Mi nie potrzeba świąt...
Jak mam płacić za to żeby się poruszać to ja dziękuję... Rozumiem, coś zrobić co przyniesie mi korzyść finansową lub w formie produktu.
Moja to byle czym się pożywi... Najlepiej dużo warzyw. Nie ma zdrowia na jedzenie tłustego, mięsa a i mlecznych przetworów.
Ja to mówiłem zawsze, że "dobre ale więcej tego nie zjem".
A jaki to jest miłosny? Pytam bo nigdy miłości nie miałem i miał nie będę.
Oni nie jedzą ziemniaków, kiszonej kapusty a ich dania to wp*erdolić jakiś makaron albo ryż do jednego gara z warzywami i gotowe. Dla mnie musi być ziemniak.
A jakoś moim pasuje i wracają. A i nowych przyganiają.
No dobrze, co robić? Biegać jak debil bez celu? Siedzieć, rozmyślać i wpaść w jeszcze większy dołek psychiczny? Iść do pracy za pół darmo żeby utyrać się jak wół za najniższą krajową? Co może poprawić mi związanie się z kimkolwiek? Lepiej wtedy zjem? Lepiej wypiję? Czy może więcej zarobię? Nie ma wyjścia. Jeśli o tyle o ile się chce funkcjonować to trzeba robić żeby coś z tego zostało.