uszy propagandę nieustannego oburzenia zmyślonymi „zbrodniami PiS-u” Dlatego pytanie, dlaczego, wpadają w irytację i złość, co jest najlepszym dowodem tego, co wybitny sycholog nazwał kiedyś w wywiadzie dla „Do Rzeczy” „obłędem wyindukowanym”. Trzeba to zauważać, nie puszczać w niepamięć. Namawiam do tego. Wczoraj o 09:37 · Publiczne https://m.facebook.com/rziemkiewicz/posts/3540410665993640?d=m
-
A tu jeszcze dla towarzyszy artykuł, przyznam że bolesny, nie czytajcie bo się Wam towarzysze jeszcze TWNowy świat zawali ... Między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski zaczął nagle odwoływać się do środowisk patriotycznych, niepodległościowych, a nawet narodowych. U wielu z nich wywołało to salwy śmiechu i zarzuty politycznej schizofrenii. Wiele osób wprost zarzuca wiceszefowi Platformy Obywatelskiej obłudę. Ale spójrzmy głębiej, niż tylko w bieżące komentarze polityczne. Sprawdźmy, jaką politykę w niezwykle ważnej dla Polaków przywiązanych do wartości patriotycznych, konserwatywnych czy narodowych kwestii upamiętniania historii prowadzi Trzaskowski tam, gdzie od 1,5 roku ma pełnię władzy – w polskiej stolicy, której stery niepodzielnie sprawuje jego ekipa. Zaledwie kilka tygodni temu Rada Warszawy rozpatrywała petycję społeczną w sprawie wzniesienia w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej pomnika jednego z obrońców Ojczyzny przed bolszewikami gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Decyzją ekipy Rafała Trzaskowskiego i przy tożsamej opinii prezydenta, inicjatywa ta została odrzucona. W imieniu Klubu Radnych PiS kilkakrotnie zabiegałem o ten pomnik, występując na komisjach i sesjach. Niestety, zaplecze Trzaskowskiego pozostało głuche na przedstawiane argumenty, a występujący przeciwko inicjatywie upamiętnienia Rozwadowskiego szef POKO-wskiej większości w Radzie Warszawy powiedział wprost: generałowi powinna wystarczyć uliczka na Targówku – czyli z dala od przechodniów, turystów i oficjalnych uroczystości! Tymczasem w ścisłym centrum Warszawy wciąż znajduje się ulica Józefa Lewartowskiego, który w czasie, gdy gen. Rozwadowski bronił stolicy przed Armią Czerwoną, kolaborował z bolszewikami, tworząc na Podlasiu okupacyjną komunistyczną administrację. I nie jest to żadne przeoczenie! Ta nazwa była broniona przez PO już w poprzedniej kadencji, gdy władze miasta nie wykonały ustawy dekomunizacyjnej m.in. w tym właśnie aspekcie. Kiedy wojewoda z PiS dokonał stosownej zmiany, wywołało to protesty zwolenników opcji rządzącej stolicą. Następnie, już za czasów Trzaskowskiego, nie zgodzono się na utrzymanie nowej nazwy i doprowadzono do przywrócenia ul. Lewartowskiego. Co najbardziej oburzające, lider warszawskiego POKO, który tak ostro protestował przeciwko pomnikowi obrońcy Warszawy przed bolszewizmem, w sprawie obrony czci bolszewickiego kolaboranta wykazał się równie niezwykłą aktywnością. Kilkakrotnie zarzucał PiS-owi, że dekomunizacja ulicy Lewartowskiego nosi znamiona… antysemityzmu, a dwukrotnie skazanego przez sądy wolnej Polski na kary pozbawienia wolności komunistę określił mianem „bohatera ruchu antyfaszystowskiego”. Prawdziwym Bohaterem Niepodległej, którego ekipa Trzaskowskiego nie chciała jednak upamiętnić w stolicy, był za to zasłużony działacz obozu narodowego Zbigniew Stypułkowski – adwokat, społecznik, już jako nastolatek walczący przeciwko bolszewikom, działacz korporacji akademickich i Młodzieży Wszechpolskiej, czołowy polityk Stronnictwa Narodowego, powstaniec warszawski, jeden z przywódców podziemia niepodległościowego i twórców zjednoczenia NSZ z AK, więzień Gestapo i NKWD, przetrzymywany na Łubiance, sądzony pod fikcyjnymi zarzutami w Moskwie w tzw. „procesie szesnastu”, gdzie konsekwentnie odmawiał przyznania się do niepopełnionych win, po wojnie jeden z przywódców polskiej emigracji na Zachodzie. Został on w Warszawie upamiętniony zarządzeniem zastępczym wojewody z PiS. Gdy zostało ono uchylone przez sąd, ekipa Trzaskowskiego wolała ponownie uhonorować Jadwigę i Witolda Kokoszków – działaczy Polskiej Partii Robotniczej, niż utrzymać nazwę ulicy Stypułkowskiego. Gorąca niechęć zaplecza Trzaskowskiego do bohaterów związanych z ruchem narodowym na przykładzie Zbigniewa Stypułkowskiego zyskała także kolejne odsłony. Pojawiła się bowiem inicjatywa mieszkańców, aby upamiętnić tę postać w innym miejscu Warszawy. Sprawą najpierw zajął się miejski zespół nazewnictwa działający w strukturach podległych bezpośrednio prezydentowi stolicy, a następnie zdominowana przez jego zaplecze komisja nazewnictwa miejskiego, na której współpracownicy włodarza Warszawy uznali za oczywiste, że „nie będziemy honorować faszysty”… Dyskusja wokół uhonorowania Zbigniewa Stypułkowskiego pokazało jasno, że ekipa kandydata POKO na prezydenta RP w pełni zgadza się z jego tezami stawianymi przy okazji kolejnych zakazów marszy środowisk narodowych. Oni po prostu wzorem stalinowskiej propagandy uznają narodowców za „faszystów” i absolutnie nie widzą możliwości honorowania ich w przestrzeni publicznej stolicy. Na upamiętnienie nie mogą liczyć także inne postaci związane z prawicą. Tragicznie poległy na służbie Ojczyźnie prezydent Warszawy i Polski 10 lat po śmierci nie ma w rodzinnym mieście ulicy swego imienia, bo wciąż na przeszkodzie stają rzekomo kolejne wybory. Problemy zaczynają się również z honorowaniem duchownych katolickich, co koresponduje z akcją zdejmowania ostatnich wciąż wiszących w urzędach krzyży i wyrzucaniu kapłanów z miejskich uroczystości. Ekipa Trzaskowskiego zadecydowała, że do kosza trafiło 1800 podpisów mieszkańców Targówka chcących, aby niewielki skwerek w ich dzielnicy otrzymał imię zamordowanego w niemieckim obozie Dachau, zasłużonego dla lokalnej społeczności przedwojennego proboszcza ks. Jana Golędzinowskiego. Kierująca stosowną komisją współpracownica Trzaskowskiego wyraziła jasno stanowisko ich środowiska: księdza należy upamiętnić… na terenie kościoła. Podobne zachowanie miało miejsce w sprawie inicjatywy upamiętnienia papieża Piusa XI, który jako nuncjusz apostolski w Polsce w 1920 roku był jednym z zaledwie dwóch dyplomatów, którzy nie opuścili do końca atakowanej przez bolszewików Warszawy. Uznano, że wystarczy mu pomnik na zamkniętym dla postronnych wewnętrznym terenie Nuncjatury Apostolskiej i nie są potrzebne inne formy uhonorowania. W ogólnie dostępnej przestrzeni publicznej stolicy bardzo chętnie honoruje się za to osoby związane z PRL-em. Ekipa Trzaskowskiego ignoruje przy tym zapisy ustawy dekomunizacyjnej. Już w bieżącej kadencji samorządowej patronami stołecznych ulic zostali Kazimierz Brandys i Bohdan Lachert. Obaj w okresie głębokiego stalinizmu należeli do powołanej na polecenie Stalina Polskiej Partii Robotniczej. I to już ekipie Trzaskowskiego – w przeciwieństwie do członkostwa w Stronnictwie Narodowym - nie przeszkadzało. Prezydent osobiście bronił też np. Al. Armii Ludowej, której nie pozwolił zdekomunizować mimo apelu kombatantów. Obserwując politykę prowadzoną od 2018 roku, wychodzi na to, że w rządzonej przez Trzaskowskiego Warszawie szansę na godne upamiętnienie mają głównie komuniści, tajni współpracownicy bezpieki, politycy z innych miast zamieszani w afery korupcyjne, no i ewentualnie zagraniczni artyści kojarzeni z ruchem LGBT. Pytanie tylko, czy w imię jakichkolwiek różnic między obozem PiS/Zjednoczonej Prawicy a np. środowiskiem Konfederacji, część wyborców przywiązanych przecież do wartości patriotycznych jest gotowa dopuścić do tego, aby ekipa prowadząca taką politykę w stolicy przejęła kontrolę nad potężnymi instrumentami ogólnopolskiej polityki historycznej, bo akurat w tych sprawach prezydent RP ma dużo do powiedzenia?! No więc jak to będzie: Order Orła Białego dla George’a Sorosa? Czy najpierw Dariusz Stola? To niestety jest możliwe… Ale decyzja należy do każdego z nas! Piotr Mazurek https://wpolityce.pl/polityka/508133-komunisci-tak-polityka-historyczna-wg-ekipy-trzaskowskiego
-
Piękna, młoda, bardziej wykształcona z większego ośrodka i pracująca do niemieckiego FAKTu, omdlała gdy słowa kandydata Rafała usłyszała, a On pełen troski pobierzył żwawo by ratować Ją szklaneczką i otwartą już dużo wcześniej szklaneczką. Piknie to zagrał, aż mi łezka pociekła ... Rafałek zawsze gotowy do pomocy, raz drzwi sklei, to koło wymieni, wodę poda - prezydent na którego nie zasługujemy. A to 20 groszy ofiaruje https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/rafal-trzaskowski-dal-potrzebujacej-20-groszy-a-sam-kupil-4-ciastka-za-44-zl/gk1py84 Czołem towarzysze.
-
Redaktor Jacek Lizniewicz: - Bardzo proszę o odpowiedź na pytanie, wysyłałem je do pana już 20 sierpnia zeszłego roku. Dotyczy ono Jolanty Gontarczyk-Lange. Dofinansował pan jej fundację 2 mln zł. Była Tajnym Współpracownikiem SB, wyjątkowo groźnym, donosiła na ks. Blachnickiego. Czy będzie pan otwierał drzwi dla byłych SB-ków i wspierał nadal ich fundację? Kandydat Rafał Trzaskowski: - Dowodem wielkiej otwartości jest to, że zapraszamy wszystkich, nawet pana redakcję, która zadaje tak kontrowersyjne pytania, mało mające wspólnego z dzisiejszą rzeczywistością, ale odpowiem. Ja nie jestem inkwizytorem. Nie jestem członkiem PiS-u, który wszystkim chce zaglądać w życiorysy. Dowiedziałem się od Państwa, że taki epizod ewentualnie był, ale ja nie będę sprawdzał ludziom ich życiorysów. Nie będę ich oceniał na podstawie tego, co pisze „Gazeta Polska”. Procedury przyznawania przeróżnego rodzaju dotacji w mieście stołecznym Warszawa są przejrzyste i może do nich podejść każda organizacja. Ja nie jestem osobą od cenzurowania. - Czy to nie jest dyskwalifikujące, bycie w SB? - Ja nie będę zaglądał osobom w życiorysy. Pan myśli, że ja w tej chwili będę reagował w ten sposób, że pan złoży donos, a ja natychmiast kogoś wyrzucę z pracy? Ja nie jestem z PiS-u. Z tego co wiem, to pani, o której pan mówi, robi mnóstwo dobrego dla wykluczonych. Powiem panu więcej – ja rozumiem, że wy chcielibyście wyrzucać tak jak PiS z pracy wszystkich policjantów i żołnierzy, którzy przepracowali chociażby jeden dzień za komuny, ale jakoś nie szkodzą panu ci z bardzo trudnym życiorysem w partii rządzącej. Napisał pan kiedykolwiek artykuł o prokuratorze stanu wojennego? Przeszkadza panu ten człowiek? :DDDD
-
Pytanie do kandydata Trzaskowskiego: - Czy wesprze pan pomysł wypłacenia reparacji organizacjom żydowskim. Tak lub nie? Odpowiedź: - To jest sprawa, która podlega suwerennym decyzjom polskiego Sejmu. I to Sejm będzie się wypowiadał. Dlatego nie podpisałbym w tej chwili takiej ustawy. Wprowadzanie tego tematu odbiera powagę państwu polskiemu. Sprawa jest zbyt skomplikowana, by o niej mówić w kampanii wyborczej. Decyzja w sprawie mienia jest suwerenną decyzją państwa polskiego i nikt nie będzie nam narzucał decyzji. :DDDDDD
-
Podczas wczorajszej konferencji prasowej Rafała Trzaskowskiego padło wiele pytań. Niektóre naprawdę ważne. Trzaskowski odpowiadał, jak umiał, klucząc, zwodząc, zmieniając zdanie. W sumie poznawczo bardzo ciekawa impreza. Ale jednego, kluczowego pytania zabrakło. Pytania prostego, ale w obecnej sytuacji zasadniczego. Pytania, które brzmi: Kim naprawdę pan jest, panie Trzaskowski? Pytania, które można oczywiście rozwinąć, rozszerzyć. Kiedy naprawdę mówi pan prawdę? Czy wtedy, gdy wspiera ochoczo ofensywę ideologii LGBT, czy wtedy, gdy wyraża pan szacunek dla tradycji? Wtedy, gdy marzy pan o udzieleniu tzw. ślubu parze homoseksualnej, czy wtedy, gdy jest pan przeciwko adopcji dzieci przez pary jednopłciowe? Czy pana prawdziwe „ja” lepiej wyraża wypędzanie przez pana księdza z warszawskiego ratusza i zrywanie łączności z Kościołem, czy też deklaracja, że jest pan katolikiem? I dalej. Czy Nordstream2 to dla pana przedsięwzięcie prywatnych inwestorów, czy też zagrożenie dla Polski? Czy lotnisko w Berlinie wystarcza, czy jednak Polska powinna samodzielnie szukać szans rozwojowych? Czy pana prawdziwe instynkty wyraża obrzydliwy, hejterski SokzBuraka, przypisujący ludziom wymyślone, podłe cytaty, utrzymywany także z pieniędzy Warszawy, czy też apele o szacunek i pojednanie, którymi upstrzył pan swoją kampanię prezydencką? Czy chciałby pan wyrugować pamięć o śp. Lechu Kaczyńskim, nawet kosztem celebracji Armii Ludowej, czy też zapewnić naszemu wielkiemu prezydentowi godne upamiętnienie w stolicy wszystkich Polaków. Można tę listę ciągnąć bez końca. W czasie walki o stolicę i po objęciu rządów sytuował się pan na lewym skrzydle Platformy. Teraz przedstawia pan Polakom zupełnie inny wizerunek. Ale i to z zastrzeżeniem, że „wszystko się dzisiaj zmienia”. Może prawda jest taka, że osobiście nie ma pan żadnych przekonać, żadnych poglądów, a to, co pan mówi, jest jedynie funkcją bieżącego interesu, obowiązujących mód, presji środowiska? Może sam pan nie wie, kim jest? Tak być może. Ale kto wie, może ta kampania pozwoli panu odnaleźć siebie, swoje prawdziwe „ja”? Bo życie bez jakichkolwiek punktów oparcia musi być, mimo wszystko, po prostu straszne. PS. W najnowszym tygodniku „Sieci” piszemy o tym, jak Rafał Trzaskowski i jego ludzie niszczyli Marsz Niepodległości. Warto przeczytać, warto polecić innym! https://wpolityce.pl/polityka/508100-najwazniejszego-pytania-trzaskowskiemu-jednak-nie-zadano
-
Debata była całkiem dobra, tylko po 2 minutach odpowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy na pytania mieszkańców, powinny być dwie minuty na odpowiedź kandydata Trzaskowskiego, potem riposta prezydenta i riposta pretendenta. Uważam że to skandal że nie czekano na odpowiedzi Trzaskowskiego, obywatele powinni poznać poglądy tego kandydata. Natomiast arena cyrkowa Trzaskowskiego była nawet zabawna, szczególnie jak beształ dziennikarza za niepoprawne pytanie ...
-
Jak ktoś chce prawdy to ją znajdzie, a jak ktoś chce dalej kłamstw i szamba TWNowego to niech się dalej w tym tapla:) Siema towarzysze
-
Manipulacjom nie ma końca. Sztab Rafała Trzaskowskiego wspólnie z TVN po mistrzowsku grają zaplanowaną przez siebie debatą, która pewnie mogłaby się odbyć, gdyby chciano ją uczciwie zorganizować. Wygląda jednak na to, że nie realizacja debaty jest istotą tej rozgrywki, a wtłoczenie w opinię publiczną przekonania, że prezydent Andrzej Duda boi się starcia z Rafałem Trzaskowskim. Trudno o bardziej perfidną propagandę w tej kwestii. TVN nie zadała sobie nawet trudu, by w całości przytoczyć komentarz prezydenta w tej sprawie. Postawiła go pod ścianą i wspólnie z opozycją ogłosiła tchórzem. Bardziej podle się nie da… Materiały TVN na temat debaty prezydenckiej to naprawdę soczyste studium manipulacji. Nie mówi się o propozycjach debat wysuniętych przez Telewizję Polską i Telewizję Polsat. Nie ma mowy o tym, że zaproponowany termin koliduje z kalendarzem kampanii wyborczej prezydenta Dudy. Jest tylko tępa narracja mająca wmówić widzom, że prezydent boi się starcia z Rafałem Trzaskowskim w debacie mającej odbyć się „na dwóch największych antenach telewizyjnych i dwóch największych portalach niezależnych od władzy”. Które to największe telewizje i portale? TVN, TVN24, Onet i Wirtualna Polska. Nieprawdopodobna bezczelność. Prywatne media z kapitałem zagranicznym zawiązały polityczny sojusz i ogłosiły się wpływowym monolitem, mającym prawo wyłączności w kreowaniu publicznej debaty w Polsce. Wszystkie materiały o debacie naszpikowane są szyderczymi wypowiedziami Rafała Trzaskowskiego, który „namawia prezydenta”, by nie bał się starcia. Towarzyszy temu taki sam przekaz w innych opozycyjnych mediach i w Internecie. Czyżby kandydat Koalicji Obywatelskiej czuł się tak słaby, że jedyną szansę wzmocnienia swojej pozycji upatruje w kreowaniu fałszywego przekazu na temat swojego konkurenta? Ja się pojawię tam, gdzie ta debata jest realizowana przez telewizje i portale internetowe. I namawiam do tego pana prezydenta: niech się pan nie boi — stwierdził pogardliwie Trzaskowski na jednym ze swoich wieców, wykluczając jednocześnie swój udział w debacie TVP. Na pytanie, czy stawi się na nią 6 lipca, odpowiedział: Dosyć ustawek. Prezydent Andrzej Duda był już na dwóch debatach TVP i ma przyjść na trzecią ustawkę TVP, gdzie znowu będzie znał wszystkie pytania? Najwyraźniej propozycja debaty z aktywnym udziałem publiczności przerasta kandydata Koalicji Obywatelskiej. W poprzedniej wypadł na tyle słabo, że uciekł z niej przed dziennikarzami i opuścił gmach Telewizji Polskiej łamiąc procedury bezpieczeństwa sanitarnego. Warto w tym zamieszaniu raz jeszcze przywołać stanowisko prezydenta Dudy. Pytają mnie czy wezmę udział w debacie? Oczywiście, że zawsze chętnie biorę udział w debacie i przecież brałem udział w debacie nie raz. Tylko na uczciwych zasadach, które były jednakowo ustalane ze wszystkimi, gdzie dostawaliśmy zaproszenie i uzgadnialiśmy termin. A nie proszę państwa, że jakaś jedna prywatna telewizja pana Trzaskowskiego podaje termin debaty i nakazuje się stawić. Nie. I okazuje się, że pan Trzaskowski chce organizować debatę pod ochroną zagranicznych mediów. Ja się na to nie zgadzam — powiedział prezydent i dodał: Dlaczego media polskie mają być gorzej traktowane? Dlaczego Polsat ma być gorzej traktowany, dlaczego ma być gorzej traktowana Telewizja Polska? Dlaczego inne media mają być gorzej traktowane, dlaczego ich widzowie i słuchacze mają być gorzej traktowani? Nie zgadzam się na to. Jestem prezydentem wszystkich Polaków i wszyscy Polacy mają jednakowe prawo do obejrzenia i wysłuchania debaty. To dlatego na ten dyktat dotyczący debaty w TVN-ie grzecznie odpowiedziałem, że bardzo proszę wszystkie wielkie telewizje o zorganizowanie debaty razem. Tak, żeby była równa dla wszystkich i żeby każdy widz, każdej telewizji mógł w jednakowy sposób w tej debacie wziąć udział. Obejrzeć ją i porównać poglądy. Nie chcą się na to zgodzić? Dlaczego? Pan Trzaskowski boi się debaty przed wszystkimi mediami? Zagraniczne media będą chroniły pana Trzaskowskiego? W czyim interesie? Czyżby więc pomysł debaty w TVN był - trzymając się nomenklatury Rafała Trzaskowskiego - ustawką opozycji? Gdyby naprawdę chciano ją przeprowadzić, uzgodniono by termin ze sztabami, tak jak robi się to zawsze. Można byłoby przeprowadzić ją na antenach trzech głównych telewizji z udziałem dziennikarzy wszystkich tych stacji: TVP, Polsat i TVN. Przecież chodzi o dobro Polski, rzetelny przekaz i pełną informację dla wyborców, czyż nie? Tymczasem stacja z Wiertniczej ogłosiła debatę, która nie mogła dojść do skutku, obarczyła za to winą prezydenta Dudę i wskazała Rafała Trzaskowskiego, jako moralnego zwycięzcę. Czy można zagrać podlej? CZYTAJ TAKŻE: Zamiast wizji programowej, prymitywny atak na prezydenta Dudę. Dlaczego? Bo pomysł na prezydenturę Trzaskowskiego mają Berlin i Bruksela Marzena Nykiel https://wpolityce.pl/polityka/507352-kto-z-kim-robi-ustawki-zenujaca-gierka-tvn-i-trzaskowskiego
-
Jeszcze trochę i Rafał Trzaskowski poprowadzi Marsz Niepodległości, potem może jakaś procesja czy pielgrzymka do sanktuarium, a potem może zwiedzanie Czajki:D
-
Trzaskowski Achtung Awaria, co tam że afera goni aferę, co tam że nie spełnił praktycznie żadnej z obietnic, które złożył podczas kampanii samorządowej, co tam dzika reprywatyzacja, ważne by niemcy biznesy robili, a że czego się nie dotknie to się sypie, szyby wylatują, szamba na metr w górę wybijają, miliony litrów ścieków Wisłą płyną, i że coś bidulek szczęścia nie ma, tu kartę teczową podpisze, tu o żłobkach coś zamruczy, na marsz LGBTKUKU+ się uda, ale na na defiladę z okazji Bitwy Warszawskiej to raczej nie bo to takie faszystowskie, w zamian za to przecież można odwiedzić jarmark i kupić dżem. Marsz Niepodległości zdelegalizować i o głosy narodowców zabiegać Miszcz Trzaskowski Achtung Awaria Prezydęt.
-
- Sprawa dotyczyła jedynie zakazu zbliżania się. Inne kary były dawno wykonane (nie było gwałtu). Dorosła już od lat pokrzywdzona z matką prosiły o uchylenie zakazu zbliżania się, bo w praktyce mieszkają ze skazanym w jednym domu. To sprawa rodzinna. Wniosek popierały sądy i PG - napisał prezydent. https://wpolityce.pl/polityka/507200-prezydent-odpowiada-na-kampanie-oszczerstw-ws-prawa-laski Według naszego sondażu, w drugiej turze wyborów prezydenckich obecny prezydent zdobyłby 53 proc. głosów, a kandydat Koalicji Obywatelskiej 47 proc. https://wpolityce.pl/polityka/507211-rosnie-przewaga-andrzeja-dudy-nad-rafalem-trzaskowskim Jeszcze trochę wysiłku i będzie dobrze
-
https://www.rafalnieklam.pl/
-
Nie ma granic żenady! Rafał Trzaskowski, który uciekł z debaty prezydenckiej przed dziennikarzami, wymyśla prezydentowi Dudzie od cykorów. Człowiek, który nie radzi sobie z opanowaniem problemów kanalizacyjnych w Warszawie, krytykuje działania rządu i zapowiada budowę mostu w Tczewie. Ktoś, kto spowodował największą katastrofę ekologiczną ostatnich dekad, obiecuje skuteczną walkę o klimat. Choć aktywnie zwalczał manifestacje prawicowych organizacji, teraz nagle odwołuje się do patriotycznych ideałów. Ściema Rafała Trzaskowskiego przebija wszystkie poziomy absurdu? Czy sprawna propaganda jego sztabu zdoła przyciągnąć nowych wyborców? Jak naprawdę wygląda kandydat Platformy w realnym świetle? I kto go wspiera? Najsłabszy wynik w I turze ze wszystkich kandydatów PO Nic dziwnego, że sztab Rafała Trzaskowskiego idzie na ostrą konfrontację. Agresywnym krzykiem próbuje się zakrzyczeć fakty, które są mocno kłopotliwe. Bo choć kandydat Koalicji Obywatelskiej miał naturalną przewagę nad pozostałymi kandydatami z uwagi na późniejsze wejście do gry, nie zdołał jej wykorzystać. Prawda jest taka, że Trzaskowski uzyskał najgorszy wynik w pierwszej turze spośród wszystkich kandydatów Platformy, startujących w wyborach prezydenckich. — Donald Tusk w 2005 roku - 36,33 proc. — Bronisław Komorowski w 2010 roku - 41,54 proc. — Bronisław Komorowski w 2015 roku - 33,77 proc. — Rafał Trzaskowski tylko 30,46 proc. , co dało mu 5 917 340 głosów Nawet Bronisław Komorowski po fatalnej kampanii i jeszcze gorszej kadencji, zgarnął większe poparcie niż światowiec Trzaskowski. 13 proc. przewagi PAD nad RT i 3 mln więcej głosów niż w 2015 To nie była łatwa kadencja dla Andrzeja Dudy. Ciągłe protesty, ataki, interwencje zewnętrzne i medialna propaganda miały osłabić tę prezydenturę tak dalece, by nie było mowy o reelekcji. Pretensje pojawiały się także ze strony obozu rządzącego, gdy prezydent stojąc przytomnie na straży praworządności, odrzucał wadliwe projekty ustaw. Okazuje się jednak, że odbudowa pozycji międzynarodowej Polski, dumy narodowej, przywrócenie należnej pozycji bohaterom narodowym, odzyskanie prawdy historycznej, czujne wsłuchiwanie się w głos obywateli i ciągła troska o dobro wspólne są widoczne. Andrzej Duda zdobył w pierwszej turze 43,5 procent czyli 8 mln 450 513 głosów. Oznacza to, że grono jego zwolenników powiększyło się o ponad 3 miliony w ciągu 5-letniej kadencji. Na Rafała Trzaskowskiego zagłosowało ponad 2,5 miliona osób mniej, co stanowi grupę mniejszą o 13 proc. CZYTAJ TAKŻE: W ciągu 5 lat prezydent Duda zyskał zwolenników. Taki wynik to rzadkość i wielki sukces! Czy w II turze konserwatyści połączą siły dla Polski? 13 województw popiera Dudę, 3 Trzaskowskiego. Warszawa utrzymana, ale… W zapomnienie odchodzi powoli stary podział Polski złamanej na pół. Rafał Trzaskowski wygrał w zaledwie 3 województwach: Lubuskim, Pomorskim, Zachodnioporskim. Zwycięstwo w pozostałych 13 województwach należy do prezydenta Dudy. Zastanawiająca jest postawa mieszkańców stolicy. Trzaskowskiego wybrano we wszystkich dzielnicach Warszawy. Widać, że interesy, posady i etaty są ważniejsze, niż afery i zaniedbania. I choć lista grzechów Platformy wobec mieszkańców Warszawy coraz bardziej się wydłuża, środowiska zainteresowane utrzymaniem swoich wpływów biznesowo-polityczno-medialnych są na tyle silne, by utrzymać obecny układ. Prezydent Warszawy nie może jednak w pełni cieszyć się wynikami, jakie osiągnął w swoim mieście. W wyborach samorządowych zdobył 56,67 proc., czyli 505 tys. głosów przy 67 proc. frekwencji. Teraz zdobył jedynie 47,55 proc., czyli 480 tys. głosów, przy 73 proc. frekwencji. Niemcy za Trzaskowskim Rafał Trzaskowski od początku był kandydatem typowanym przez naszych zachodnich sąsiadów. Trudno się dziwić, skoro tak skwapliwie dbał o ich interesy. Wystarczają mu niemieckie stocznie, lotnisko w Berlinie, a przekop Mierzei Wiślanej uważa za fanaberię. Jako namaszczony przez Donalda Tuska dobrze wpisywał się w utrzymanie niemiecko-polskiego układu polityczno-gospodarczego. Niemiecka prasa pisze wprost, że wiąże z nim nadzieje dotyczące także warstwy historyczno-ideowej. Trzaskowski mógłby zakłócić budowanie „IV Rzeczpospolitej” przez PiS. Jako prezydent mógłby też narzucić mniej konfrontacyjny ton w relacjach polskich władz z Niemcami, bo jest krytyczny w sprawie możliwych polskich żądań reparacyjnych wobec Niemiec – napisał korespondent dziennika „Die Welt Philipp Fritz. Atak i ośmieszanie Sztab Rafała Trzaskowskiego przystąpił do ostrego uderzenia. I choć ma 2 tygodnie na pozyskanie 3 milionów głosów, wybiera najbardziej agresywną strategię: ośmieszenia i zohydzania przeciwnika. Platforma nie zadaje sobie nawet trudu zbudowania konstruktywnego programu prezydenckiego. Ogranicza się do negowania i dyskredytowania posunięć prezydenta Dudy. Świadczy to nie tylko o politycznej infantylności, ale o totalnej niemocy i niezdolności do dostrzeżenia realnych wyzwań i problemów. Po co Trzaskowskiemu program? Pomysł na jego prezydenturę ma Berlin i Bruksela. Stamtąd pójdzie kampanijne wsparcie rozhulane w opozycyjnych mediach. On sam ma jedynie być i grać swój codzienny spektakl. Jak na razie rola tępego bojówkarza miotającego bezmyślnie paintballem idzie mu doskonale. Autor Marzena Nykiel https://wpolityce.pl/polityka/507100-zamiast-wizji-programowej-prymitywny-atak-na-prezydenta
-
Kolejna ... Żona aktora Zbigniewa Zamachowskiego, dziennikarka Monika Zamachowska: Wczoraj okazało się, że prawie 7 proc. dorosłych przedstawicieli mojego narodu to faszyści, którzy czują potrzebę przeciwstawienia się „ślepej wierze w tzw. projekt europejski” (z programu Konfederacji) i którzy „propagandę LGBT” będą tępić wszystkimi sposobami, nawet siłą. https://wpolityce.pl/polityka/507090-pogarda-w-pelnej-krasie-zamachowska-przerazona-wynikiem
-
Co za poziom. Dopłaty nie są sobie ot tak ustalane, budżet jest ustalany, o ile dobrze pamiętam na 7 lat, Prawo i Sprawiedliwość rządzi od 6 lat ... więc kto ustalał wysokość dopłat ??? Ręce opadają, negocjacje dopiero będą prowadzone w sprawie dopłat i wtedy dopiero będzie się można czepiać tego strasznego PiSu ...
-
Elyta głosuje : Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludźmi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska — napisał na Twitterze Zbigniew Boniek. https://wpolityce.pl/polityka/507081-boniek-obraza-wyborcow-internauci-reaguja Manuela Gretkowska: Lud nadwiślański nie zmienił się od 200 lat. Zastygł w g*wnie jak w bursztynie. Zryw powstańczy o wolność dobije swoimi głosami. Może butów nie ściągnie zabitym, ale ograbi z nadziei. Czuję się jakbym czekała na wyniki biopsji, a nie drugiej tury prezydenckich wyborów. Czy złośliwy, czy nie… Raz nadzieja, raz mdli w przeczuciu, że jednak będzie źle. 43 % przewidywań fatalnego końca i 30 % plus - szansy przeżycia. Druga tura, to walka na śmierć i życie demokracji. Zostały 2 tygodnie. Nie wiadomo z czym wyskoczy Kurski, do tej pory, na tego ch… można było liczyć w decydujących momentach. Dziadek z Wermachtu już był, kasa dla Żydów też i pedały niszczące polskie rodziny. Teraz czas na pedofilię, łapówki? Albo, że Trzaskowski odbierze 500 i chrzty, drugiego dziecka, bo sam swojego nie ochrzcił czy coś tam. Ma długopis i może. Mało czasu, żeby zdrapać z siebie info g*wno, gdyby ochlapało. https://wpolityce.pl/polityka/507037-haniebne-wywody-gretkowskiej-o-wyborcach-dudy Już innych wywodów Postępowej Elyty nie chcę zamieszczać bo to ten sam denny poziom.
-
Elektorat i zaplecze Trzaskowskiego pragną krwi. Symbolicznie, choć faktycznie pragną surowej zemsty Im bardziej Rafał Trzaskowski zapewnia, że chodzi mu o zgodę, współpracę, konsensus i wspólnotę, tym bardziej jego elektorat pragnie krwi. Symbolicznie oczywiście, czyli faktycznie pragnie zemsty. Nawet surowej. A najbardziej potrzebują tego funkcjonariusze Platformy Obywatelskiej oraz sympatyzujący z Trzaskowskim celebryci i intelektualiści (chodzi o tych, którzy formalnie mają taki status, bo faktycznie bardzo różnie z tym bywa, zwykle źle). Sam Rafał Trzaskowski te oczekiwania zdaje się wyczuwać i akceptować, co widać, gdy traci kontrolę nad swoimi gestami, sposobem mówienia czy generalnie mową ciała. Wtedy wyłazi z niego ten mściciel, którego wielu chce w nim widzieć, szczególnie celebryci. Rafał Trzaskowski musi się miarkować, choć przychodzi mu to z trudem, szczególnie w kontaktach z dziennikarzami. Tę swoją złość, a wręcz mściwość zademonstrował, gdy lokalny płocki dziennikarz zapytał go o szambo, które kilka miesięcy temu spłynęło do Wisły. Wtedy szczerze wyznał, że chodzi mu o zamknięcie ust tym wszystkim, którzy go jakoś tam wkurzają. I tu niewiele go dzieli od wściekłych na pełnym gazie celebrytów i „intelektualistów”. Wystarczy wymienić pisarki Manuelę Gretkowską i Marię Nurowską oraz socjologa prof. Ireneusza Krzemińskiego. Oni swoją wściekłość demonstrują bez żadnego kamuflażu. Są bowiem przekonani, że powinni tak robić, skoro kampania narzuca pewne ograniczenia kandydatowi. Wiele wskazuje na to (przede wszystkim reakcje w przestrzeni publicznej), że duża część elektoratu Rafała Trzaskowskiego oczekuje od niego „krwi” wrogów, czyli nie tylko członków PiS, urzędników i członków rządu należących do tej partii czy funkcyjnych w spółkach skarbu państwa. Oni chcą „krwi” zwykłych sympatyków i wyborców PiS. Rafał Trzaskowski to wszystko ubiera w szaty Komisji Krzywd czy instytucji świadka prezydenckiego, ale chodzi tu dokładnie o to samo, co wojowniczym celebrytom i „intelektualistom”. O zemstę, rewanż, odwet. Żądne „krwi” zaplecze Trzaskowskiego racjonalizuje swoją agresję, a przynajmniej usilnie się stara. Na razie agresję symboliczną, choć niektórym już puszczają nerwy i zdarza się przemoc fizyczna. Na przykład Sławomirowi Nitrasowi, gdy wyrywał tzw. wuwuzele przeciwnikowi Rafała Trzaskowskiego, skądinąd zachowującemu się wyjątkowo spokojnie. Problemem jest to, że oni wszyscy tę agresję, ujawnianą na poczet przyszłej zemsty, uważają za coś, co im się należy. A należy im się przede wszystkim z powodu upokorzenia oraz zadośćuczynienia za nie. Prawdziwą wściekliznę po stronie zwolenników Rafała Trzaskowskiego wywołuje to, że ich faworyci, a przez to oni sami przegrali z ludźmi, których uważają za prostaków, chamów, ciemnotę, gburów, nieokrzesańców, buraków, a wręcz robactwo i to wszystko, co można określić skatologicznie. Nie mogą znieść, że pokonali ich ci, którymi bezmiernie gardzą, uważając za niegodnych statusu obywatela, a tym bardziej niezdolnych do jakichś skutecznych zbiorowych zachowań, jak przy urnach. Jak oni, światła elita, mogą przegrywać z takim niczym, z takimi społecznymi, a czasem wręcz biologicznymi odrzutami? Ta zniewaga krwi wymaga. *Wściekliznę wywołuje przekonanie, że ktoś śmiał zająć wiele miejsc niejako genetycznie przypisanych oświeconej „elicie”, a wiążących się z apanażami, wpływami i wysokim statusem społecznym. Szczególnie platformerskim (a więc także optującym za Trzaskowskim) intelektualistom i artystom wydaje się czymś niebywałym, że jakaś czerń zajmuje stanowiska, posady i zawiera umowy czy kontrakty, które tylko im się należą. A wszystkim, którzy podnieśli swoje łapska na tę ich inwestyturę należy te łapska odrąbać. W stylu, w jakim towarzysz Józef Cyrankiewicz chciał odrąbywać ręce powstańcom Poznańskiego Czerwca 1956 r. i tym, którzy ich wspierali. Już samo to, że znienawidzona „hołota” ma jakieś prawa obywatelskie, w tym prawo głosu i tym głosem może „oświeconą elitę” odsunąć od władzy, stanowisk oraz apanaży woła o pomstę do nieba. W tym aspekcie demokracja kompletnie się nie sprawdza, co znowu jest powodem ogromnej frustracji, złości i wściekłości. A to z kolei uzasadnia fizyczną rozprawę z tymi nie tylko podobywatelami, ale wręcz podludźmi. I oświecone masy liczą na to, że nadejdzie dzień zemsty na sympatykach PiS i Andrzeja Dudy oraz oczyszczenia z nich, bo dłużej tak żyć się nie da. Zasoby nienawiści i pogardy do wyborców i sympatyków PiS, a przez to także Andrzeja Dudy, są wręcz nieprawdopodobne. Na tę „ciemną energię” tych, którzy uważają się za jasną stronę mocy wskazywało już opracowanie Centrum Badań nad Uprzedzeniami - „Polityczna polaryzacja w Polsce – jak bardzo jesteśmy podzieleni”, opublikowane w styczniu 2019 r. W kampanii wyborczej w 2020 r. ta „ciemna energia” aż kipi. A Rafał Trzaskowski jest uważany za tego, kto pozwoli znaleźć jej ujście. Co ciekawe, choć wielu, nawet w obozie Trzaskowskiego, to widzi, nikt tego nie próbuje tonować, uśmierzać, kanalizować. Przeciwnie, istnieje przeświadczenie, że to będzie słuszna i sprawiedliwa zemsta, a sam Rafał Trzaskowski będzie pierwszym mścicielem. Wielu nawet sobie nie zdaje sprawy, jak bardzo Rafał Trzaskowski stał się zakładnikiem sił odwetu i zemsty. A wręcz od przyszłej realizacji planu odwetu i zemsty miałby być zależny jego sukces w wyborach. To bardzo niebezpieczne pompowanie złych emocji. I to jest właściwie jedyny, choć mniej lub bardziej udolnie skrywany, program wyborczy. Reszta to didaskalia albo dekoracje. Trzaskowski ma być panem zemstą. Po to startuje i po to miałby wygrać. A opowieści o zgodzie, współpracy, konsensusie i wspólnocie to tylko zasłona dymna. Takie jest prawdziwe oblicze „demokratów”. Tak prawdziwe, że aż straszne. Autor Stanisław Janecki https://wpolityce.pl/polityka/507078-elektorat-i-zaplecze-trzaskowskiego-pragna-krwi
-
Trzaskowski znów stawia na niemiecką firmę! Itwh GmbH buduje system zarządzania siecią kanalizacyjną za ponad 60 mln zł https://wpolityce.pl/gospodarka/507050-niemiecka-firma-buduje-system-kanalizacyjny-w-warszawie
-
Skąd się ta lemingoza bierze? I to jeszcze na wsi, przecież trzeba mieć nierówno pod sufitem, by być rolnikiem i głosować na tych co odpowiadają za upadek i wyprzedaż za grosze rolnictwa, stoczni, banków ... Ursusa. Naoglądają się komunistycznych mediów TWNowych i myślą że wszystkie rozumy pozjadali, a poza słomą z gumiaków, prostackie buractwo wyłazi, prymitywizm i nienawiść. Żałosne.
-
Trzaskowski dostał mnij niż Komorowski 5lat temu, około 30% i to przy poparciu lewaków cienko ... nawet gdyby w II turze wszyscy głosujący na Hołownię czy Biedronia poszli za nim to 50 % nie ma:DDDD Duda wystarczy że przekona część wyborców Bosaka i Kosiniaka i część ideowej nierozporkowej lewicy i już ma większość:DDD A pozatym modlitwa też robi swoje ... będzie dobrze. Współczuję pewnym osobnikom, tyle nienawiści, może by tak do księdza się udać egzorcysty, choć to może być niebezpieczne bo woda święcona pali takich osobników ...
