Ja miałem ostatnio podobną sytuację i powiem ze swojej strony jak ja to zrobiłem... Wzielem geodetę, aby ustalił granicę między działkami. Jak ktoś wcześniej pisał, informuje dwa tygodnie przed pomiarem sąsiada z którym miałem konflikt o miedzę. Wysłał też informacje do sąsiada z drugiej strony działki ( z 3 i 4 strony są drogi), wezwał kogoś z gminy i z powiatu. Wbił paliki, chociaż sąsiadowi się to nie podobało, poinformował go ze jak nie podpisze to ma dwa tyg na odwołanie. Wtedy dojdzie do mediacji w gminie. Jeśli tam by się obie strony nie zgodziły, zostaje sąd. W sądzie może być różnie ale jak wyjdzie wina jednej strony, to zostaje ona obciążona kosztami ( biegły geodeta sądowy między 5-10 tys + reszta kosztów).jeśli się okaże, ze sąsiad jest woorany w ciebie, masz prawo wystąpić o kasę za użytkowanie ( jak się nie mylę 10 lat do tyłu). Sąsiad pokrzyczał trochę i podpisał. Następnie pojechałem do geodety. Podpisałem papiery ( zmieniona została powierzchnia), zapłaciłem 2 tys zł za ta przyjemność geodecie. On do urzędu złożył papiery w których skorygował powierzchnię mi i sąsiadowi. I to byłoby na tyle. Chciałem się dogadać polubownie. Każda próba kończyła się zbywaniem mnie, gdy dzwoniłem i zaczynałem temat, rozłączał się. Parę lat nie mogłem z nim dojść do porozumienia, żadne argumenty nie docierały. Podorywal mnie co chwilę i w tym roku się skończyła sielanka.
Dodam jeszcze, ze zanim wzywał ludzi na pomiar, dogadałem się z nim i przyjechał tylko ze mną. Pokazał mi gdzie są granice i czy warto się szarpać. Wtedy wiedziałem na czym stoje