To o czym Ty piszesz to technologia a nie wiedza. Najpierw jest poznanie jakiegoś procesu czyli wiedza a potem powstaje technologia, nigdy odwrotnie. To wiedza o funkcjonowaniu wymienia, fizjologii ssania mleka przez cielę pozwoliła stworzyć i wprowadzić technologie doju mechanicznego z której tak chętnie korzystamy. Pracując na dużym gospodarstwie możemy, mając otwarty umysł wiele skorzystać i podpatrzyć. Zwykle takie gospodarstwa są prowadzone przez osoby doskonale wykształcone i umiejące skorzystać ze swojej wiedzy we właściwy sposób oraz chętnie ją przekazujące. Wystarczy tylko patrzeć i się uczyć. Nawet przez 40 lat obsługi kilku krowich ogonów nie nabędziesz tylu umiejętności co przez rok na fermie. Na fermach przynajmniej w tych w których ja byłem, nie spotkałem się z kupą gnoju z oczami i na czterech nogach, a takowe stwory widywałem w zagródkach podczas likwidacji białaczki. Wspominasz o GMO mając na myśli tylko ślepy zaułek tej technologii jakim jest jej wykorzystanie w rolnictwie. Spytaj się cukrzyka, dziecka dotkniętego karłowatością (a mającego jednak normalny wzrost), czy też pracownika oczyszczalni jak postrzega organizmy GMO. Technologia modyfikacji genetycznej jest powszechna w medycynie i biochemii, i tam jej zasłużone miejsce. My natomiast postrzegając ją poprzez pryzmat zębatej kolby kukurydzy skreślamy ją jako coś demonicznie szkodliwego. Twój tradycjonalizm nie przeszkadza Ci jak widać korzystać z nowych technologii będących wynikiem wiedzy. I na koniec podkreślam, nie jestem zwolennikiem wielkich ferm to powinien być margines, Podstawą powinny być gospodarstwa rodzinne, o takiej wielkości i tak wyposażone, żeby dać godziwe utrzymanie rodzinie i satysfakcję z wykonywanego zawodu.