-
Postów
564 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez tracker
-
W sobotę podczas koszenia w kosiarce ZO36 - Famarol Meduza, po zawadzeniu o beton na skraju pola, wyleciał mi z trzymaka sworzeń trzymający nożyk. Czy można wymienić sam sworzeń zabieraka czy trzeba wymienić cały element - trzymak noża??
-
Brakuje inspiratorów towarzysze, wybory muszom być przesunięte. To co się dzieje to jest masakra jakaś. Gdzie som Timmermansy i Verhowstadty, Donald zainfekowany w izolacji ... jak żyć?
-
Mam marzenie, rządzi charatający w gałę Tusek, ministerką zodorowia jest przkopującą na metr w głąb ziemię Kopaczowa, a finansami zajmuje się ten od 200 baniek na 2 szpitale Arłukowicz. W tej bajce som też testy dla każdego wyborcy POKO i smoki też som. Czołem towarzysze.
-
Szkoda że nie rządzi tera charatający Donek, czy Kopcia co to na metr wgłąb, czy Arłukowicz co to dale 200 baniek. To by dopiero w ten kraju było dobrze.
-
Ursus C-360 -Gaśnie jak nagrzeje się silnik
tracker odpowiedział(a) na alkhor temat w Silnik i osprzęt
a) syf w baku lub jakaś podkładka czy cuś takiego która blokuje paliwo, b) paproch przed pompą zasilającą w tym oczku -( to bym obstawiał lub paproch w baku) c) zapchane filtry d) padająca pompka zasilająca. -
Co trzeba mieć w głowie, żeby czekać na nieszczęście i tragedię jako najlepszy polityczny scenariusz i ratunek? Testy. Ale testy. Dlaczego nie testy? Gdzie testy? Test dla każdego! Bo Niemcy! Bo Koreańczycy! Ile można kupić testów za 2 mld zł? W Platformie Obywatelskiej (dzielącej się tym z koleżeństwem z Koalicji Obywatelskiej) wymyślono, że czymś, co jej działacze są w stanie zapamiętać i powtórzyć są trzy zdania: „Rząd fatalnie sobie radzi i ryzykuje życiem Polaków, bo każdy obywatel nie może się przebadać korzystając z testu”, „Wydali 2 mld zł na propagandę w TVP, a za to można było kupić 7 mln testów”, „W Niemczech testom poddano 200 tys. osób, a w Korei Południowej 20 tys. osób dziennie”. Kto nie jest w stanie zapamiętać trzech prostych (i prostackich) zdań, może żonglować tylko pierwszym, i robi to na przykład kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska. Kto nie jest w stanie zapamiętać nawet jednego z trzech zdań, a większość posłów PO nie jest, może posługiwać się tylko jednym słowem – „testy”. Jedynie Borys Budka jako szef tego towarzystwa 13 marca 2020 r. zdobył się na finezję, że testom powinni móc się poddać ci, którzy podejrzewają, że mogli się zainfekować. Ale on najczęściej występuje w mediach i wobec odpytujących go dziennikarzy nie może z siebie robić … (tu można wpisać stosowne określenie), gdyż zostałby wyśmiany. Testy na obecność koronawirusa są ważne - w wypadku osób mających kontakt z zarażonymi albo będących w zagrożonych miejscach. Testowanie ma swoją racjonalną stronę i logiczny porządek. Jak powtarza wirusolog prof. Włodzimierz Gut, testowanie ponad 37 mln obywateli nie ma sensu i nie jest możliwe. Nie sposób znaleźć na rynku tyle testów, nawet gdyby były na to pieniądze. Poza tym do czasu wygaśnięcia pandemii trzeba by każdego testować co pięć dni. Tyle wynosi czas inkubacji wirusa, wiec ten, kto go nie miał, za pięć dni może być zarażony. A to w skrajnym przypadku oznacza konieczność zgromadzenia nawet ponad 200 mln testów. Argumenty fachowców nie mają jednak znaczenia, bowiem politykom PO chodzi wyłącznie o sianie paniki i dyskredytowanie rządu. Choć pewnie zapłaciliby każdą cenę, żeby mieć w swoich szeregach kogoś takiego jak minister zdrowia Łukasz Szumowski czy główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas. Politycy innych opozycyjnych ugrupowań są znacznie rozsądniejsi od tych z PO, o niebo mniej demagogiczni i znacznie częściej polegają na wiedzy, a nie na fake newsach, w których politycy PO wręcz się lubują. Zasadą myślenia (no, może przesadzam, że chodzi tu o myślenie, ale niech tam) i działania polityków PO jest: „skuś baba na dziada”. Nie chodzi o to, żeby efektywnie pomóc chorym czy tylko zagrożonym, ale żeby jakoś sprawić, by rząd się na tym wyłożył, aby mu się nie udało zwalczyć pandemii. Nic to, że jeśli rządowi by się nie udało, wszyscy by to negatywnie odczuli, łącznie z politykami PO. Byleby można rządzącą zjednoczoną prawicę o cokolwiek oskarżyć. Niektórzy posłowie PO chyba przez całą dobę mają dyżury, podczas których zbierają z sieci wszelkie nonsensy, bzdury, ploty, kłamstwa i idiotyzmy, i z lubością przekazują je dalej. Jakby trwał jakiś wyścig na to, kto znajdzie coś głupszego, co u zwolenników PO wywoła reakcją łańcuchową i uruchomi kolejną falę hejtu przeciw rządzącym. Co najgłupsze i bezdennie niemoralne, wyznawcom zasady „skuś baba na dziada” największą satysfakcję sprawiłoby, gdy pandemia Covid-19 sparaliżowała Polskę, zdezorganizowała funkcjonowanie państwa i społeczeństwa, zaszkodziła gospodarce. Ale przecież nawet najgłupszy kibol scenariusza nieszczęścia powinien wiedzieć, że w takiej sytuacji byłoby wiele ofiar. I to by też ich zadowalało? Nie słychać, żeby w innych państwach jakaś partia próbowała się politycznie „odkuć” na dramacie, a nawet tragedii. Żeby z zaciśniętymi piąstkami jej członkowie czekali na nieszczęście i próbowali je przyciągać infantylną magią fake newsów i kretynizmów. To się po prostu w głowie nie mieści. Z drugiej strony, co trzeba mieć w głowie, żeby czekać na nieszczęście i tragedię jako najlepszy polityczny scenariusz i ratunek. Co się z tymi ludźmi dzieje, do diabła! autor: Stanisław Janecki https://wpolityce.pl/polityka/490996-po-chyba-chodzi-o-to-zeby-rzad-sie-na-pandemii-wylozyl
-
film Proroctwo: ksiązka: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/130776/proroctwo-o-polsce-obietnica-i-krew a jak samemu znaleźć to przepowiednie św. Faustyny Kowalskiej, Sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda, Mikołaja Sikatki, o. Czesława Klimuszki, Sługi Bożego bp. Jana Cieplaka, bł. ks. Bronisława Markiewicza, niemieckiej stygmatyczki Teresy Neumann o. Klimuszko "Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy. Część buta włoskiego znajdzie się pod wodą. Wulkan albo trzęsienie ziemi? Widziałem sceny jak po wielkim kataklizmie. To było straszne (…) Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój (…) Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, obudzą bestie. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale. Widziałem transatlantyki wznoszone jak łupinki... Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop! Zadławi się w Giblartarze ! Wychlupnie do środka Hiszpanii! Wleje się na Saharę, zatopi włoski but, aż po rzekę Pad. Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, z całą cudowną architekturą (…) Nasz naród powinien z tego wyjść nienajgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża."
-
Kandydatka na prezydentkę Pani Kidawa-Błońśka już 2 tygodnie temu mówiła że rządzący dyktatorzy ukrywają prawdę, że chorych jest jest bardzo dużo, pewnie schowali ich gdzieś, a zwłoki zamarłych gdzieś zakopali. Chcemy prawdy. Kidawa na prezydentkę.
-
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/490659-opozycja-apeluje-o-zamkniecie-kosciolowna-tt-wybuchla-burza Opozycja apeluje o zamknięcie kościołów. Na TT wybuchła burza. Rzecznik KEP: Starsi mogą śledzić transmisję Mszy w mediach opublikowano: 7 minut temu · aktualizacja: 6 minut temu Gorąca dyskusja na Twitterze! Czy na czas walki z koronawirusem kościoły w Polsce powinny na wzór tych włoskich zostać zamknięte? Takiej decyzji jeszcze nie podjęto. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki poprosił o zwiększenie „liczby niedzielnych mszy świętych, aby jednorazowo w liturgiach mogła uczestniczyć liczba wiernych odpowiednia do wytycznych służb sanitarnych”. Minister Szumkowski pytany oto na konferencji prasowej przyznał, że rząd jest w stałym kontakcie z Episkopatem. O zamknięcie kościołów apeluje część polityków opozycji. Rzecznik KEP przypomina iż osoby starsze i schorowane mogą pozostać w domach i stąd śledzić transmisje Mszy, które są w niedziele w środkach społecznego przekazu. Gorąca dyskusja na Twitterze Dziękuję @Abp_Gadecki za mądrość i wiarę w realną obecność prawdziwego Boga w Najświętszym Sakramencie. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie” —napisała poseł Anna Siarkowska. Publicysta Tomasz Terlikowski na Twitterze podkreślił, że „oglądanie Mszy świętej nie jest tym samym, co uczestniczenie”. Na jego wpis odpowiedziała dziennikarka Agnieszka Gozdyra. Oglądanie Mszy świętej nie jest tym samym, co uczestniczenie. Jeśli nie mogę spotkać się z Jezusem w Eucharystii z powodu choroby, to wtedy mogę „obejrzeć” Mszę. Ale jedno nie zastępuje drugiego. Tak jak rozmowa przez telefon nie zastępuje spotkania, a zdjęcie obecności —napisał Terlikowski. Prawda. Oglądając i rozmawiając przez telefon nie można się zarazić. To naprawdę proste —odpowiedziała Gozdyra. Dzięki Bogu za polskich biskupów, którzy jasno wskazują, że odwołania Mszy nie będzie. Tak jak szpitale leczą ciało, i nie zamyka się ich z powodu pandemii, tak kościoły leczą duszę i w tym samym czasie się ich nie zamyka. Jasne, musi być jakieś miejsce, które daje gwarancję zarażenia. O zamknięciu kościołów najbardziej gardłują ci, którzy i tak do nich nie chodzą. Wszelkie lewactwo i ateusze. Ja chodzę i uważam że Msza Św. i woda święcona są dla mnie wielką ochroną. Nie boję się choroby w obliczu i pod opieką Boga Teraz jest dobry test na to kto naprawdę wierzy. Oczywiście, ale Jezus choć przyszedł nawracać, to uzdrawiał też ciała. Jako uczniowie powinniśmy z należnym szacunkiem podejść do daru życia i zdrowia bliźnich. Może warto również to wziąć pod uwagę wybierając się na Mszę. Otwarte kościoły i normalne msze przy zamkniętych szkołach i instytucjach kultury, to jakiś wybitnie głupi dowcip. Co słabe? Katolik? Człowieku, Msza Święta to największy egzorcyzm, zamykanie kościołów w obawie przed wirusem to zdrada Chrystusa, wiernych i brak wiary. To jest katolicyzm. Strach przed Kościołem silniejszy od zdrowego rozsądku. Pan do kościoła nie zachodzi, więc po co Pan kopie kruszy? Pan zaapeluje o zamknięcie Galerii Handlowych. Apeluje do Episkopatu o rozważenie zawieszenia otwartych dla wiernych mszy do odwołania. Zamykamy szkoły, placówki kultury, obiekty sportowe, a wszyscy spotkają się w niedziele w kościele? Włoski Kościół podjął jedyną możliwą decyzję. W kościołach można zachować środki ostrożności - odległość od siebie, nie dotykanie dłoni etc. Gorzej jest w fabrykach, bankach czy centrach handlowych. Tez pani zamknie? Osoby starsze mogą oglądać Mszę świętą w telewizji Rzecznik episkopatu przypomniał, że zgodnie z zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego, by unikać dużych zgromadzeń osób, abp Gądecki poprosił we wtorek o zwiększenie liczby niedzielnych Mszy św. w kościołach, aby jednorazowo w liturgiach mogła uczestniczyć mniejsza liczba wiernych. Ks. Rytel-Andrianik przypomniał, że abp Gądecki wskazał, iż osoby starsze i schorowane mogą pozostać w domach i stąd śledzić transmisje Mszy, które są w niedziele w środkach społecznego przekazu np. o godz. 7.00 w TVP 1, o godz. 9.00 w Polskim Radiu – Program Pierwszy, o godz. 9.30 w Telewizji Trwam, o 13.00 w TV Polonia oraz lokalne transmisje. Dodał, że przewodniczący episkopatu podnosił, iż że nie ma wymogu, by podczas Mszy świętych przekazywać znak pokoju przez podanie dłoni. Rzecznik episkopatu zaakcentował, że Kościół w Polsce od początku angażuje się w działania mające na celu ochronę przed epidemią koronawirusa. Przypomniał, że jeszcze przed zidentyfikowaniem tego wirusa w Polsce, w niedzielę 1 marca, w kościołach czytany był list ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego informujący, jak reagować w sytuacji zagrożenia. W tym samym czasie przewodniczący episkopatu wydał komunikat w tej sprawie, w którym m.in. zalecał zachowanie daleko idącej ostrożności i apelował o modlitwę. Zastępca Jaśkowiaka apeluje do seniorów Zastępca prezydenta Poznania Jerzy Solarski zaapelował w środę na konferencji prasowej do seniorów, żeby przez dwa tygodnie Msze św. oglądali w telewizji. Nie przychodźcie w niedzielę na Msze św. —podkreślił. Zastępca prezydenta Poznania Jerzy Solarski przewodzi powołanemu przez prezydenta Poznania Zespołowi ds. monitorowania zagrożeń związanych z koronawirusem SARS-CoV-2 na terenie miasta. W środę na konferencji prasowej zaapelował do seniorów: Nie przychodźcie w niedzielę na Msze św., naprawdę nic się nie stanie, a być może uratuje zdrowie seniorów —powiedział Jerzy Solarski. Podkreślił w apelu, żeby seniorzy pozostali w domu przez dwa tygodnie. Starsi ludzie – jak podkreślił Solarski - są najbardziej narażeni na koronawirusa, a szczególnie na powikłania. Śmiertelność jest największa w grupie 80 plus —powiedział. Samotnymi seniorami w Poznaniu zaopiekują się pracownicy Ośrodka Pomocy Rodzinie i Centrum Inicjatyw Senioralnych. Zostanie uruchomiona infolinia do kontaktu; pracownik przyjedzie i zrobi np. zakupy —wyjaśnił z-ca prezydenta. kk/PAP/Twitter autor: Zespół wPolityce.pl
-
W 1854 r. we włoskim mieście Turyn szalała straszna epidemia cholery. Mieszkańcy panikowali, zamykali się w domach, a zarażeni umierali opuszczeni przez wszystkich. Reklama Jednym z niewielu, który postanowił wtedy przyjść z pomocą chorym był święty salezjanin ks. Jan Bosco. Zebrał młodych ludzi, którymi się opiekował w oratorium i zaproponował im, aby ci, którzy czują się na siłach wyszli z nim do miasta, aby pomóc chorym. Jak zapisali biografowie życia kapłana, ks. Bosco obiecał chłopcom, że żaden z nich się nie zarazi, ale mają być w stanie łaski uświęcającej i mieć przy sobie medalik z Najświętszą Marią Panną. Zgłosiło się kilkudziesięciu młodych chłopców, którzy przez kilka następnych dni pomagali chorym w mieście. Nikt z ich się nie zaraził, a epidemia w końcu się skończyła. Wielu z nas przypomniała się w ostatnich dniach historia z życia tego włoskiego świętego w kontekście epidemii koronawirusa i decyzji wstrzymania aż do początku kwietnia publicznego odprawiania mszy św. w ojczyźnie ks. Jana. Ewangeliczna odwaga z tej historii, której autentyczność potwierdzają biografowie ks. Bosco dla wielu była przykładem przeciwnej postawy do tej, jaką w ostatnich dniach podjęli włoscy biskupi. Niektórzy oceniają ją może nie jako tchórzliwą, ale na pewno jako trudną do zrozumienia, kiedy rezygnuje się z duchowej mocy i pocieszenia, jakie niesie ona ze sobą. Jej wyrazem w największym stopniu jest właśnie eucharystia, która jest w dzisiejszych okolicznościach najbardziej potrzebna wiernym. I wcale nie chodzi tu o to, że ktoś namawia do nierozsądnego zachowania w chwili, kiedy należy zachować największą ostrożność z powodu epidemii, która zabiera coraz więcej istnień ludzkich. Przecież św. Jan także wysyłał swoich wychowanków w niebezpieczeństwo dopiero, kiedy ostrzegł ich o metodach ochrony przed zarazą. Chodzi o to, że podczas gdy zakazane zostały spotkania w kościołach, restauracje i sklepy we włoskich miastach wciąż są pełne ludzi (są to zbiorowiska z pewnością większe niż te, które spotkać można w kościołach). Z pomocy duchowej zrezygnowano szybciej niż z konsumeryzmu. Chorwacki kapłan i teolog ks. Mladen Parlov zamieścił w ostatich dniach ważny komentarz w kwestii wydarzeń w sąsiadującej z Chorwacją Italii. Powiedział, że nie rozumie, jak można odmówić wiernym narażonym na niebezpieczeństwo śmierci ich największego źródła siły. „Wypowiadając słowa o wskrzeszeniu zmarłych i o życiu wiecznym chrześcijanie powinni mieć inne podejście do śmierci. Właśnie my, poprzez swoją wiarę powinniśmy stanąć ponad strachem od śmierci”, powiedział kapłan. To bardzo smutne obserwować jak w Kościele włoskim strach tak łatwo zapanował nad nadzieją. autor: Goran Andrijanić https://wpolityce.pl/polityka/490474-o-swietym-janie-bosco-i-epidemii-koronawirusa
-
Hyba bede na profesora Grodzkiego głosował, lata praktyki, taka wiedza i ta umiejętność zarządzania finansami, i do Itali się przejedzie i izbę przyjęć nawiedzi. Klękajta narody, bo to czecia osoba w państwie, a powinna być pierwsza.
-
Nie mam tego sprzętu, ale czytałem na tym forum. Poszukaj wąta na formum. Była wypuszczona seria ciagników ze żle wyskalowanym poziomem oleju w skrzyni i po ok 200 - 300 mth rozsypywały się łożyska górnego wałka w skrzyni biegów. Trzeba spóścić olej i zobaczyć czy nie ma w nim opiłków, jak są to rozbierać skrzynię.
-
Sędzia Zwierzyńska skazująca Natalię Nitek-Płażyńską na równi z pozwanym powinna przejść do historii. Wstydu Czy zdaniem sędzi trzeba było poprosić pozwanego Hansa G., żeby zechciał sobie pobluzgać na piśmie albo samemu się nagrać i obciążyć? Wyrok sędzi Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Małgorzaty Zwierzyńskiej powinien być przedmiotem analiz i nauczania studentów prawa. Choćby z tego powodu, że sędzia Zwierzyńska zajęła się badaniem „szczerej i efektywnej komunikacji” służącej „budowaniu wspólnoty”. W efekcie tego badania pani sędzia uznała, że potajemne nagrywanie pracodawcy Hansa G. mówiącego, iż „nienawidzi Polaków”, gdyż „oni wszyscy są cwelami i idiotami” wyklucza „szczerą i efektywną komunikację” oraz nie buduje „jakiejkolwiek wspólnoty”. Wykluczają to też zadane samemu sobie pytania: „to co, powinienem ich zabić?” bądź „powinienem postawić ich pod ścianą?”, na które Hans G. odpowiadał: „tak, zabiłbym wszystkich Polaków”, „jestem hitlerowcem”, „to wina tego kraju [Polski], że taki jestem”. Nagrywanie wyklucza na równi z obelgami oraz „poniżającymi i pogardliwymi” wypowiedziami nagrywanego. CZYTAJ RÓWNIEŻ: Skandaliczny wyrok! Sąd w Gdańsku nakazał Nitek-Płażyńskiej przeproszenie Niemca, który mówił, że „zabiłby wszystkich Polaków” Symetryzm Gdyby ktoś nie wiedział, co to symetryzm, to z ustnego uzasadnienia wyroku sędzi Zwierzyńskiej by się dowiedział. Oto bowiem „obie strony postąpiły w sposób niegodny, który podważa podstawowe wartości, na których opiera się demokratyczne społeczeństwo: pozwany nie umiejąc zapanować nad swoimi emocjami wielokrotnie dawał im upust odwołując się do wyjątkowo negatywnych i szkodliwych stereotypów na temat osób narodowości polskiej, wypowiadając się o nich poniżająco i pogardliwie, nie bacząc, że są to osoby, z którymi na co dzień współpracuje”. Z kolei powódka [Natalia Nitek-Płażyńska] „przez kilka miesięcy, w sposób zaplanowany nadużywała naturalnego zachowania, jakim każdy człowiek obdarza swojego rozmówcę i zaufania, jakie żywi przełożony względem swojego pracownika”. W efekcie „aprobata takiego postępowania, zarówno powódki, jak i pozwanego wyklucza szczerą i efektywną komunikację, a z kolei bez takiej komunikacji trudno budować jakąkolwiek wspólnotę”. CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nitek-Płażyńska odpowiada na skandaliczny wyrok sądu: „Niegodny, niesprawiedliwy”. Internauci: „To się nie mieści w głowie” Wbrew postawionym sobie celom badawczym z zakresu komunikacji, socjologii czy lingwistyki na temat „szczerej i efektywnej komunikacji” sędzia Zwierzyńska miała w procesie cywilnym z powództwa Natalii Nitek-Płażyńskiej rozsądzić, czy Hans G., Niemiec prowadzący na Pomorzu firmę POS System, obrażał, poniżał i godził w dobra osobiste i narodowe powódki oraz innych pracowników, a nawet stosował wobec nich groźby karalne, skoro mówił, że „zabiłby wszystkich Polaków”. W tej sprawie toczyły się dwa postępowania: karne i cywilne. W grudniu 2019 r. w sprawie karnej sąd w Wejherowie skazał Hansa G. na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, nałożył także grzywnę w wysokości 20 tys. zł i orzekł nawiązkę na rzecz pokrzywdzonych - 10 tys. zł. Niemiec odwołał się od tego wyroku, więc sprawa jest w toku. Gdy chodzi o postępowanie cywilne, w lutym 2019 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Hansa G. winnym stosowania mowy nienawiści oraz obrażania Polaków, w tym powódki. Hans G. miał za to przeprosić i wpłacić 50 tys. zł (powódka domagała się 150 tys. zł) na rzecz Muzeum Piaśnickiego w Wejherowie. Ten podmiot nie został wybrany przypadkowo, gdyż w lesie w okolicach Piaśnicy między październikiem 1939 r. a kwietniem 1940 r. Niemcy rozstrzelali ponad 12-14 tys. przedstawicieli inteligencji z Pomorza oraz Polaków, Czechów i Niemców zwiezionych tam z terytorium Rzeszy. Firma Hansa G. ma siedzibę kilkanaście kilometrów od miejsca zbrodni. Od wyroku w sprawie cywilnej Hans G. też się odwołał i 4 marca 2020 r. sędzia Zwierzyńska zakomunikowała treść zmienionego orzeczenia. Przeprosiny Po zbadaniu warunków funkcjonowania „szczerej i efektywnej komunikacji” sędzia Zwierzyńska postanowiła, że Hans G. ma zapłacić tylko 10 tys. zł (pięć razy mniej niż orzekł sąd pierwszej instancji) oraz przeprosić listownie: Ja, Hans G., przepraszam Natalię N.-P. za naruszenie jej dóbr osobistych w postaci godności i poczucia tożsamości narodowej, wyrażam żal z tego powodu oraz oświadczam, że wypowiedziane przeze mnie słowa poniżające Naród Polski w okresie zatrudnienia powódki w POS S. spółce z ograniczoną odpowiedzialnością w D. nie odzwierciedlają moich poglądów. Przeprosiny Hansa G. to pikuś, gdyż w dalszej części orzeczenia sędzia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Małgorzata Zwierzyńska nakazała powódce Natalii Nitek-Płażyńskiej przeproszenie Hansa G. i wpłatę 10 tys. zł na Fundację WOŚP. Przeprosiny następującej treści powinny się ukazać w mediach społecznościowych: „Ja, Natalia N.-P. przepraszam Hansa G. za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci prawa do prywatności poprzez nagrywanie i upublicznienie rozmów bez jego zgody”. Okazało się, że winnych jest dwoje, choć Sąd Okręgowy w Gdańsku (pierwszej instancji) oddalił tzw. pozew wzajemny Hansa G., domagającego się, by Natalię Nitek-Płażyńską uznać winną nagrywania go bez zgody, nakazać przeprosiny i zapłatę 10 tys. zł na Fundację WOŚP. Ewenementem jest nie tylko badanie przez sąd apelacyjny warunków funkcjonowania „szczerej i efektywnej komunikacji” oraz wyjaśnienia, na czym polega symetryzm w sądach, ale kompletne nieliczenie się ze stanem sprawy karnej. Jeśli sprawa karna jest w toku, a jest, sąd właściwie rutynowo zawiesza wydanie wyroku w sprawie cywilnej dotyczącej tego samego do czasu wydania wyroku karnego. I znowu niemal rutynowo wyrok karny jest brany pod uwagę w orzeczeniu w sprawie cywilnej. W tym wypadku tak się nie stało. Widocznie sędzia Zwierzyńska była zbyt zajęta badaniami z zakresu komunikacji, socjologii czy lingwistyki. Ale ważniejsze jest to, co tym wyrokiem mówi nam sędzia Zwierzyńska. Otóż mówi ona, że zebranie dowodów wbrew sprawcy jest wstrętne. Widocznie trzeba było poprosić Hansa G., żeby zechciał sobie pobluzgać na piśmie albo samemu się nagrać i obciążyć. Albo trzeba było zaufać jego honorowi, gdyż bez nagrania na pewno przyznałby się do wszystkiego. Jeśli to nie jest kpina ze sprawiedliwości, to co nią jest? autor: Stanisław Janecki https://wpolityce.pl/polityka/489853-sedzia-zwierzynska-powinna-przejsc-do-historii-wstydu
-
Imigracyjne meandry Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Dlaczego kandydatka PO nie chce już zapraszać uchodźców do Polski? wPolityce.pl autor: PAP/Mateusz Marek Jeszcze niecałe pięć lat temu Małgorzata Kidawa-Błońska była gorącą orędowniczką przyjmowania imigrantów do Polski. Mówiła, że „Polska to duży kraj” i że należy muzułmańskim przybyszom z Bliskiego Wschodu i Afryki stworzyć u nas „dobre warunki do asymilacji”. Dziś zmieniła zdanie o 180 stopni. Twierdzi, że należy chronić granic Unii przed imigrantami i – jakby tego było mało – oskarża PiS o przyjmowanie nielegalnych uchodźców. Co takiego się stało, że Małgorzata Kidawa-Błońska z piewczyni wielokulturowości i otwartości stała się nagle przeciwniczką imigrantów? Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Zmieniła się polityka Unii Europejskiej wobec problemu imigracji. Pięć lat temu – w szczycie kryzysu migracyjnego – linia polityczna Unii opierała się na ogłoszonej w Berlinie „willkommen politik”. Niemcy ostro krytykowały rząd Viktora Orbana, który próbował zablokować granicę węgierską przed napływem tysięcy uchodźców i domagały się od państw Europy Środkowo-Wschodniej przyjęcia „kontyngentów” imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Ówczesny rząd Ewy Kopacz początkowo nie zgadzał się na przyjęcie uchodźców, ale po interwencji Berlina szybko zmienił zdanie, co zresztą stało się jedną z przyczyn słabego wyniku wyborczego PO w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Zwycięski PiS od samego początku twardo sprzeciwiał się odgórnie narzuconym przez Unię (a w praktyce przez Niemcy) kontyngentom imigrantów. Twardy sprzeciw rządów państw Europy Środkowo-Wschodniej okazał się skuteczny – do transferów uchodźców z Niemiec ostatecznie nie doszło, choć wywołało to falę ostrych oskarżeń – państwom naszego regionu zarzucano kierowanie się najniższymi instynktami: nacjonalizmem i rasistowskimi uprzedzeniami. Podkreślano też, że złamaliśmy zasady unijnej solidarności, bo choć sami korzystamy z unijnej pomocy, to odmówiliśmy, gdy to nas poproszono o wsparcie. W chórze krytyków powtarzających te zarzuty pierwsze skrzypce grała wówczas Platforma Obywatelska. Małgorzata Kidawa-Błońska była jej prominentną działaczką. Nic dziwnego, że mówiła to, co mówiła. Teraz jednak wszystko się zmieniło. W Unii Europejskiej nie ma już klimatu na przyjmowanie imigrantów. Niemcy – po złych doświadczeniach „willkommen politik”, która niemal wywróciła tamtejszą scenę polityczną do góry nogami – nie atakują dziś nikogo za blokowanie migracyjnej fali. Turcja, gdzie przebywa dziś ponad 3,6 mln uchodźców, dostała od Unii 6,6 mld dolarów za blokadę granicy i teraz, gdy prezydent Turcji Recep Erdoğan postanowił podbić stawkę i ponownie uruchomił falę uchodźców, Unia słowami przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela zapewniła rządy Grecji i Bułgarii o swoim pełnym poparciu dla obrony granic przed uchodźcami, a szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen obiecała Atenom przekazanie na ten cel 700 milionów euro. Jakiż to kontrast z dawnymi atakami Unii na Węgry. Gdy pięć lat temu rząd w Budapeszcie próbował zatrzymać napierającą z południa falę imigrantów, został za to zwymyślany przez Berlin. Dziś wiatr w Europie wieje z innej strony. Plaforma Obywatelska nie po raz pierwszy pokazuje, że jest bardzo wrażliwa na takie zmiany klimatu. Dlatego Małgorzata Kidawa-Błońska nie chce już przyjmowania uchodźców do Polski. Trudno jednak prognozować, skąd wiatr powieje jutro. Zatem nie należy się zbyt przywiązywać do jej dzisiejszych słów. autor: Konrad Kołodziejski https://wpolityce.pl/polityka/489609-imigracyjne-meandry-malgorzaty-kidawy-blonskiej
-
Cały postępowy lud MIAST i WSI już 5 wiosnę opłakuje największego tubylca przywiślańskiej krainy - Donka i prezydenta Bronka Bula, profesora Rzeplińskiego i inne najwybitniejsze osobistości TWNu, poległe w boju ostatnim z dyktaturom. Co raz pojawiają się nowe ofiary reżimu, inne profesory, sendziowie i inne osobniki som niszczone, niezadługo zacznie się ostatnie pożegnanie profesor Gersdorf ... uczcijmy te ofiary w ciszy. Czołem Towarzysze, jeszcze tu k wrócimy i bendzie tak jak było.
-
Marszałek Grodzki nawet w ewidentnej sprawie idzie w zaparte. Jak wierzyć komuś, kto kłamie z taką łatwością? opublikowano: wczoraj · aktualizacja: wczoraj wPolityce.pl autor: PAP Dzięki staraniom opozycji koronawirus stał się sprawą polityczną. Trzeba przyznać, że totalsi mają wyjątkową łatwość używania ludzkich nieszczęść do walki z Prawem i Sprawiedliwością. Z całej tej propagandowej machiny wyłonił się dziś jednak jeden mały, z pozoru nieistotny wątek. Marszałek Grodzki pouczył wczoraj w Senacie lud jak poprawnie myć ręce. Gdy wicemarszałek Senatu, także lekarz, zwrócił uwagę na instruktażową fuszerkę i wprowadzanie ludzi w błąd, Grodzki z automatu zaprzeczył. Symptomatyczna i niezwykle ciekawa reakcja dla dalszych rozważań… CZYTAJ TAKŻE: Grodzki jak zwykle dumny z siebie. W Senacie mają pojawić się pojemniki do dezynfekcji i maseczki. „Można? Można!”. WIDEO Wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski, na dzisiejszej konferencji prasowej poświęconej ochronie przed koronawirusem, zwrócił uwagę, że instruktaż mycia rąk zaprezentowany wczoraj przez marszałka Tomasza Grodzkiego jest nieprawidłowy. CZYTAJ WIĘCEJ: Niecodzienna sytuacja w Senacie. Karczewski strofuje Grodzkiego: „Popełnił kardynalny błąd. Tak nie powinno się myć rąk!”. WIDEO Nie trzeba było długo czekać na odzew. Tomasz Grodzki nie dość, że zaprzeczył, to jeszcze próbował zdyskredytować marszałka Karczewskiego. Zapytany o to przez dziennikarzy, stwierdził najpierw, że „nie potrafi tego skomentować”, po czym dodał. Mówiąc poważnie, czasem granica między rzeczowością a śmiesznością bywa dla niektórych zbyt cienka — stwierdził. Wiem, że pan marszałek może nie zauważył, ale nie naciskałem kciukiem tego dozownika — dodał Grodzki. Rzeczywiście granica pomiędzy rzeczowością a śmiesznością mocno się komuś zatarła. Marszałek Grodzki tak dalece uwierzył w swoją nieomylność, że nie ma nawet potrzeby weryfikowania faktów. Dwór pochlebców skutecznie utwierdził go w tym zmienionym stanie świadomości. Fakty są jednak nieubłagane. Są nagrania, zdjęcia i nie ma tu przestrzeni na konfabulację. Zderzony z własnym kłamstwem Grodzki musiał zareagować. Ta reakcja także jest mocno symptomatyczna. Powtórka z systemu VAR faktycznie pokazała, że dotknąłem kciukiem dozownika. Mea culpa 😉 choć przy myciu niechirurgicznym to żaden błąd. Może dzięki temu jeszcze więcej osób dowie się, jak ważne jest mycie rąk — napisał, próbując obrócić wszystko w żart. CZYTAJ TAKŻE: Przyłapany Grodzki przyznaje się i próbuje żartować: Powtórka z systemu VAR faktycznie pokazała, że użyłem kciuka „Mea culpa” z uśmieszkiem i tłumaczenia, że to przecież mycie niechirurgiczne, budzą pożałowanie. Nawet przyznanie się do ewidentnego błędu nie wchodzi w grę u Jego Nieomylności. Nie ma też choćby śladowych przeprosin wobec marszałka Karczewskiego, którego swoją wypowiedzią obraził przed dziennikarzami. Jeśli ktoś kłamie w tak jednoznacznej sytuacji, którą można bez problemu zweryfikować, jaka jest wiarygodność jego słów w innych przypadkach? Oskarżeń pacjentów wobec prof. Grodzkiego padło już kilka. Za każdym razem z taką samą butą i pewnością siebie zaprzeczał. Jaką wartość mają jego zapewnienia? autor: Marzena Nykiel
-
Obyśmy po wyborach prezydenckich nie zatęsknili za Bronisławem Komorowskim i Ferdkiem Kiepskim opublikowano: wczoraj wPolityce.pl autor: Fratria Wykop 43 Mimo wybitnych osiągnięć Bronisława Komorowskiego, niektórzy kandydaci na prezydenta w 2020 r. mogą je przebić. Reklama Kiedy sztaby wyborcze kandydatów opozycji prześcigają się w entuzjazmie z powodu mniemanych sukcesów, momentami całkowicie dziecinniejąc albo przekraczając kolejne piętra żenady, warto sobie zaaplikować pewne lekarstwo. Chodzi o to, żeby sobie wyobrazić kandydatów na prezydenta w różnych kontekstach i sytuacjach, np. podczas rozmów z Donaldem Trumpem, z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem i wyższymi dowódcami paktu, z prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde czy na forum ekonomicznym w Davos. Wyobraźni czytelników warto pozostawić, obsadzenie którego kandydata (kandydatki) w jakiej roli sprawiłoby im największą radość albo doprowadziło do najciekawszych wniosków. Oczywiście w każdej z tych sytuacji można coś symulować, posługując się metodą wybitnego ekonomisty, absolwenta Oksfordu Nikodema Dyzmy albo zerżniętego z tej wybitnej postaci przez Jerzego Kosińskiego Chance’a (Ogrodnika). Żeby zbytnio nie męczyć czytelników, można się odwołać do niezrównanego wzorca, którego nie trzeba podstawiać do żadnych wymyślonych sytuacji czy ról, gdyż on był całkiem realny i został prezydentem RP. To Bronisław Komorowski. I mimo jego wybitnych umiejętności oraz osiągnięć można przewidywać, że potencjał drzemiący w niektórych startujących obecnie pretendentach gwarantuje przebicie tych wspaniałych sukcesów. I to mocne przebicie. Oczywiście można przyjąć, że prezydentura nie musi być niczym strasznie poważnym, wymagającym wiedzy, inteligencji, charakteru, silnej woli, determinacji czy doświadczenia. Chyba jednak wybory nie są naborem do rewii, kabaretu, operetki czy wodewilu, choć kampania może te wszystkie gatunki przypominać. Może jednak lepiej nie starać się przebijać niedoścignionego wzorca. Oto 8 grudnia 2010 r. w German Marshall Fund of the United States w Waszyngtonie jako referent/wykładowca wystąpił ówczesny prezydent Bronisław Komorowski. Warto przytoczyć jego słowa, choć może nie być niemożliwe jeszcze lepsze zaprezentowanie się, np. w wydaniu któregoś z kandydatów na prezydenta w kampanii w 2020 r. „Ja jestem z wykształcenia historykiem, więc na wszelki wypadek powiem, jak to naprawdę w praktyce wyglądało” – zaczął Bronisław Komorowski swój wykład z historii Polski. Wiadomo, zawodowy historyk nie da się nabrać na żadne plewy. Było więc tak: „Mało kto o tym wie, że w Polsce w XVIII wieku istniał mechanizm ustrojowy, który gwarantował każdemu obywatelowi prawo uczestniczenia w wyborach. To się wtedy źle skończyło. Skończyło się anarchizacją, państwo było za słabe. Mało kto o tym wie, że w Polsce wszyscy wybierali króla. Mało kto o tym wie, że polski sejm czy polski parlament działał na zasadzie obowiązkowej zgody wszystkich. To było słynne liberum veto. Myśmy w XVIII wieku to praktykowali, co nie zawsze wychodziło na zdrowie”. Bronisław Komorowski przypomniał, jak było naprawdę, bowiem „dzisiaj patrzymy na Unię Europejską i patrzymy, Panie Boże, przecież tam jest liberum veto. Obowiązkowa zgoda wszystkich z wszystkimi”. No, niezupełnie, bo czasem nie ma obowiązkowej zgody, a wszystko się toczy tak, jakby była. Ale wróćmy do lekcji historii: „Były w polskim sejmie trzy fazy dochodzenia do decyzji politycznych. Pierwsza faza to była faza zgłaszania poglądów. Każdy mógł sobie zgłosić, jaki chciał”. Rozumiemy, że na dowolny temat, czyli sejmy w I RP mogły być, zdaniem Bronisława Komorowskiego, imieninami u cioci Kloci. Przedmiot nieważny, ważna zasada, czyli „druga faza to była faza ucierania poglądów. Nie wiem, jak to pani tłumaczka przetłumaczy na angielski, ale ucieranie to jest coś jak w wielkim tyglu, jeżeli trze się, aż się zrobi jednolita masa. Ucierano poglądy przez długotrwałą dyskusję. Ale jeśli to nie pomogło i niech choćby jedna osoba niezdecydowana albo przeciwna, to mogła wstać na sali parlamentu polskiego, krzyknąć liberum veto i czym prędzej uciec. Zrywała w ten sposób sejm”. I z ucierania na jednolitą masę wychodziła kicha. Żeby się ustrzec kichy, „polska szlachta wymyśliła trzecią fazę działania. To była faza bigosowania. Jak pani tłumaczka to przetłumaczy, nie wiem. Bigos to szczególne, specyficzne danie. Kapusta siekana i siekane mięso długotrwale gotowane. No więc trzecia faza - siekanie, bigosowanie polegało na to, że krewka szlachta chwytała za szable i takiego, który psuł ustrój państwa, który psuł prawo, po prostu brała na szable, nim zdążył uciec. Wszystko działało do roku 1562, kiedy pierwszemu posłowi polskiemu udało się nie tylko krzyknąć liberum veto, ale uciec, nim się szlachta zorientowała, nim wzięła za szable pan Siciński, starosta upicki, uciekł na Litwę. I to był początek kryzysu”. Że uciekł, to był początek kryzysu. No, niekoniecznie. Jeśli Siciński uciekł w 1562 r. to antycypował wydarzenia późniejsze o dokładnie 90 lat. A kryzysu za 90 lat chyba nie doczekał żaden z posłów będących świadkami tego, że Siciński uciekł. To i kryzysu być nie mogło. W dodatku nazwisko się zgadza, czyli chodzi zapewne o Władysława Sicińskiego, którego w 1562 r. nie było na świecie, albowiem urodził się w roku 1615, ale za to funkcja też się nie zgadza, bowiem ten z „prawdziwej” opowieści historyka Bronisława Komorowskiego nie był starostą, lecz stolnikiem i podsędkiem w Upicie. Skoro wykład Bronisława Komorowskiego był o historii, naturalne było przejście do geografii: „W naszym miejscu Europy, jak ktoś pamięta mapę Europy, nie wiem, czy w Ameryce ktoś pamięta, jak wygląda mapa Europy, czy nie? Nie jestem tego pewien”. Oczywiście, że nikt nie pamiętał, a nawet nie wiedział, co to mapa. Rzucaniem pereł przed wieprze było zatem przekonywanie, ze „my jesteśmy w takim miejscu między Rosją a Niemcami. To jest takie miejsce, w którym proszę Państwa bez względu nawet, jak się ktoś integruje, jak powstaje wspólny dom europejski, wspólny dom natowski, to jest takie miejsce, gdzie ciągle są jakieś przeciągi. I bez względu na to, gdzie ktoś na jakimś piętrze otworzy drzwi albo okno, to od przeciągu, my Polacy, zawsze mieliśmy katar. No tak po prostu zawsze było”. Jasne, katar. Polska to jednak nie pępek świata, więc Bronisław Komorowski przeszedł do Islandii: „Od tej pory będę ściśle obserwował i się zastanawiał, gdzie jest Islandia. Islandia w tym sensie, czy jest częścią Europy. Intuicyjnie zawsze sądziłem, że tak. W sensie kulturowym, mentalnościowym itd. Geograficznie to jest pewnie inaczej, na mapach gdzieś tam zawsze oddzielana. Kulturowo na pewno tak. A jak już jest 6 tysięcy Polaków, to już kawał Europy macie na pewno”. Jasne, kawał. Plus kolejny kawał: „W tradycji rosyjskiej jest takie powiedzenie, które mówi wszystko, nie wiem, jak pani tłumaczka to przetłumaczy. Było powiedzenie, które sobie w Polsce powtarzamy często, Rosjanie wszyscy znają, warto żeby Amerykanie o nim wiedzieli: ‘kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Przetłumaczyłaś, tak?”. Przetłumaczyła. Po załatwieniu kwestii islandzkiej oraz drobiarskiej przyszedł czas na wyznanie, ale tym, razem nie historyczne, lecz myśliwskie (pojawiły się one także w rozmowie z ówczesnym prezydentem Barackiem Obamą): „Jak się idzie na polowanie, daleko w głęboki las, no to trzeba wiedzieć, że własny dom jest zabezpieczony. Że własna kobieta, że własne dzieci, że własna chałupa są bezpieczne”. To raz, a dwa – „jest takie stare rosyjskie powiedzenie: ‘dowieriaj no prowieriaj’, to znaczy dowierzaj, wierz, ufaj, ale sprawdzaj. Trochę tak jak w relacjach małżeńskich - wierz, ale sprawdzaj”. Sala w German Marshall Fund nie miała skąd i jak spaść, ale Barack Obama mało nie spadł z fotela na takie mądrości. A mogło być ich dużo więcej, bowiem Bronisław Komorowski nie chciał przedłużać, ale miał „napisany bardzo mądry referat”, lecz wolał „rozmawiać w ten sposób”. Skoro Bronisław Komorowski nie chciał przedłużać, przypomniał tylko kumpla spod celi (jako opozycjonista trochę siedział za komuny), „Janka Szeląga, zwykłego bandytę, który bardzo wiele, mało wiedział o świecie, a dużo o życiu”. I Janek Szeląg go przestrzegł, że gdyby ktoś przyszedł odbić „politycznych”, to „najpierw klawisza w łeb, potem porywamy samochód i do Ameryki”. Czyli w Waszyngtonie puenta jak znalazł. Przypominam wiekopomne wystąpienie Bronisława Komorowskiego w Waszyngtonie nie tylko ku powszechnej radości. To może wrócić. I to wrócić w takiej postaci, że jeszcze zatęsknimy za niepowtarzalnym stylem i głębią byłego prezydenta. I będzie coś, co „nawet fizjologom się nie śniło”, że powtórzę parafrazę Szekspira w wydaniu Ferdka Kiepskiego. A nawet Ferdek będzie w tej sytuacji klasykiem. Sprawa nie jest więc wcale śmieszna. autor: Stanisław Janecki https://wpolityce.pl/polityka/488608-obysmy-nie-zatesknili-za-komorowskim-i-kiepskim
-
Kosiniak-Kamysz publikuje :DDD https://wpolityce.pl/polityka/488365-kosiniak-kamysz-publikuje-zmanipulowany-sondaz
-
1.Duda, 2. Bosak, 3. Reszta to nie moja bajka.
-
Za zabieg żony Grodzki chciał 15 tys. zł. Powiedziałem, że tyle nie mam i dałem 4 albo 5 tys. zł profesorowi – powiedział czwartkowej „Gazecie Polskiej Codziennie” marynarz ze Szczecina - pan Jacek - którego żona w 2011 roku trafiła do szpitala Szczecin-Zdunowo. Mężczyzna łącznie wydał ponad 10 tys. na lepszą opiekę dla żony. Mimo to kilka miesięcy po zabiegu kobieta zmarła. Rodzina chorego musiała zapłacić za zabieg Jak podaje dziennik, to kolejny przypadek, kiedy rodzina chorego musiała płacić za lepszą opiekę i zabieg w szpitalu Szczecin-Zdunowo, którego dyrektorem był marszałek Tomasz Grodzki. Żona pana Jacka, Iwona, trafiła do szpitala w 2011 r. Chorą zajmował się prof. Tomasz Grodzki. To był początek kwietnia, żona była chora na cukrzycę, ale chorowała też na gruźlicę. Było nam bardzo trudno, bo była w ciężkim stanie. Została przyjęta na oddział profesora. Zdecydowałem się, że zostanę w tym szpitalu i będę się nią opiekował. Siedziałem tam dzień i noc — powiedział mężczyzna gazecie. 15 tys. zł za operację „GPC” pisze, że pan Jacek zostawił pracę w marynarce i spędził w szpitalu sześć miesięcy, aby opiekować się żoną. Przez ten czas wydał wszystkie oszczędności. Jak twierdzi, w tym okresie zapłacił ponad 10 tys. zł, płacąc personelowi medycznemu za lepszą opiekę dla żony. To m.in. opłaty dla pielęgniarek za to, żeby w nocy częściej zaglądały do mojej żony. Po jakimś czasie dostałem propozycję, że jak zapłacę 15 tys. zł, to profesor zrobi żonie operację, po której będzie się lepiej czuła. Powiedziałem, że nie mam takich pieniędzy, bo już przebywam w szpitalu pół roku i wydałem całe oszczędności — opowiedział dziennikowi. Gazeta podaje, że do operacji jednak doszło i przeprowadził ją prof. Grodzki. Nie obyło się jednak bez wręczenia koperty. Gdy powiedziałem, że nie mam, lekarz „zjechał” do mniejszej kwoty — powiedział pan Jacek. Grodzki nie protestował Zaniosłem tyle, ile miałem, to było 4 lub 5 tys. zł. Złotówki i dolary, bo miałem wtedy rodzinę w Stanach Zjednoczonych, która pomagała mi finansowo. Pieniądze wręczyłem w szpitalu w gabinecie profesora. Nie przeliczał pieniędzy, tylko schował do szuflady w biurku. Nie protestował, gdy je wręczałem — dodał. Opowiedział też gazecie jak zapamiętał lekarza. Nie wspominam kontaktów z profesorem dobrze — powiedział. Był nieprzyjemny i niedostępny. Wszyscy tak mówili. No taki gbur — dodał. Żona pana Jacka zmarła w lutym 2012 roku, kilka miesięcy po zabiegu wykonanym przez prof. Tomasza Grodzkiego. Miała 54 lata. Poszkodowany złożył w tej sprawie zeznania w prokuraturze i Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. „GPC” przypomina przy tym, że śledztwo w sprawie korupcji w szpitalu Szczecin-Zdunowo zostało wszczęte na początku grudnia 2019 roku przez Prokuraturę Regionalną w Szczecinie. Dotychczas śledczy zgromadzili już 12 zdarzeń korupcyjnych, które zostały potwierdzone przez ponad 20 świadków. Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki konsekwentnie zaprzecza, jakoby miał brać pieniądze od byłych pacjentów. wkt/PAP https://wpolityce.pl/polityka/487793-kolejny-swiadek-mowi-o-korupcji-w-szpitalu-grodzkiego
-
I cała narracja o podatkaach poszła się ... :DDD 8 czerwca Dniem Wolności Podatkowej w 2019 roku ROK DZIEŃ WOLNOŚCI PODATKOWEJ 1994 1 lipca 1995 6 lipca 1996 4 lipca 1997 28 czerwca 1998 22 czerwca 1999 16 czerwca 2000 16 czerwca 2001 18 czerwca 2002 24 czerwca 2003 28 czerwca 2004 24 czerwca 2005 23 czerwca 2006 24 czerwca 2007 16 czerwca 2008 14 czerwca 2009 14 czerwca 2010 23 czerwca 2011 24 czerwca 2012 21 czerwca 2013 22 czerwca 2014 14 czerwca 2015 11 czerwca 2016 15 czerwca 2017 9 czerwca 2018 6 czerwca 2019 8 czerwca I cała narracja o podatkaach poszła się ... :DDD 8 czerwca Dniem Wolności Podatkowej w 2019 roku ROK DZIEŃ WOLNOŚCI PODATKOWEJ 1994 1 lipca 1995 6 lipca 1996 4 lipca 1997 28 czerwca 1998 22 czerwca 1999 16 czerwca 2000 16 czerwca 2001 18 czerwca 2002 24 czerwca 2003 28 czerwca 2004 24 czerwca 2005 23 czerwca 2006 24 czerwca 2007 16 czerwca 2008 14 czerwca 2009 14 czerwca 2010 23 czerwca 2011 24 czerwca 2012 21 czerwca 2013 22 czerwca 2014 14 czerwca 2015 11 czerwca 2016 15 czerwca 2017 9 czerwca 2018 6 czerwca 2019 8 czerwca
-
piaskownica twn
-
Takich ludzi nam w polityce teraz potrzeba ...
