Jeśli wierzysz w cuda - to nawet nie mam pytań...
Ot widzisz, o inny sens mi chodziło. Czyli o ewentualne ulegnięcie jakiejś natrętce. Więc jak widzi raz na parę tygodni w sklepie gościa zarośniętego, przygarbionego, z brudnymi łapami to nawet przez myśl nie przejdzie spojrzeć. Po drugie kontakty bezpośrednie z ludźmi takimi prorodzinnymi, dziećmi wzbudzają we mnie na dłuższą metę odrazę i tym bardziej utwierdzają w przekonaniu by nic nie zmieniać.
Praca na etacie? Zgłupiałeś? To ma być najmniejszą linią oporu, jak najprostsza i możliwie najlżejsza w danym fachu. Siły i energię trzeba zachować na to co po pracy. Etat dla to tylko niezbędnik a w żadnym wypadku hobby, coś co lubię i na co tracę całość swojej energii.